Gąsienica-Daniel wypadła z trasy, Małysz wrócił do Polski

Tylko jeden polski sportowiec, i to bez powodzenia, rywalizował w środę w zimowych igrzyskach olimpijskich w Vancouver. Agnieszka Gąsienica-Daniel, po minięciu zaledwie kilku bramek, wypadła z trasy slalomu giganta.

Dużo bardziej interesująco było poza sportowymi arenami. Do kraju powróciła ekipa skoczków, z dwukrotnym wicemistrzem olimpijskim z Kanady Adamem Małyszem.

Reklama

Na Małysza czekało na lotnisku około stu dziennikarzy i fotoreporterów oraz drugie tyle kibiców. Nie zabrakło góralskiego zespołu i gromkiego "sto lat", ale wydaje się, że czasy "małyszomanii" sprzed kilku lat bezpowrotnie minęły.

Zapytany o udział w kolejnych igrzyskach olimpijskich w Soczi Małysz lekko się skrzywił, ale niczego nie wykluczył. "Boję się tego pytania, a często je słyszę. Nie myślę o tym. Cieszę się z sukcesu w Vancouver. Chcę skakać do MŚ w Oslo, a później zobaczymy" - powiedział "Orzeł z Wisły".

W Vancouver wszyscy czekają na sobotni start Justyny Kowalczyk na jej koronnym dystansie 30 km techniką dowolną. Wcześniej, w czwartek, Polka wystartuje w sztafecie. Przystąpi do niej nieco obolała po upadku na treningu. Jak zapewnił jej trener Aleksander Wierietielny, zawodniczka jest obolała, ale zdrowa.

Kowalczyk ma już dwa medale, ale Wieretielny nie ukrywa rozgoryczenia. "To jest najgorsza olimpiada w moim życiu. Pod sportowym aspektem oczywiście jest pięknie, ale oprócz medali są jeszcze inne rzeczy - znacznie ważniejsze. Jest przecież jakiś honor, uczciwość. Zawiodłem się na niektórych ludziach" - powiedział. Nie chciał jednak ujawnić żadnych szczegółów.

Nie najlepsza atmosfera panuje też w ekipie biathlonowej. Trenerka kobiet Nadia Biłowa narzeka na zakulisowe rozgrywki. "To prawda. O kogo dokładnie chodzi nie powiem, ale nie są to przyjemne sytuacje. Ja naprawdę chwalę sobie pracę w Polsce. Świetnie się tutaj odnalazłam, poświęcam temu całe moje życie i oczekuję, że jeśli ktoś ma jakieś uwagi, powie mi to w twarz, a nie będzie komentować za plecami" - powiedziała Biłowa. Podobnego zdania jest trener męskiej kadry Roman Bondaruk.

Prezes Polskiego Związku Biathlonu Zbigniew Waśkiewicz uzależnia przedłużenie umów z ukraińskimi trenerami od decyzji zarządu. "Do końca roku trenerzy mają podpisane kontrakty. Nie jestem w stanie im zagwarantować, że zostaną one przedłużone. To nie jest tylko moja decyzja, a ich kandydatury musi zaakceptować całe środowisko, ale i oni sami muszą wiedzieć, że chcą z nami zostać" - powiedział.

Biathloniści wrócą do Polski w czwartek rano.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Vancouver | Adam Małysz | trasy | wypadła | Daniel

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje