Leo B.: Kogo tu posłać na ławkę?

- Nikt z moich piłkarzy nie przestraszy się gry na Estadio da Luz. Bez przesady! Jeśli kogoś miałoby to spotkać, to znaczyłoby, że ta osoba nie nadaje się do tego zawodu - grzmiał przed meczem z Portugalią selekcjoner Orłów Leo Beenhakker.

Spokój, wiara w siebie i w zespół, stanowczość - takie wrażenie wywarł na ostatnim spotkaniu z dziennikarzami przed meczem z Portugalią Beenhakker.

Reklama

- Od niedzieli miałem kompletną kadrę i wszyscy ćwiczyli tak solidnie, że śmiało mogę powiedzieć, że przygotowania do meczu z Portugalią udały się - podkreślał na konferencji prasowej na Estadio da Luz selekcjoner Leo Beenhakker.

Holender ma świadomość, że Portugalczycy postarają się zrewanżować za ubiegłoroczną porażkę w naszym kraju. Dlatego pewnie zagrają od początku agresywnie i szybko. - Proszę jednak pamiętać, że i w Chorzowie grali na tyle, na ile mogli. Z pewnością nas nie zlekceważyli - zwrócił uwagę Leo Beenhakker.

- Są z pewnością mocną drużyną, ale jeżeli zabierzemy im piłkę i będziemy ją posiadać jak najdłużej, to Cristiano Ronaldo i jego koledzy nie będą mieli się czym wykazać. I takie właśnie jest nasze zadanie.

Trener biało-czerwonych zgodził się z selekcjonerem Portugalczyków Luizem Scolarim, który doszedł do wniosku, że do zapewnienie sobie awansu na mistrzostwa Europy potrzebne jest zdobycie 28 pkt. - Ja też tak kalkulowałem, że 28-29 pkt powinno wystarczyć - podkreślił.

Gdy zapytaliśmy Holendra, czy nie ma obaw, że część piłkarzy może sparaliżować trema, gdy usłyszą tumult Estadio da Luz, omal nas nie ofuknął. - Proszę dać spokój! Przecież to są profesjonaliści! Jeżeli ktoś nie potrafi zagrać przy pełnych trybunach nawet nieprzyjaźnie nastawionych kibiców, to znaczy, że nie nadaje się do tego sportu - dowodził. - Czy Boruc, Żurawski i inne chłopaki nie grają na co dzień na wielkich stadionach?!

Na pytanie, czy przed meczem wziąłby w ciemno jeden punkt, Leo zaprzeczył: - Nie, teraz nie. Będziemy grać o zwycięstwo i taka myśl będzie kołatała w głowach moim piłkarzom - zapewniał. - Czasem jest tak, że źle grasz i powinieneś przegrać, ale remisujesz i wtedy cieszysz się z jednego punktu. Innym razem grasz jak z nut, ale to rywal ma szczęście i mecz kończy się remisem. W takim wypadku punkt cię nie zadowala. Dlatego lepiej walczyć o komplet.

Każdy z naszych piłkarzy powie wam: "My chcemy wygrać"!

Beenhakker nie chciał się wdawać w dywagacje, czy Portugalczycy są teraz groźniejsi, niż przed rokiem na starcie eliminacji. - Widziałem ich ostatnie mecze, bez wątpienia grają dobrze, mają wielkich piłkarzy, ale Scolari zmaga się z tym samym problemem, co ja: zjeżdżają ci się piłkarze z różnych stron świata, z różnych kultur piłkarskich i w ciągu trzech, czterech dni musisz zrobić z nich zespół. A to nie zawsze się udaje - tłumaczył.

W pewnym momencie, gdy na konferencji głośno zadzwoniła komórka portugalskiego kamerzysty, Leo zmarszczył brwi i skarcił go przeciągłym: - Uuuuuu! Zresztą ku uciesze polskich dziennikarzy.

Holender nie ma zamiaru przejmować się tym, że Portugalczycy na mecz z Polską trenowali nawet wariant gry z czterema napastnikami! - Nic mnie to nie obchodzi. Koncentrujemy się na sobie, żeby nam wyszedł dobry mecz - odpowiadał. - A co mam wszystko wywrócić do góry nogami na dwa dni przed meczem?! Nic z tych rzeczy! Jesteśmy przygotowani na wszystko. Na to, że rywal będzie grał dwoma napastnikami - jak Belgia, czy jednym, jak Portugalia.

Leo potwierdził, że Łukasz Garguła nie jest jeszcze gotów do gry na pełne 90 minut. - Ale cieszę się, że wrócił do nas i solidnie ćwiczy. Tak samo, jak Żurawski, który trenował wspaniale - cmokał Beenhakker. - A co do Garguły, to nie wykluczam, że na środku w sobotę zastąpi go Jacek Krzynówek, a Łukasz zagra w środę przeciw Finlandii.

- Jedno jest pewne: każdy z moich piłkarzy zrobił wszystko, by wywalczyć miejsce w podstawowej jedenastce. I to mnie cieszy, a z drugiej strony powoduje ból głowy, bo będę musiał kogoś posłać na ławkę. Tak jest jednak moja rola - dywagował.

Leo natomiast nie chciał się rozwodzić na temat systemu, w jakim zagramy (4-4-2, czy 4-5-1). - To wszystko jedno, bo czasem gramy dwoma defensywnymi środkowymi, a innym razem jeden z nich podłącza się do ataku. Czasem Ebi Smolarek z lewego skrzydła wchodzi do środka, tak samo jak Maciek Żurawski gra trochę w ataku, a trochę w pomocy. Dlatego liczy się nie system taktyczny, a organizacja na boisku - zaznaczył.

Michał Białoński, Lizbona

Dowiedz się więcej na temat: luz | selekcjoner | mecz | Żurawski | spokój | leo beenhakker | beenhakker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje