Gorliwy minister chce głowy Janasa

Minister sportu Tomasz Lipiec wypowiedział się na temat występu biało-czerwonych na mistrzostwach świata. Wypowiedział się, ale nic sensownego nie powiedział.

Nie rozumiem dlaczego człowiek, który bardzo średnio zna się na piłce nożnej miesza się w sprawy piłkarskiej reprezentacji Polski.

Reklama

"Za niezadowalające wyniki polskiego zespołu w piłkarskich mistrzostw świata odpowiedzialny jest sztab szkoleniowy. Po słabym wyniku powinny nastąpić w nim zmiany, w tym zmiany personalne" - oznajmił były chodziarz.

Szumnie zapowiadana konferencja prasowa ministra Lipca z prezesem PZPN Michałem Listkiewiczem nie przyniosła żadnych odkrywczych faktów. O tym, że winny porażki jest cały sztab szkoleniowy, polscy kibice widzą już od dawna i szkoda czasu na bezsensowne spotkania w ministerialnych gabinetach.

Swoją drogą ciekawe dlaczego minister sportu zainteresował się reprezentacją dopiero po zakończeniu przez nią występów na mundialu. Czy wcześniej interesował się kadrą? Czy choć raz zapytał o coś prezesa PZPN lub selekcjonera? A może proponował jakąś pomoc z budżetu na przygotowania? O niczym takim nie słyszałem. Natomiast teraz gdy szuka się winnych niepowodzenia na mundialu, nawet były chodziarz może podejść i kopać leżących piłkarzy oraz trenerów. Wygląda to jednocześnie śmiesznie i żenująco.

Wolałbym, aby minister sportu zamiast mówienia o tym, o czym od wszyscy od dawna wiedzą, zajął się czymś bardziej pożytecznym. Niech na przykład zacznie wydeptywać ścieżki do gabinetu premiera z prośbami o fundusze na: szkolenie młodzieży (16 szkół piłkarskich na prawie 40 milionowy kraj to śmiesznie mało), budowę ośrodków treningowych i szkoleniowych (żeby nie trzeba było wyjeżdżać do Barsinghausen, aby poćwiczyć w normalnych warunkach), na budowę stadionów (sam premier obiecał cztery) oraz na stworzenie i propagowanie w Polsce mody na sport amatorski. Mądrzejsi rządzący w innych krajach (Holandia, Grecja, Turcja itp), wiedzą od dawna, że sport to zdrowie, a w zdrowym ciele - zdrowy duch. Gdyby Pan minister Lipiec pozałatwiał tylko te najbardziej pilne potrzeby, miałby moralne prawo zabrania głosu w imieniu władzy w sprawie występów Polski na mistrzostwach świata.

O przyszłości Pawła Janasa jako selekcjonera zdecyduje nie tylko prezes PZPN, ale również media i głos społeczeństwa, które już teraz wywierają na szefa związku dużą presję. Opinia publiczna stanowczo żąda głowy trenera, jakby tylko on popełnił błędy. A winnych jest znacznie więcej.

Błędy popełnili prawie wszyscy z otoczenia reprezentacji - z prezesem Listkiewiczem na czele. Ciekawe czy - w myśl zasady ścinania głów winowajców - na szafocie staną wszyscy, czy tylko wybrane kozły ofiarne?

Andrzej Łukaszewicz

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | minister sportu | minister

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje