Kosmala: Odradzałbym sprzedanie Legii

- Gdybym był doradcą giełdowym i znał sytuację spółki KP Legia, nie wydałbym rekomendacji "sprzedaj", ale "trzymaj" - skomentował ostatnie doniesienia na temat możliwości sprzedaży warszawskiego klubu jego prezes Paweł Kosmala.

Czy pierwszy rok jako prezesa Legii uznaje pan za udany?

Reklama

Paweł Kosmala, prezes Legii Warszawa: Na pewno był bardzo trudny i znamienny w ważne wydarzenia. Głównie chodzi mi o otwarcie nowego stadionu - najpierw trzech trybun, a ostatnio czwartej. Właśnie ta ostatnia jest najważniejsza z punktu widzenia przychodów dla klubu.

Jeśli chodzi o aspekty sportowe, to było nieco gorzej. Do Legii przyszło w sumie 11 zawodników i trener Maciej Skorża. Wiele osób mówiło nam, że tak głębokie zmiany przyniosą słabsze efekty niż się spodziewamy, a my zawsze spodziewamy się mistrzostwa Polski.

Czy zdobycie Pucharu Polski nie tworzy nieco mylnej oceny Legii?

- Oczywiście nie możemy zapominać o licznych ligowych porażkach. Jednak zdobyć Puchar Polski wcale nie jest tak łatwo. W tych rozgrywkach nie przegraliśmy żadnego meczu, a tylko dwa zremisowaliśmy. Trzeba pokazać klasę, aby triumfować także w Pucharze Polski. Natomiast z trzeciego miejsca w lidze i dużej liczby porażek nie możemy być zadowoleni. W końcówce sezonu pokazaliśmy jednak, że kiedy presja jest mniejsza, to ta drużyna gra bardzo dobrze i pokazuje wyraźną przewagę nad rywalami. Mam nadzieję, że w nowym sezonie ten zespół pokaże wreszcie wysoką klasę.

Czy zajęcie przez Legię trzeciego miejsca w sezonie, który uznawany był jako dość słaby, uznaje się za porażkę?

- Polemizowałbym z opinią, że minione rozgrywki stały na niskim poziomie. Przecież wiele klubów wydało sporo pieniędzy na nowych, zagranicznych graczy. W tej tendencji Legia nie była wyjątkiem i również poniosła spore koszty związane z nowymi zawodnikami. Poprzedni sezon był natomiast ciekawy, bo o czołowe lokaty nie walczyły trzy drużyny, jak było wcześniej, ale ponad połowa ligi. Nie wiem czy jest to oznaka słabości, czy może nowej jakości. Poszczególne kluby znalazły przecież środki na pozyskiwanie piłkarzy. Generalnie kwoty transferowe były w tym sezonie rekordowe. Przyznaję jednak, że ilość straconych bramek i porażek mogła bulwersować naszych kibiców. Chcemy o tym jak najszybciej zapomnieć.

Kibiców niepokoiły również nie do końca udane transfery...

- Trudno jest to jednoznaczenie ocenić. Kiedy pozyskuje się 11 zawodników, zawsze pojawią się gracze, którzy nie zaadoptują się do naszych warunków. Poszliśmy inną drogą niż aktualny mistrz Polski, ponieważ kupiliśmy stosunkowo młodych zawodników. Wisła kupiła doświadczonych piłkarzy i krótkoterminowo przyniosło to efekt. My z kolei stawiamy na swoich wychowanków i staramy się pozyskać również stosunkowo młodych piłkarzy z zagranicy. Teraz będziemy zwracali większa uwagę na predyspozycje psychiczne.

Ilu było kandydatów do zastąpienia trenera Macieja Skorży?

- Nie chcę do tego wracać. Trenerem Legii jest Maciej Skorża, który ma realizować cele klubu. Wyznaczonym zadaniem dla niego jest zdobycie mistrzostwa Polski w nowym sezonie.

Czy trener Skorża pozostał na swoim stanowisku ze względu nie niepowodzenie w negocjacjach z Vladimirem Weissem, czy wpływ na to miała końcówka sezonu?

- W pewnym sensie obydwie sprawy się do tego przyczyniły. Przecież w połowie kwietnia byliśmy po serii bolesnych porażek. W sześciu meczach zdobyliśmy zaledwie jeden punkt i zarząd każdego klubu zastanowiłby się w takiej sytuacji nad przyszłością trenera. Zespół zdobył jednak Puchar Polski i zajął miejsce na podium. To częściowo spełniło oczekiwania zarządu. Wierzymy, że drugi sezon pod wodzą Skorży będzie zdecydowanie lepszy.

W porównaniu do okienka transferowego sprzed roku, teraz budżet Legii przeznaczony na transfery będzie porównywalny?

- Na pewno nie będzie porównywalny pod kątem ilości nowych graczy, ponieważ ponownie budowalibyśmy zespół niemal od podstaw. Myślimy o sprowadzeniu czterech nowych zawodników, którzy wzmocnią zespół. Oprócz tego zamierzamy wprowadzać do drużyny młodych zawodników, takich jak Jakub Kosecki, który wraca do nas z okresu wypożyczenia do ŁKS.

Na jakie pozycje zostaną sprowadzeni nowi piłkarze?

- Wiele zależy od tego kogo sprzedamy. Generalnie potrzebujemy wzmocnień w ofensywie, czyli: napastnika, skrzydłowych i środkowego pomocnika.

Maciej Rybus i Ariel Borysiuk dostali zgodę na transfer zagraniczny. W jakim stopniu budżet na nowych graczy będzie zależał od sprzedania tych zawodników?

- Bez względu na ich dalsze losy musimy wzmocnić te pozycje ofensywne i mamy na to środki. Oczywiście korzystne sprzedanie któregoś z naszych graczy ułatwi nam działanie, ale nie jest to warunek.

Na jakim etapie są rozmowy odnośnie nowej nazwy stadionu przy Łazienkowskiej?

- Mamy umowę z właścicielem stadionu, która jest dobra zarówno dla Legii, jak i dla miasta. Według niej klub bierze na siebie wszelkie koszty dotyczące utrzymania obiektu, a oprócz tego Legia płaci czynsz i podatek od nieruchomości. W zamian za to otrzymaliśmy wszelkie uprawnienia związane z funkcjonowaniem tego obiektu i przychodami generowanymi przez Legię grającą na nim. Chodzi o przychody związane z biletami czy ekspozycjami marketingowymi. Sprawa jest jasna. Jednak na temat rozmów z potencjalnym partnerem nie mogę nic zdradzić. Prawdopodobnie niedługo będziemy mogli podać do publicznej wiadomości ich wynik.

Czy wpływ na te negocjacje mają ostatnie spekulacje dotyczące sprzedania Legii?

- To nie jest sprawa zarządu. Do jego członków należy dbanie o interes akcjonariuszy, niezależnie kto nim jest czy będzie. Mogę powiedzieć tylko jedno: gdybym był doradcą giełdowym i znał sytuację spółki KP Legia, nie wydałbym rekomendacji "sprzedaj", ale "trzymaj". Uważam, że wartość tej spółki będzie rosła.

Rozmawiał Marcin Cholewiński

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | piłka nożna | Ekstraklasa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama