Hiszpania tonie w łzach

Kompromitacja Atletico, klęski Realu i Barcelony - Liga Mistrzów z finałem na Santiago Bernabeu miała być hiszpańska. Ale nie jest

"Jeszcze raz władcy świata", "Liga Wielkiego Wybuchu" - tytuły z prasy hiszpańskiej zapowiadające start Primera Division grzeszyły pychą i patosem. Wydawało się to jednak uzasadnione, po tym, co zrobiła Barcelona Pepa Guardioli (potrójna korona), po tym czego dokonał Florentino Perez sprowadzając do Madrytu najlepszych graczy ligi włoskiej (Kaka), angielskiej (C.Ronaldo) i francuskiej (Benzema). To był właśnie Wielki Wybuch, mający dać początek nowemu porządkowi w piłkarskim świecie, w którym liga hiszpańska wracałaby na pozycję numeru 1. Wystarczy spojrzeć na trzydziestkę graczy nominowanych właśnie przez "France Football" do Złotej Piłki - prawie połowa z nich (13) gra w Hiszpanii. Na okładce "Marki" ukazało się niedawno zdjęcie z gali FIFA, która wyróżniła Kakę, Messiego i Ronaldo, a obok nich wydrukowano portret Diego Forlana - zdobywcę Złotego Buta. Wszyscy oni pracują dziś na chwałę Primera Division. Tylko czy właśnie na chwałę?

Reklama

Najcięższe chwile przeżywa Forlan, który zdobył w tym sezonie zaledwie dwie bramki, a jego Atletico po trzech meczach przegrało już właściwe swoje szanse w Champions League. Jest to jednak logiczna konsekwencja formy pokazywanej w lidze. Klub z Vicente Calderon zaczął ją gorzej niż w sezonie 1999-2000, w którym spadł do II ligi. Dziś jest na 16. pozycji z jednym triumfem w siedmiu meczach, prezes nerwowo szuka nowego trenera, którym ma być podobno Michael Laudrup. Nawet Carlo Ancelotti był zdumiony, że drużyna o takim potencjale w ogóle nie stawiła jego graczom oporu na Stamford Bridge.

Dla nowego Realu mecz z Milanem miał być pierwszą weryfikacją europejskich ambicji. Florentino Perez zbudował drużynę po to, by wiosną wygrała finał Champions League na swoim stadionie. Przed wizytą staruszków z San Siro prasa hiszpańska oceniała, że jeszcze nigdy różnica w klasie obu drużyn nie była tak wyraźna (na korzyść klubu z Madrytu). Niedawny król Mediolanu biega już w białej koszulce po przeciwnej stronie, ale widać wyraźnie jak bardzo nowa rola mu ciąży. Kaka był jednym ze słabszych na boisku, ani nie wykańczał akcji, ani ich nie organizował, nie za bardzo w ogóle rozumie swoją rolę i pozycję w nowym zespole. Nie rozumieją jej też ani Benzema, ani Xabi Alonso. Real gra na tyle słabo, że nie pomógł mu ani prezent od Didy przy golu Raula, ani nie wiadomo, dlaczego anulowany gol dla Milanu, ani fakt, że trafił na drużynę, w której większość graczy nie patrzy w przyszłość, ale zajmuje się wspomnieniami. Milan nie ma iskry, nie ma polotu, ale wciąż ma inteligencję, dumę i doświadczenie, którymi zdławił skromne atuty gospodarzy.

Dziennikarz "El Pais" pozwolił sobie na uwagę, że orkiestra symfoniczna, którą ma zbudować Manuel Pellegrini poznała na razie zaledwie kilka nut. Nie jest pewne czy pomógłby Cristiano Ronaldo. Za dwa tygodnie Real dostaje szansę rewanżu na San Siro, być może już z najdroższym graczem świata w składzie. A gdyby nawet Milan wygrał jeszcze raz, klub z Madrytu i tak przeczłapie pewnie do 1/8 finału i dostanie kolejne dwa miesiące na naukę piłkarskiej partytury.

"Wszystko układało się fatalnie, od początku do końca" - mówił Xavi po najbardziej zaskakującej z hiszpańskich porażek, która sprawia, że broniąca trofeum Barcelona skomplikowała bardzo swoją drogę do 1/8 finału. To już trzeci słaby mecz z rzędu (Almeria, Valencia, Rubin), a więc o nieszczęśliwym przypadku mowy być nie powinno. W przeciwieństwie do Realu Barca wie jak ma grać, problem polega na tym, by sobie to przypomniała. Klub z Madrytu ma za to przywilej wspinania się na szczyt, drużyna Guardioli musi się na nim utrzymać. A że to rola znacznie trudniejsza klub przekonał się trzy lata temu, kiedy zaraz po triumfie w paryskim finale Champions League zaczął się lot w dół. Od katastrofy klub ocalił dopiero Pep Guardiola. Dumą Hiszpanów pozostaje więc na razie Sevilla, na pierwszym meczu w grupie z kompletem zwycięstw. Błyskotliwi skrzydłowi Navas i Perotti rozłożyli niedawno na czynniki pierwsze Real, w Lidze Mistrzów robią to z rywalami regularnie. Problem z Sevillą jest jednak taki, że jej potencjał starczy mniej więcej tak do ćwierćfinałów. Do tego czasu być może ockną się śpiące potęgi, jeśli oczywiście przetrwają.

DYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU

Czytaj też:

Dom starców z Mediolanu upokorzył Real

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | Cristiano Ronaldo | klub | Real | Hiszpania | liga

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje