Błaszczyk: Inwestujemy w chiński tenis

Kiedyś powiedziałem, że jeśli Chinka i Chińczyk zdobędą mistrzostwo Polski, to ja więcej w tych zawodach nie zagram. Nie mogę zrozumieć, dlaczego inwestujemy w chiński tenis stołowy - powaiedział najlepszy polski pingpongista w ostatnich kilkunastu latach Lucjan Błaszczyk.

W Ostródzie Błaszczyk nie zdobył 12. w karierze tytułu mistrza kraju. W półfinale sensacyjnie przegrał z Arturem Danielem. W meczu o złoty medal Daniel zagra z Wang Zeng Yi, a skład kobiecego finału tworzą Xu Jie i Li Qian.

Reklama

To były ostatnie mistrzostwa Polski z udziałem Lucjana Błaszczyka?

Lucjan Błaszczyk: Kiedyś powiedziałem, że jeśli Chinka i Chińczyk zdobędą mistrzostwo Polski, to ja więcej w tych zawodach nie zagram. Nie mogę zrozumieć, dlaczego inwestujemy w chiński tenis stołowy. Przecież polscy kibice nie będą się identyfikować z zawodnikami zagranicznymi, a co będzie jeśli za jakiś czas Chińczycy wrócą do swoich krajów lub wyjadą gdzieś indziej do Europy? Jeśli stawiamy na pingpongistów z Azji, to wyślijmy fachowców na ten kontynent i niech przywiozą naprawdę najlepszych graczy, a nie rezerwowych z tamtejszych lig. Jakoś Szwedzi czy Czesi w swoich reprezentacjach nie mają Chińczyków. A my widocznie chcemy się upodabniać do Turcji czy Holandii.

Krytykuje Pan obecność w kadrze tenisistów chińskiego pochodzenia, a tymczasem w deblu zdobył Pan kolejny medal w duecie z Wang Zeng Yi.

- Bo ja ich rozumiem, oni chcą się rozwijać, spełniać swoje ambicje. Nie jestem przeciwko nim, ale dotychczasowej polityce władz PZTS. Czy potrzebna jest nam armia zaciężna? Przez wiele lat dawaliśmy sobie bez niej radę.

Przyjedzie Pan za rok na mistrzostwa kraju?

- Jeśli zdrowie pozwoli i będę w dobrej dyspozycji, to tak. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że mam już trzydzieści parę lat i co raz trudniej o sukcesy w krajowej rywalizacji. Przykładem sobotnia porażka z Arturem Danielem w półfinale turnieju w Ostródzie.

Kiedykolwiek przegrał Pan z rodakiem, prowadząc 3:0 w setach?

- Nie, nigdy mi się to nie zdarzyło. Czułem się już zwycięzcą i to mnie zgubiło. Artur wie, że na Pro Tourach jego serwis był kwestionowany przez część sędziów i tracił punkty. Ale po co miałem robić aferę? Potrafię przegrywać.

Wracając do wątku historycznego, ile razy odpadał Pan w półfinale MP?

- Jeśli już docierałem do półfinałów, to wygrywałem te pojedynki i kwalifikowałem się do finału. Było to 13 razy. W Ostródzie pierwszy raz odpadłem w meczu, którego stawką było prawo gry o złoto. Natomiast siedem lat temu zostałem wyeliminowany przez Bartosza Sucha w ćwierćfinale MP.

Zapowiedział Pan powrót na stałe do Polski.

- Po 15 latach spędzonych w Niemczech chciałbym znów zamieszkać w ojczyźnie. Mogę grać dalej w Grenzau, mam też kilka ofert z Francji, ale postanowiłem, że w czerwcu 2010 roku wracam. Na razie czekam na pisemne propozycje, gdyż ustne to za mało. Chcę mieć na papierze, żeby potem nie było jakichś niedomówień.

Zamieszka Pan w rodzinnym Lwówku Śląskim?

- Mamę będę odwiedzał częściej, jednak myślę o Gdańsku. Tutaj mieszka mój starszy brat, który swego czasu pomagał mi w interesach.

Nie jest tajemnicą, że za występy przy pingpongowym stole bardzo dobrze Pan zarabia. W co inwestuje Pan pieniądze?

- Kiedyś kupowałem mieszkania i je wynajmowałem, lecz były czasem różne problemy z ludźmi, więc w okresie boomu posprzedawałem nieruchomości. Zostawiłem tylko kilka działek budowlanych - w trójmieście i Drzonkowie. Na akcjach też zarabiałem, mimo że nerwówka niekiedy była duża.

Jak wypoczywa najlepszy polski tenisista stołowy?

- Słucham muzyki klasycznej - np. Mozarta, Beethovena - Vanessy May, również koncerty gitarowe. Żeby muzyka brzmiała konkretnie, to kupiłem profesjonalny sprzęt do odtwarzania. I teraz mam prawie jak na żywo.

Sportowcy lubią szybkie samochody.

- Nie jestem wyjątkiem, lubię czasem mocniej przycisnąć pedał gazu.

Niemieccy policjanci są wyrozumiali?

- Dwa lata temu w ciągu miesiąca dwukrotnie przekroczyłem prędkość o 30 km i straciłem prawo jazdy na 30 dni. Mam nadzieję, że po raz pierwszy i ostatni.

Jakim autem Pan jeździ?

- Audi A6. Wcześniej miałem kilka nissanów, opli. Z klubu Zugbruecke Grenzau, którego barwy reprezentuję od wielu sezonów, otrzymywaliśmy nowy samochód po przejechaniu 10 tysięcy kilometrów. Można wyobrazić sobie, że zmienialiśmy auta dość często. Teraz co miesiąc dostajemy pewną sumę na utrzymanie pojazdu, np. na zapłacenie raty leasingowej.

Jaki jest Pana rekord szybkości?

- Sponsor klubu pożyczył mi swoje porsche carrera na weekend. Na autostradzie Wiesbaden-Frankfurt, na której nie ma ograniczenia prędkości, mknąłem 309 km/godz. Jak w formule 1, chociaż za tym sportem nie przepadam. Zastanawiam się, czy nie sprawić sobie takie porsche, ale z pewnością nie ma polskie drogi. Z kolei audi tak szybko nie pojadę, bo ma ogranicznik przy 250.

Rozmawiał: Radosław Gielo, PAP

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Chinka | chińczyk | Ostróda | mistrzostwo Polski | Lucjan Błaszczyk | tenis | chiński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje