Heroiczny Real wykorzystał wpadkę Barcelony

Heroiczne zwycięstwo dziesięciu piłkarzy Realu Madryt nad Espanyolem staje się dla nich potężnym podmuchem optymizmu na dalszą pogoń za Barceloną.

Opuszczając stadion Cornella-El Prat Jose Mourinho miał minę dumną i zwycięską. Jakby za triumf nad Espanyolem przyznawano jakieś osobne trofeum. Jego piłkarze dokonali jednak rzeczy, która nie udawała się przez 16 poprzednich kolejek - wreszcie dostali szansę zbliżenia się do Barcelony i potrafili ją wykorzystać. W dodatku grając w dziesięciu po czerwonej kartce dla Ikera Casillasa w drugiej minucie. Bramkarz "Królewskich" wybiegł poza pole karne i leciutko potrącił nogą Jose Callejona, który nie zdołał, lub raczej nie chciał uniknąć upadku. Bez swojego kapitana drużyna zdominowała spotkanie, w drugiej połowie arbiter liniowy popełnił jednak karygodny błąd zabierając gospodarzom najlepszą szansę na wyrównanie (Callejon znalazł się sam na sam z Antoniem Adanem, gdy niesłusznie uznano, iż był na spalonym).

Adan zamiast Dudka

Reklama

Jerzy Dudek czeka czwarty rok, by Iker oddał mu miejsce w bramce, choć na chwilę. Przez ten czas zagrał w Primera Division zaledwie raz, w meczu bez znaczenia. Wczoraj była wielka szansa, ale Polak jest po kontuzji szczęki i na ławce usiadł trzeci bramkarz. To właśnie młody debiutant Adan zaliczył udział w meczu, który może stać się przełomem w wyścigu Realu z Barceloną.

23. kolejka Primera Division miała być pasjonująca i była. Przebiegła jednak według zaskakującego scenariusza. To Real doszedł do ściany, piłkarze Mourinho przyznawali wprost, że jeśli w Barcelonie stracą punkty, ostatecznie oddadzą tytuł mistrzowski.

Lider z Camp Nou miał z pozoru łatwy wyjazd do Gijon, gdzie czekała drużyna rozpaczliwie broniąca się przed spadkiem. Przez cały tydzień hiszpańska prasa ignorowała wynik meczu zastanawiając się raczej, czy kosmiczna drużyna Pepa Guardioli jest w stanie pobić rekord Los Angeles Lakers. 40 lat temu legendarni koszykarze zaliczyli 33 kolejne zwycięstwa w NBA ustanawiając najlepszy wynik w historii sportów drużynowych. Barca wygrała 16 poprzednich meczów w Primera Division i aż 12 kolejnych na wyjazdach, kto mógł przewidzieć, że na jej drodze tak ważny będzie przystanek Gijon?

Piłkarze Manola Preciado zagrali rewelacyjnie, mieli jednak ważnego sprzymierzeńca - "wirus FIFA". Zespół Guardioli zdobywa normalnie 81,2 proc punktów, podczas gdy po spotkaniach reprezentacji jego efektywność spada do 49,1 procenta. Barca otarła się o drugą porażkę w sezonie, uratował ją genialny lob Davida Villi. "Za remis z Barceloną powinno się dostawać więcej punktów" - żartował trener Sportingu. Jose Mourinho z pewnością by mu je przyznał, choć jeszcze pół roku temu kpił, że na Camp Nou Preciado oddał Barcy punkty za darmo. To właśnie wtedy oburzony trener Sportingu nazwał go "kanalią".

Ostrzeżenie dla Barcelony

Drużyna Guardioli dostała poważne ostrzeżenie przed wyjazdem na Emirates, na mecz z Arsenalem w 1/8 finału Champions League. Luty to miesiąc, w którym kryzys zespołu z Katalonii powtarza się rok po roku. 12 miesięcy temu przegrał w Primera Division jedyny raz (z Atletico Madryt 1-2), w Champions League grał w Stuttgarcie fatalnie osiągając bardzo szczęśliwy remis 1-1. Jeśli w środę "błyśnie" podobną ociężałością, na Arsenal to nie wystarczy.

"Nie jesteśmy niepokonani" - powiedział Guardiola w Gijon dodając, że jeden słabszy mecz to jednak za mało, by robił wyrzuty piłkarzom dającym z siebie tak wiele. Drugie słabsze spotkanie może jednak kosztować faworyta pożegnanie z europejskimi rozgrywkami, na których zależy mu nawet bardziej niż na krajowej rywalizacji z Realem Madryt.

"Królewscy" wyjeżdżają do Lyonu dopiero za tydzień. W sobotę, gdy Barca traciła punkty w Gijon, Mourinho był na meczu z St. Etienne (4-1). Lyon jest w formie, ale także Real jest w formie. To był drugi kolejny mecz w Primera Division, w którym fantastycznie spisał się Cristiano Ronaldo. Portugalczyk walczył za trzech, asystował przy golu Marcelo (najlepszy na boisku), cała drużyna Mourinho udowodniła sobie, jak duży jest jej potencjał. Gdyby Adebayor wykorzystał choć jedną z trzech sytuacji sam na sam, zwycięstwo osłabionych gości na Cornella-El Prat byłoby wręcz imponujące.

"Czy Espanyol podaruje Barcelonie tytuł mistrzowski" - zastanawiała się prasa hiszpańska w minionym tygodniu. Nic nie był w stanie podarować, bo do klasy Realu mu za daleko. Dystans "Królewskich" do lidera zmalał do pięciu punktów, co podsyca na nowo gasnące już emocje.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Primera Division

Zobacz zestaw par 1/8 finału Ligi Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje