Howard Webb - nowy Pierluigi Collina

Howard Webb sędzią finału MŚ - ta decyzja FIFY wzbudziła sporo emocji wśród kibiców, zwłaszcza w Polsce. Przed meczem Holandii z Hiszpanią postanowiliśmy przypomnieć nieco sylwetkę sympatycznego brytyjskiego policjanta, przeprowadzając małe "śledztwo" w jego sprawie.

W kraju nad Wisłą nazwisko Webba przywołuje jednoznaczne skojarzenia. Mecz Polska - Austria na Euro 2008 i kontrowersyjny rzut karny dla naszych rywali podyktowany w 93 minucie, który zabrał zwycięstwo reprezentacji Leo Beenhakkera (mecz zakończył się wynikiem 1-1).

Reklama

Po tym spotkaniu w całej Polsce zawrzało. Webb w pięć minut stał się jednocześnie wrogiem publicznym numer jeden i najbardziej rozpoznawalnym Brytyjczykiem w Polsce. Fani słali śmiertelne groźby pod jego adresem, a oliwy do ognia dolał nawet premier Donald Tusk, twierdząc że sam chciał zabić Webba za podyktowanie rzutu karnego dla Austriaków.

Od tego wydarzenia minęły już prawie dwa lata i patrząc z perspektywy czasu dobrze widać, że pomyłka wcale nie zaszkodziła byłemu oficerowi policji. Utrzymuje się on bowiem w czołówce arbitrów Premier League, a UEFA i FIFA powierzają mu prowadzenie prestiżowych meczów (w tym roku sędziował finał Ligi Mistrzów Bayern - Inter).

Można wręcz rzec, że po zakończeniu kariery przez Pierluigiego Collinę, to Webb zajął jego miejsce. Jest bowiem jednym z najlepszych najbardziej charakterystycznych piłkarskich sędziów na świecie. Jego znak rozpoznawczy, to (podobnie jak u Włocha Colliny) ogolona "na zero" głowa. Jeśli chodzi o sposób sędziowania, to Anglik jest "ostry jak brzytwa". Bezkompromisowy, zdecydowany i bardzo nie lubi dyskusji z piłkarzami.

Webb często sięga po żółte kartki. Łącznie w 368 meczach pokazał ich już 1116, co daje średnią 3,03 kartki na mecz. Co ciekawe w dwóch pierwszych sezonach kariery był dużo łagodniejszy, średnia wynosiła odpowiednio 2,23 i 2,16 żółtej kartki na mecz. "Rozhulał się" dopiero w trzecim, gdy rozdawał kartki na lewo i prawo, osiągając średnią 3,72 na jeden mecz.

Klimat Południowej Afryki działa jednak jeszcze bardziej pobudzająco na 39-letniego arbitra. Jak wyliczyli dziennikarze portalu "Goal.com", po trzech meczach MŚ w RPA Webb legitymuje się średnią 5,6 żółtej kartki na mecz! Co ciekawe - jeszcze nie pokazał ani jednej czerwonej. Niechętnie też upomina piłkarzy już na początku meczu. W żadnym z meczów mundialu nie sięgał do kieszonki w pierwszym kwadransie gry.

Holendrzy mają niemiłe wspomnienia związane z angielskimi arbitrami. W finale MŚ w 1974 roku, gdy grali z Niemcami rozjemcą był Jack Taylor, który podyktował dwie jedenastki przeciwko drużynie "Oranje". Tym samym stał się pierwszym sędzią w historii piłki nożnej, który podyktował dwa karne w finale mundialu. Ale Webb w RPA jest ostrożniejszy niż na Euro 2008 jeśli chodzi o wskazywanie na "wapno". Do tej pory nie podyktował jeszcze żadnego rzutu karnego.

Finał mundialu będzie 46 meczem w sezonie Anglika. Jeśli dobrze go poprowadzi, sprawi sobie prezent na urodziny, które będzie obchodził 14 lipca. My nie chowamy urazy do Howarda Webba i już teraz życzymy mu wszystkiego najlepszego. Życzymy też, żeby w Johannesburgu broń Boże nie był głównym aktorem widowiska, na które czekają miliony kibiców na całym świecie.

Howard Melton Webb

urodzony: 14 Lipca 1971, Rotherham

zawód: oficer policji, sędzia międzynarodowy FIFA (od 2005 r.)

Statystyki: 368 poprowadzonych meczów, 1116 pokazanych żółtych kartek (średnio 3,03 na mecz) i 49 czerwonych (średnio 0,13 na mecz).

Dowiedz się więcej na temat: kartki | Howard Webb | mecz | howard | webb

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje