Klątwa ME wiecznie żywa?

Mecz z Węgrami miał reprezentacji Polski pomóc odbudować morale po fatalnych, jesiennych występach, jeszcze za kadencji Zbigniewa Bońka. Sparingi z Chorwacją czy Macedonią rodziły nadzieję, że Paweł Janas to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Konfrontacja z Węgrami sprowadziła nas mocno na ziemię. Widać klątwa ME dalej ciąży nad Polakami, bo remis z Madziarami praktycznie redukuje nasze szanse na wyjazd do Portugalii do minimum.

Reklama

W dotychczas rozegranych spotkaniach przed własną publicznością, z nie najgroźniejszymi rywalami straciliśmy już pięć punktów, a przecież dwumecz z faworytem grupy, Szwecją, dopiero na rozkładzie kadry Janasa.

Selekcjoner owszem ma koncepcję, ale najwidoczniej brakuje mu dobrego koordynatora, który by jego pomysły umiał odpowiednio poukładać. Długo oczekiwane przez wielu powołania niechcianych przez Engela Kuźby czy Szymkowiaka niewiele nowego wniosły. Efekt być może byłby lepszy, gdyby jedynego piłkarza w reprezentacji umiejętnie rozdzielającego podania, ustawić w środku pola, a nie obciążać dużą ilością defensywnych zadań.

Janasowi warto również przypomnieć, że podczas spotkania dysponuje ławką "pełnowartościowych" (jak to sam określa) rezerwowych. Skoro jedni przez większość meczu zawodzą lub nie mają szczęścia pod bramką rywali, to dlaczego nie zaryzykować i dać szansę dublerom. Może to strach przed kolejną wpadką spowodował, że Janas zdecydował się na jedną zmianę i nie skorzystał z innych wariantów. Może warto było zmienić niewidocznego Kuźbę na Żurawskiego, czy wpuścić walecznego Krzynówka. Remis z Węgrami daje nam co najwyżej nowe... złudzenia.

Analizując otoczkę meczu nie sposób nie wspomnieć po raz kolejny o fatalnej organizacji. Barwni kibice z Węgier musieli sami sobie odśpiewać hymn, bo... zabrakło taśmy! Naszych fanów tak zdeprymowała ta wpadka, że zamiast dopingu, niektórzy z nich woleli zająć się bójką między sobą, wywołując przy tym zdumienie wśród Węgrów. Tłumaczenia i przeprosimy prezesa PZPN, na niewiele się zdają, bo przecież czasu na przygotowania do meczu było sporo.

Rafał Dybiński, Chorzów.

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Janas | klątwa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje