Kołtoń: Rozszyfrowany "Kod Barcelony"

Wygra Manchester United... jeśli Barcelona nie będzie optymalnie przygotowana. Takie mam przekonanie, obserwując jak pracuje Alex Ferguson. Jego zespół dysponuje niesamowitą siłą uderzeniową. Na pewno "Czerwone Diabły" nie zagrają, tak jak Real Madryt. W tym właśnie upatruję szansę MU w finale Ligi Mistrzów na Wembley.

Barcelona prezentuje piękny futbol. Ten futbol opiera się na posiadaniu piłki, które jednak nie jest celem samym w sobie. Posiadanie piłki ma doprowadzić do sytuacji bramkowych, a mówiąc jeszcze konkretniej - do bramek. Sens futbolu to zdobywanie goli, chociaż zawsze znajdą się tacy trenerzy, jak Helenio Herrera czy Jose Mourinho, którzy najpierw starają się "zamurować", aby w konsekwencji poszukać tej jednej rozstrzygającej bramki.

800 podań

Reklama

W najświeższym wydaniu magazynu "Der Spiegel" znalazłem pasjonujący tekst Cordta Schnibbena pod tytułem "Kod Barcy". Autor snuje wywód na wielu stronach w oparciu o program analizy meczów, który nazywa się "Total football" firmy Opta. Zwraca uwagę, że rozpracowanie detaliczne spotkań sięga zenitu. Wręcz można mówić o matematycznym podejściu do futbolu, co zresztą nie jest zjawiskiem nowym. Polak Jacek Gmoch sięgał po analizy matematyczne już w latach siedemdziesiątych. Co ciekawe nasz rodak czerpał również z rozwiązania akcji z koszykówki. Gmoch opowiadał mi swego czasu: - Tak zwaną "zonę-press" podpatrzyłem u mojego brata, trenera koszykówki.

"Der Spiegel" pisze, że Pep Guardiola także wzoruje się na rozwiązaniach z innych dyscyplin sportu - atak opiera się na kombinacjach oglądanych w piłce ręcznej, hokeju, rugby, a czasami także na zagraniach futbolu amerykańskiego.

"Kod Barcy" to bramkarz (Valdes), który nogą potrafi celnie podać na dużą odległość, dwóch środkowych obrońców, z których każdy umie otworzyć grę przemyślanym crossem lub włączeniem się do akcji ofensywnej (w szczególności Pique), dwóch bocznych obrońców, którzy bardziej atakują niż bronią (w szczególności Dani Alves), defensywny pomocnik (Busquets), który wygrywa 70 procent pojedynków, aby zagrać do kolegów ponad 100 razy w meczu, dwóch rozgrywających (jeden z nich to geniusz Xavi), którzy tyleż są niscy, co świetni technicznie, dwóch skrzydłowych (Villa oraz Pedro), którzy potrafią wygrać co drugi pojedynek, a także środkowy napastnik, który w rzeczywistości nie odpowiada żadnym parametrom środkowego napastnika, ale który nazywa się po prostu Messi. Efekt - nawet 800 podań w dziewięćdziesiąt minut, przy ponad 70-procentowym posiadaniu piłki, średnio 2,4 bramki na mecz.

On kręci karuzelą

Rola Xaviego jest niesamowita - to właśnie ten zawodnik kręci karuzelą. W każdym spotkaniu zagrywa ponad sto podań, z czego jedna czwarta trafia do Iniesty (który potrafi być bramkostrzelny) lub Messiego. Xavi jest najbardziej poszukiwanym zawodnikiem przez kolegów. Jedna trzecia podań graczy Barcy kierowana jest do tego genialnego zawodnika, który aby ułatwić zadanie partnerom, ciągle znajduje się w ruchu. Xavi przebiega nawet kilometr więcej niż inni.

Z kodem Barcelony w fazie pucharowej Ligi Mistrzów sezonu 2010/2011 nie potrafiły sobie poradzić takie drużyny, jak: Arsenal Londyn, Szachtar Donieck, a także Real Madryt. Co ciekawe, Real Mourinho - na co dzień - nie gra defensywie. Ponad 60-procentowe posiadanie piłki jest regułą. Tymczasem w meczu ligowym Realu z Barcą na Santiago Bernabeu, "Królewscy" osiągnęli w pierwszej połowie całe 23 procent.

Nie żartuję! Nic dziwnego, że legenda madryckiego klubu Alfredo di Stefano był wręcz zniesmaczony i mówił o walce "myszy" z "lwem". Real di Stefano na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zawsze występował w roli "lwa"... Jednak Mourinho ciężko został doświadczony na Camp Nou w pierwszym meczu ligowych - pamiętną porażką 0-5. Stąd maksymalnie postawienie na defensywę - w promieniu kilkunastu metrów przed własnym polem karnym operowały dwie formacje, które miały jeden cel: rozbijanie Barcelony. I liczenie na szybkie kontry - i to raczej indywidualne, niż zespołowe. Nie ma jak siedmiu, czy ośmiu zawodników za linią piłki po jej stracie.

Smakowali swój styl gry

W 2009 roku Barcelona Pepa Guardioli wygrała Ligę Mistrzów - kosztem Manchetseru United. Finał w Rzymie zaczął się od huraganowych ataków "Czerwonych Diabłów", ponieważ Alex Ferguson liczył na swoich gigantów - Cristiano Ronaldo oraz Wayne'a Rooney'a. Niesamowity Samuel Eto'o dał prowadzenie Barcy i już do końca grała tylko jedna drużyna. Ferguson na pomeczowej konferencji prasowej przyznał: "Smakowali swój styl gry". Tyle, że na Wembley - jestem przekonany, nie będzie tak łatwo. Ferguson również dysponuje drużyną, która potrafi zdominować rywala - przeciętnie zagrywa 580 prodań, ponad 200 mniej od Barcy, ale też dużo. To czwarty wynik wśród uczestników Ligi Mistrzów. A do tego ma nieobliczalnych Rooneya oraz Meksykanina Javiera Hernandeza, dla którego jest to pierwszy sezon w Europie. W bramce fenomenalny Edwin van der Sar, na środku obrony wysocy, ale zarazem sprawni Rio Ferdinand oraz Nemanja Vidić. W środku pola Michael Carrick, Park Ji-Sung czy Ryan Giggs. Ten ostatni znajduje się - który to już raz w swojej karierze? - w życiowej formie, o czym przekonał w ćwierćfinale z Chelsea oraz półfinale z Schalke. Pytanie, na ile Walijczyk ma wolną głowę po zauroczeniu walijską modelką, Imogen Thomas... Myślę jednak, że zapomni o Bożym świecie wychodząc w sobotę na murawę Wembley.

Dyskutuj z Romanem Kołtoniem na jego blogu

Zapraszamy na relację na żywo z finału Ligi Mistrzów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje