Iniesta zaakceptuje status najlepszego na świecie?

Wszystko czego się dotknął w ostatnich dwóch latach zamieniało się w złoto rujnując marzenie o życiu w cieniu. Andres Iniesta zasiedział się w raju. Nie jest łowcą goli, ani symbolem seksu, być może jednak, wbrew własnej woli, będzie musiał zaakceptować status najlepszego piłkarza świata.

Młodzi dziennikarze katalońskiej stacji Ona FM byli zbyt niecierpliwi. Latem 2009 roku, niedługo po zdobyciu potrójnej korony przez piłkarzy FC Barcelona, namówili Andresa Iniestę na biograficzną książkę "Rok w raju". Iniesta opowiada w niej z zachwytem, jak dzień po zwycięskim finale Champions League z Manchesterem, pewna pani w jednym z barcelońskich barów wzięła go za kelnera. To był dla Andresa budujący dowód, że już zawsze będzie mógł się chować za plecy Leo Messiego lub Xaviego Hernandeza. Złudzenie pryska teraz na naszych oczach.

Reklama

Iniesta odegrał w sukcesach Barcy kluczową rolę. Najpierw w 93. min półfinału z Chelsea zdobył złotą bramkę otwierającą drużynie drogę do Rzymu, potem kilkanaście dni walczył z kontuzją, by zagrać na własną prośbę z dziurą w mięśniu. Podobno w ogóle nie mógł strzelać, co nie przeszkodziło mu zaliczyć asysty przy golu Samuela Eto'o na 1-0. Ta akcja odmieniła przebieg starcia z broniącym tytułu Manchesterem.

Maleńkie stopy wyprawiają z piłką cuda

Cóż więcej mógł zrobić piłkarz, by zyskać uznanie? Kobiecie w barcelońskim barze trudno się jednak dziwić. Andres nie ma powierzchowności bohatera. Gdy podczas Euro 2008 wychodził do dziennikarzy w rozwiązanych trampkach na maleńkich, bosych stopach jeden z kolegów zauważył, że faceta z takim wyglądem nie poleciłby do drużyny podwórkowej. Maleńkie stopy wyprawiają jednak z piłką cuda. A właściwie nie stopy, ale głowa - Iniesta zdaje się być żywym dowodem triumfu inteligencji nad siłą.

Po jego zwycięskim golu w finale mistrzostw świata w RPA włoska "La Gazzetta dello Sport" napisała, że nikt inny, tylko właśnie niepozorny "Blady Kawaler" w najdoskonalszym stopniu ucieleśnia geniusz hiszpańskiej piłki. I nawołuje, by z jego przykładu czerpali nawet czterokrotni mistrzowie świata. Andres przywraca romantykom wiarę w to, że stalowe mięśnie i płuca, to mimo wszystko w piłce sprawa drugorzędna.

Pokonał Manchester na Play Station

Dzień przed finałem z Manchesterem, Iniesta rozegrał własny - na Play Station. Barcelona wygrała go po dogrywce 1-0, a złotego gola zdobył Eto'o. "Na zawsze pozostanie w moim sercu" - mówił o kameruńskim napastniku, gdy wbrew woli rady drużyny trener Pep Guardiola dokonywał wymiany na Zlatana Ibrahimovicia. Czy to strata Eto'o kosztowała Barcelonę tytuł najlepszej drużyny świata? A może klub z Katalonii przegrał półfinał Champions League z Interem Mediolan, bo nie zagrał w nim Iniesta? "Blady Kawaler" ma inny, zdecydowanie mniej pozytywny przydomek "Piłkarz ze szkła". W minionym sezonie leczył aż cztery kontuzje.

Przed mundialem w RPA Vicente del Bosque czekał na niego do ostatniej chwili. Selekcjoner miał złe doświadczenia z rozegranego rok wcześniej Pucharu Konfederacji - bez kontuzjowanego Iniesty Hiszpania przegrała półfinał z USA. Serce zabiło mu mocno, gdy Andres doznał urazu w ostatnim sparingu z Polakami (zdążył jeszcze asystować przy bramce Villi i zaliczyć równie niewiarygodne, kluczowe podanie przy golu na 2-0). Na inaugurację mundialu ze Szwajcarią przytrafiła się kolejna kontuzja, przeciw Hondurasowi nie wyszedł na boisko, ale gdy wyzdrowiał nastąpiła niewiarygodna seria - pomocnik Barcelony został uznany przez FIFA za gracza nr 1 w meczach z Chile, Paragwajem i Holandią.

Najważniejszy strzał oddał 11 lipca

Iniesta strzela bardzo rzadko (zaledwie 17 bramek dla Barcelony, siedem dla reprezentacji). Zwycięski gol w finale afrykańskich mistrzostw zapewnił mu jednak miejsce na piłkarskim Olimpie. "Blady kawaler" już się z tego nie wykręci. Książka ?Rok w raju? po zaledwie kilku miesiącach przestała być aktualna. Na jej okładce wydrukowano zdjęcie Iniesty ze Stamford Bridge, gdy biegnie wymachując koszulką po zdobyciu najważniejszego w życiu gola. Dziś najważniejszy jest strzał z 11 lipca 2010.

Po złotej bramce w dogrywce z Holendrami Iniesta jeszcze raz zdarł z siebie koszulkę, pod którą widniał napis "Dani Jarque zawsze z nami". Ze zmarłym tragicznie piłkarzem Espanyolu zaprzyjaźnił się w reprezentacjach młodzieżowych. Prezes Dani Sanchez Llibre przyznał, że w 116. min finału włosy stanęły mu dęba. "Prowadzę Espanyol 14 lat, a ten gest rywala z Barcelony był najważniejszą rzeczą, która mnie w tym czasie spotkała. Nigdy w życiu nie przeżyłem podobnego wzruszenia".

W kawiarniach, sklepach, na placach stolicy Katalonii świętujący mistrzostwo świata fani Espanyolu mówili wyłącznie o geście Iniesty. "Od dziś stosunki między obydwoma klubami muszą być inne" - obiecał Sanchez Llibre, uważany za najzacieklejszego wroga FC Barcelona (w ostatnim czasie prezesi obu klubów nie jadali nawet tradycyjnych obiadów przed meczami ligowymi).

Nie pomylą go już z kelnerem

Iniesty nie da się już potraktować jak kelnera. Urodzony w Fuentealbilla, prowincji Albacete 26-letni piłkarz stał się megagwiazdą, którą nigdy być nie chciał. W rodzinnej miejscowości ma ulicę swojego imienia i dom pod numerem 1. Władze Albacete przyznały mu właśnie tytuł ?Adoptowanego Dziecka?, a szefowie miejscowego klubu, gdzie zaczynał, wręczyli złote i brylantowe insygnia. 12-letni Iniesta wyruszył stąd na podbój świata ? po jednym z turniejów dla dzieci Barcelona zabrała go do "La Masia".

16 lat potrzebował, by dotrzeć na szczyt. Nie przeszkodziła mu nawet mizerna powłoka (170 cm, 65 kg). FIFA już ogłosiła, że jego podobizna znajdzie się na okładce hiszpańskiej wersji jej nowej gry. Tak jak Ronaldo, Rooney i Messi zalicza się więc do piłkarzy, z którymi najbardziej identyfikują się nastolatkowie i dzieci. A przecież w odróżnieniu od superstrzelców zdobywa gole zaledwie kilka razy do roku - w minionym sezonie Primera Division pokonał bramkarza jeden raz!

Gdy pytają go o "Złotą Piłkę" obojętnie wzrusza ramionami twierdząc, że indywidualne wyróżnienia nie mają dla kogoś takiego jak on znaczenia. Blefuje? Być może. Może w skrytości ducha chciałby pogodzić Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Jeśli "France Football" przyznałby mu swoją nagrodę, byłby to mimo wszystko najbardziej nie medialny wybór od czasów Igora Biełanowa. Rosjanin zdobył jednak "Złotą Piłkę" w 1986 roku - regulamin zabraniał wtedy wręczyć ją komuś spoza Europy, takiemu jak Diego Maradona. Gdyby 26 lat później plebiscyt wygrał Iniesta, musiałby zaakceptować status najlepszego piłkarza świata. Pierwszy rok w raju dał mu zaledwie czwarte miejsce.

Dowiedz się więcej na temat: FC Barcelona | iniesta

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje