Gruzja w rozpaczy po śmierci Kumaritaszwiliego

Gruzja pogrążyła się w rozpaczy po tragicznej śmierci saneczkarza Nodara Kumaritaszwiliego. Do zdarzenia doszło podczas piątkowego treningu na torze olimpijskim w Whistler.

Wiadomość o śmierci 21-letniego sportowca lotem błyskawicy obiegła cały świat; krótki film z feralnego ślizgu znalazł się na portalu "YouTube". Przy prędkości ponad 140 km/godz Gruzin wypadł z rynny i uderzył w metalowy słup. Zmarł w szpitalu.

Reklama

Obiekt w Whistler, o długości 1374 m, należy do najszybszych torów lodowych. Najlepsi osiągają szybkości ponad 150 km/godz.

Mistrz olimpijski w dwójkach Niemiec Patric Leitner powtórzył to, co już mówił trener reprezentacji Polski Marek Skowroński: "Nie ma czasu nawet na chwilę nieuwagi i brak koncentracji".

Równie niebezpieczny jest obiekt we włoskiej Cesanie, gdzie olimpijczycy rywalizowali przed czterema laty. Wówczas po serii wypadków na treningach władze międzynarodowej federacji (FIL) pytały mniej doświadczonych zawodników, czy nie wycofają się ze startu?

Kumaritaszwili pochodził z Bukuriani, pięknego ośrodka narciarskiego w Gruzji. Pasją do sportów saneczkowych zaraził go ojciec Dato, były bobsleista, który jako trener prowadził kadrę Francji. Do Kanady nie poleciał, jego miejsce zajął kuzyn Feliks.

"Cała rodzina jest oszołomiona" - powiedział Giorgi Gavva, bliski znajomy ojca zmarłego.

Nodar był cichy, spokojnym chłopakiem, ale bardzo ambitnym. Między treningami i zawodami pomagał rodzicom w prowadzeniu małego hotelu.

"To był nieśmiały mężczyzna i jednocześnie bardzo dobry, utalentowany sportowiec" - podkreślił Gavva.

Rodacy Kumaritaszwiliego ze łzami w oczach oglądali na ekranach telewizorów i komputerów powtórki z tragicznego wypadku. Przykryta śniegiem stolica kraju - Tbilisi jest w szoku. "Sceny ze ślizgu są straszne. Cała moja rodzina płakała" - powiedział 20-letni student Nino Licheli.

W wiosce olimpijskiej w Whistler z Nodarem w jednym pokoju mieszkał Lewan Gureszidze. Trudno było mu znaleźć odpowiednie słowa, by mówić o koledze. "Chciałbym o nim opowiedzieć, ale nie mogę..." - powiedział saneczkarz i zaczął szlochać.

W ciągu kilku dni ciało saneczkarza zostanie przetransportowane do ojczyzny i pochowane w Bakuriani. Miejscowy tor będzie nazwany imieniem Nodara Kumaritaszwiliego.

Gruzini początkowo myśleli o wycofaniu się z igrzysk, ale ostatecznie pozostali w Vancouver. Podczas ceremonii otwarcia mieli założone czarne opaski na znak żałoby. W imprezie startować będą alpejczycy, łyżwiarze figurowi i jeszcze jeden saneczkarz z tego kraju.

Pamięć młodego sportowca uczcił również gruziński prezydent Michaił Saakaszwili.

Dla wielu Gruzinów tragedia w Whistler przypomniała wydarzenia sprzed kilkunastu miesięcy. W trakcie pekińskich igrzysk trwała wojna z Rosją w Południowej Osetii. Gruzja już zapowiedziała bojkot "białej olimpiady" w 2014 roku w Soczi (Rosja).

CZYTAJ TAKŻE

Tragedia na torze. Saneczkarz z Gruzji nie żyje

Saneczkarstwo: 40 lat temu zginął na torze polski olimpijczyk

Trener po tragedii: Obawiam się o Polaków

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: tragedia | whistler | Vancouver | Gruzja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje