Kogo szokuje "Złota Piłka"?

Czy to nie jest kuriozalne, że tak wielkie emocje wzbudza plebiscyt piłkarski, w którym decyzje podejmują ludzie o podejrzanych kompetencjach?

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego!

Reklama

Gala w Zurychu wywołała zainteresowanie, co najmniej takie, jak finał Ligi Mistrzów. W swoich reakcjach prasa światowa ogłosiła dramatycznie, że FIFA "sprowadziła do zera" futbol hiszpański. Z trzech finalistów na piłkarza roku 2010 dwóch było Hiszpanami (Xavi i Iniesta), a wygrał ten trzeci (Messi). Z trzech finalistów wśród trenerów zwyciężył Jose Mourinho pokonując Hiszpanów Pepa Guardiolę i Vicente del Bosque. Iker Casillas przyznał, że wybór Messiego był małym rozczarowaniem dla tamtejszej piłki. Hiszpanie czekają na "Złotą Piłkę" pół wieku, a przecież w ostatnich dwóch latach zostali mistrzami Europy i świata.

Platini chce wprowadzać swoją "Złotą Piłkę"!

Emocje były tak wielkie, że właśnie zazdrosny trochę szef UEFA Michel Platini ogłosił, iż od przyszłego roku jego organizacja powołuje do życia własną nagrodę, dla najlepszego gracza Europy. Będzie ona wierniejsza idei Gabriela Hanota, który w 1956 roku poprosił kolegów z redakcji "France Football", by wybrali najlepszego piłkarza na kontynencie. Plebiscyt rozrastał się jak śnieżna kula, w 1995 roku zmieniono przepisy, tak by "Złotą Piłkę" mogli wygrywać piłkarze spoza Europy, ale pod warunkiem, że grają w klubach ze Starego Kontynentu. Trzy lata temu dopuszczono do rywalizacji wszystkich, co spowodowało, że liczba 53 uprawnionych do głosowania korespondentów europejskich pisma została powiększona o 43 z innych kontynentów.

Wybór Messiego kontrowersyjny

Te wszystkie zmiany były uzasadnione o tyle, że na przykład w 1986 roku laureatem plebiscytu został przeciętny gracz z ZSRR Igor Biełanow, choć piłkarski tron zajmował akurat ktoś tak wybitny jak Diego Armando Maradona.

Widząc sukces pomysłu francuskiego dziennikarza, FIFA zazdrośnie wprowadziła własną nagrodę. W tym roku oba plebiscyty zostały połączone. Gdyby "France Football" wytrwał samotnie zliczając tylko głosy swoich dziennikarzy nagrodę za 2010 dostałby Wesley Sneijder. Tymczasem głosami kapitanów drużyn narodowych i selekcjonerów, Holender znalazł się poza finałową trójką.

Wybór Leo Messiego był bezdyskusyjny przed rokiem, ale teraz wywołał sporo kontrowersji. Czy można uznać za gracza roku, kogoś, kto przepadł w ćwierćfinale mistrzostwo świata, nie zdobywając na tym najważniejszym z turniejów nawet jednego gola? Włoska "La Gazzetta dello Sport" się nie patyczkowała tylko dała tytuł: "Messi? Nieeeee!" wyrażając dobitnie protest wobec tej decyzji.

Ronaldo pyta o Casilassa

Jak zwykle przeoczyliśmy moment, kiedy zabawa zmieniła się w sprawę śmiertelnie poważną. W 2008 roku, po tym jak Hiszpania wygrała mistrzostwa Europy burmistrz Mostoles, rodzinnej miejscowości Ikera Casillasa zebrał dziesiątki tysięcy podpisów popierających kapitana reprezentacji Hiszpanii. Tłumy ludzi lobbujących za bramkarzem Realu Madryt nie mogły pojąć, że plebiscyt ma swoje reguły - głosowali wtedy jeszcze dziennikarze, którzy co najwyżej mogli się zasugerować presją rodaków Ikera. Ale się nie zasugerowali - wygrał Cristiano Ronaldo. Dziś sam Ronaldo pyta FIFA: "Dlaczego w trójce finalistów znów pominęliście Casillasa?" I uważa to za niedorzeczność.

Zobacz film z powrotu piłkarzy Barcelony z gali Zurychu:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje