Jerzy Dudek dla INTERIA.PL: Jesteśmy i gorsi, i lepsi niż Barcelona

Jerzy Dudek, bramkarz Realu i reprezentacji Polski : - Barca ma na razie lepszą drużynę, ale to Real ma lepszych piłkarzy. Jeśli grając słabo wygrywamy po 3:0, to co będzie, kiedy w końcu zaczniemy grać dobrze?

Dariusz Wołowski: Jest pan w Realu trzeci rok, ale dopiero tego lata Florentino Perez przywrócił drużynie przydomek "galaktyczni". Co się czuje siadając w szatni między Ronaldo i Kaką?

Reklama

Jerzy Dudek, bramkarz Realu i reprezentacji Polski: - Myślę, że nawet piłkarze warci niemal 100 mln euro są zaszczyceni, że reprezentują ten klub. Na razie to nie Ronaldo i Kaka, ale Raul, Casillas i wielu innych wielkich graczy tworzyło jego historię. W tym klubie zawsze grali najlepsi piłkarze. Kiedy ja tu przychodziłem, zastawałem mistrzowską drużynę Fabio Capello, która została wzmocniona piłkarzami takimi jak Robben, czy Sneijder. Miałem porównanie z Liverpoolem, który też jest przecież potężnym klubem. Pod względem sportowym różniło się niewiele, ale nawet wtedy czułem, że Real to coś więcej, absolutny wyjątek w światowym futbolu. Zawsze był klubem medialnym, w którym każdy najdrobniejszy szczegół śledzony jest przez media i urasta do rozmiarów problemu.

W Realu nikt nikogo po głowie nie głaszcze. Ale to, co się stało tego lata, transfery Pereza za setki milionów euro, wywindowało zainteresowanie jeszcze o dwie klasy wyżej. Gdziekolwiek jedziemy, czekają na nas tłumy fanów, a nastolatki piszczą jak szalone na widok Cristiano Ronaldo. Są sytuacje zabawne, są krępujące. Ale taki jest Real.

Na razie jednak Real nie gra porywająco, a niektórzy twierdzą, że wręcz źle: brakuje zrozumienia, Ronaldo rozgrywa własne mecze. A przecież macie dorównać Barcelonie.

- Kiedy przegrywaliśmy ostatnie Gran Derbi 2:6, wiadomo było, że będzie w klubie rewolucja. Nie ma większego bodźca dla Realu niż wielka gra Barcelony i odwrotnie. Zawsze gdy jeden z rywali zostaje z tyłu, robi, co się da, żeby dorównać temu, który uciekł. Na sport nakłada się jeszcze rywalizacja z Katalonią i wiele innych zaszłości między klubami. Od porównań się nie ucieknie i my wciąż jesteśmy porównywani do Barcy, która w ubiegłym sezonie dokonała rzeczy nadzwyczajnej. Wiadomo więc było, że Perez, zostając prezesem, musi dokonać spektakularnych zakupów.

Wszystko, co się stało, miało swoją logikę. Ale jeśli w klubie pojawia się nowy trener, a w podstawowej "jedenastce" siedmiu nowych graczy, to nie ma szans, by wszystko zatrybiło od pierwszego meczu. Jeśli Ronaldo, bez porozumienia z zespołem, zdobył tyle goli, to co będzie, gdy się w końcu zgra z kolegami? Jeśli Real, grając źle, wygrywa po 3:0, to co będzie, gdy zacznie grać dobrze? Strach pomyśleć.

Na razie jednak Barca wciąż gra lepiej.

- I jest w tabeli za nami. Rzeczywiście, Barcelona ma na razie wciąż ciut lepszą drużynę, ale to Real ma lepszych piłkarzy i zdecydowanie większe szanse na postęp. Za dwa, trzy miesiące to powinna być inna drużyna. Mamy w składzie Ronaldo i Kakę, ale też 18 innych gwiazd, czego nie mogą powiedzieć inne wielkie kluby, w których indywidualności grają, a u nas niektóre muszą usiąść na ławce.

Na przykład bohater finału Champions League sprzed czterech lat Jerzy Dudek. Jest pan już jedynym graczem w kadrze Realu, który nie zagrał w lidze ani minuty.

- Rola rezerwowego bramkarza jest trudna, a w Realu trudniejsza niż gdzie indziej, bo pozycja Casillasa jest bezdyskusyjna. Sam Iker jest bardzo pazerny na grę, nie wyobraża sobie, by mógł opuścić jakiś mecz. Rotacja, którą stosuje Manuel Pellegrini, dotyczy graczy z pola, bo to oni mają unikać przemęczenia. Iker może bronić na okrągło. Ja trenuję i łudzę się, że pewnego dnia trener da mu jednak wolny weekend, żeby mógł zostać w domu, odpocząć, zrelaksować się oglądając mecz w telewizji. Ale kiedy to się stanie i czy w ogóle? Nie wiem. Wiem, że gdy Pellegrini znienacka powie: "Teraz ty", ja mam być gotowy.

Które z trzech trofeów: liga, puchar czy Liga Mistrzów liczy się dla was najbardziej?

- Mamy skład na tyle mocny, by bił się o trzy trofea, ale najważniejszy jest chyba sukces w Champions League. Madryt jest go bardzo spragniony, w ostatnich pięciu latach klub odpadał w 1/8 finału. A w tym roku finał jest na Santiago Bernabeu i my musimy w nim zagrać. To przede wszystkim po to Florentino Perez wydał tyle pieniędzy.

W poprzednich sezonach uważałem, że na sukces w Lidze Mistrzów mamy za słabą obronę, co stawia nas na straconej pozycji w rywalizacji z Manchesterem, Chelsea czy Liverpoolem. Teraz to się zmieniło, możemy wygrać z każdym, nawet z Barceloną. Drużynę z Katalonii budowano kilka lat, zaczął robić to Frank Rijkaard, a po kryzysie Pep Guardiola zaprowadził ją na szczyt. To właściwie wciąż ci sami ludzie decydują o wielkości tej drużyny: Messi, Xavi, Iniesta.

Kiedyś mówił pan, że w szatni Realu rządzi Raul, w sposób grzeczny, ale stanowczy. Chyba niełatwo rządzi się Ronaldo i Kaką?

- Czytałem niedawno wywiad z Fabio Capello, który przypominał, że już w czasach, kiedy on był trenerem, Raul był wysyłany na emeryturę. Już wtedy młodsi mieli go zastąpić, wygryźć ze składu, zakończyć wielka karierę. Tymczasem, choć co roku Real sprowadza napastników za dziesiątki milionów, Raul ciągle odgrywa w klubie kluczową rolę, a jego bramki są mu niezbędne. Niezbędne Realowi jest też jego przywództwo. To nie Kaka czy Ronaldo są kapitanami, ale on, Casillas, Guti i Ramos - czyli ci, którzy znają klub i mogą być przewodnikami dla innych. Ale w szatni nie jest tak, że Raul mówi, a reszta słucha. Każdy ma prawo wziąć udział w dyskusji na równych prawach, byle mówił do rzeczy. Oczywiście, nikt nie wyobraża sobie, by tacy gracze, jak Ronaldo czy Kaka, siedzieli cichutko w kącie.

A Manuel Pellegrini? Jak sobie daje radę wśród tych wszystkich wielkich piłkarskich ego?

- On je godzi, co nie jest banalne. Futbol zna wiele przykładów drużyn, które zostały zdominowane przez jednego czy dwóch wybitnych zawodników. Ci podporządkowali wszystko sobie i zaczynali szkodzić całości. Rolą Pellegriniego jest uzmysłowienie nam, że nad naszymi osobistymi ambicjami stoi drużyna. I jej dobro jest najważniejsze. Dudek może rwać się do gry, ale skoro dla drużyny jest lepiej, by między słupkami stawał Casillas, to ja muszę to zaakceptować i wspierać Ikera, bo jego dobra gra i zwycięstwa są zwycięstwami nas wszystkich.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

DUDEK: Życiem nie ryzykuję!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje