Florentino Perez herbu 300 mln

Dziś koło 13 Floretino Perez zostaje drugi raz prezesem Realu Madryt. I się zacznie. Z pomocą Zidane'a i Valdano ma dokonać rewolucji w składzie wydając 300 mln euro.

Kończy się sezon ligowy, w którym emocjonowaliśmy się Barceloną. Zaczyna sezon letni, w którym mamy emocjonować się Realem Madryt. Florentino Perez rusza na podbój rynku transferowego uważając, że jedynym, który może mu dorównać jest szejk Bin Zayed z Manchesteru City.

Reklama

Nikt z pozostałych kandydatów na szefa Realu nie zdołał zgromadzić 57 mln euro, które pozwalały stanąć do wyborów. Dlatego Perez zwycięża bez nich. I tak był zresztą zdecydowanym faworytem - ludzie w Madrycie marzą o wielkich nazwiskach na boisku, czyli powrocie do czasów galaktycznych. Pytanie jest proste: czego w latach 2000-2006 Perez nauczył się na własnych błędach?

Na razie jednak wytyka błędy innym - jego zdaniem poprzednik Ramon Calderon wydając w trzy lata na transfery 300 mln euro nie zapewnił klubowi ani sukcesu sportowego, ani finansowego. Perez chce wydać tyle samo w jedne wakacje, ale nowa drużyna ma rzucić piłkarski świat na kolana. Cristiano Ronaldo, Kaká, Ribéry, Xabi Alonso, Villa, Silva, Negredo, Mata, Albiol i Maicon - to jego lista, którą publikuje dziennik El Pais. Nieźle, prawda?

Kto zostanie w drużynie? W podstawowym składzie Casillas, który obok Ronaldo i Kaki ma pełnić honory piłkarza galaktycznego. Z Raulem podobno Perez już rozmawiał. Propozycje były dwie: albo stanowisko w klubie, albo ławka rezerwowych, gdyby symbol klubu upierał się, że kariery piłkarskiej kończyć nie chce. Raul wybiera ponoć to drugie. A przecież w mijającym sezonie kapitan grał jeszcze najwięcej ze wszystkich.

Perez chce zatrzymać w Realu: Pepe, Ramosa, Lassa i Higuaína. Trenerem będzie Manuel Pellegrini z Villarrealu, co ma być ogłoszone dziś.

Ze sprzedaży Van der Vaarta, Robbena, Savioli, Huntelaara, Drenthe, Javi Garcíi, Heinzego, Sneijdera, Negredo, Mahamadou Diarry i Van Nistelrooya Perez ma zamiar zgromadzić 80 mln euro. Tyle ile będzie kosztował Cristino Ronaldo.

Drużynę uzupełnią wychowankowie, ale absurdem byłoby się spodziewać, że będą odgrywali taką rolę jak w Barcelonie. Stwierdzenie, że postawi na swoich było tylko obietnicą wyborczą, choć koncepcja "Zidanes i Pavones" z pierwszej kadencji była przecież jego autorstwa.

Perez ma już skład zarządu, ale najważniejszymi postaciami we władzach będą Zidane i Valdano, który zajmie miejsce Mijatovica.

Starając się skomentować doniesienia hiszpańskiej prasy człowiek jest w kropce. Z jednej strony lista planów transferowych wygląda tak imponująco, jak niewiarygodnie. Z drugiej Perez w swej pierwszej kadencji pokazał, że choć popełnia wielkie błędy, to jednak w kwestiach transferowych jest skuteczniejszy niż ktokolwiek. Samo wyrwanie Figo z Barcelony było wtedy bardziej niewiarygodne niż sprowadzenie dziś Ronaldo i Kaki.

Jedno jest oczywiste. Perez to nie Calderon, który chciał sprowadzić Kakę, a gdy się nie udało, zadowolił się Sneijderem. Nowy, stary prezes Realu nie ukrywa, że wciąż nie kieruje się wyłącznie pobudkami sportowymi. Najgłośniejsze nazwiska na rynku piłkarskim nie będą służyły mu wyłącznie po to, by wygrywać, ale przede wszystkim, by zarabiać pieniądze. 300 mln euro to jest więc czysto biznesowa inwestycja.

Perez jest jednym z najbogatszych ludzi w Hiszpanii, wie jak gigantyczną siłę oddziaływania daje mu futbol. Choć za pierwszym razem poniósł klęskę (sportową, nie ekonomiczną), to jednak zgromadził ma ławce w Madrycie wszystkich najsławniejszych.

Nie wiem jak oceniać jego obecne plany, ale też nie jestem pewien, czy trzeba do tego dziennikarza, czy raczej speca od giełdy. Wiele będzie zależało od tych 300 mln. Dziewięć lat temu, za taką właśnie kwotę sprzedał miastu tereny, na których stał zapyziały nieco ośrodek treningowy. Tamte 300 mln stały się symbolem jego geniuszu (dla innych symbolem sprawności w działaniu na pograniczu prawa). Na tych 300 mln wsparła się marka galaktycznego klubu. Jak widać lata mijają, a jednak do tej właśnie kwoty Perez ma do dziś największy sentyment. Bo fakt, że bardziej wierzy w gotówkę, niż w piłkarzy, wątpliwości nie budzi najmniejszych.

DYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU!

Reklama

Reklama

Reklama