Leo Messi jak Jordan na trawie

Leo Messi zdobył dla Barcelony 234 gole poprawiając historyczny wynik Cesara Rodrigueza (232) na trzy miesiące przed 25. urodzinami. Ma teraz co najmniej kolejne osiem lat na wywindowanie rekordu do niebotycznego poziomu.

20-letni Isaac Cuenca nie przypuszczał, że tak szybko zapisze się w historii Barcelony. Jego taniec z dwoma obrońcami Granady w 17. min meczu i centra do Leo Messiego zostaną upamiętnione ze względu na sposób, w jaki Argentyńczyk przyłożył nogę do piłki. Delikatnie, ale wystarczająco mocno, z wyczuciem jakby robił to ręką. Może wtedy Pepowi Guardioli wpadło do głowy porównanie go do Michaela Jordana? Obrońcy nie drgnęli, bramkarz stał jak słup soli, piłka jak kula bilardowa uderzyła w słupek i znalazła się w siatce. Gol numer 232!

Reklama

Rozwodzenie się nad kunsztem Messiego jest nieudolną próbą zamknięcia w ramy słów i zdań, czegoś co ze swej natury jest nieograniczone. 13 minut przed wyrównaniem rekordu Cesara Rodrigueza asystował przy golu Xaviego Hernandeza. I to zgraniem piłki głową w polu karnym, przy wzroście 168 cm. Kiedy potem na tablicy świetlnej Camp Nou pojawiły się zdjęcia Cesara i jego spadkobiercy nastrój zrobił się tak podniosły, że kibice, a także gracze obu drużyn zapomnieli o meczu. Świadomi, że będzie się go wspominało wyłącznie ze względu na Messiego.

Tymczasem gracze Granady przebudzili się w przerwie. Zapewne dokonał tego trener Abel Recino, zbyt energiczny, by godzić się na rolę statysty na fieście Argentyńczyka. W 62. min był remis: najpierw Gerard Pique przegrał powietrzny pojedynek z Mainzem, a potem Dani Alves faulował w polu karnym. Defensywna gra Barcy wołała o pomstę do niebios.

Leo Messi potrzebował sześciu minut. Po jego genialnym lobie na tablicy świetlnej Camp Nou zapalił się napis: "Gratulacje Leo". Jeden z młodych kibiców wyciągnął transparent z dowcipnym wyznaniem, że nie wierzył w Boga, dopóki Argentyńczyk nie pojawił się w Barcelonie. Za chwilę Messi miał asystę przy bramce Cristiana Tello, a dwie minuty przed końcem skompletował hat-tricka, przy czym w każdej z bramek i asyst olśnił czymś innym.

Argentyńczyk zdobył już 54 gole w sezonie, 34 w Primera Division. Pierwsza liczba to jego osobisty rekord, druga to wyrównanie wyniku z sezonu 2009-2010. Wyprzedził Cristiano Ronaldo na liście najlepszych strzelców ligi. Gdyby Cuenca i Tello chcieli się z nim porównywać, w ich wieku miał 42 bramki. Ale zapewne na takie odważne porównania się nie ośmielą.

Jedynym miejscem na Ziemi, gdzie do niedawna kwestionowano wielkość malucha z Barcelony, była jego ojczyzna. "On sobie robi żarty z historii" - skomentował wczorajszy mecz dziennik "La Nacion" dodając, że w mózgu Messiego nie mieści się pojęcie: "niemożliwe". Ani cienia tremy, ani cienia frustracji. Po prostu wciąż ta sama robota, która przychodzi mu z nienotowaną łatwością. Gdyby nie męki milionów innych piłkarzy, kibic gotowy pomyśleć, że gole zdobywają się same.

Oczywiście wielkość Argentyńczyka będą wyznaczały tytuły i trofea, a nie tylko zdobyte bramki. Ale te robią wrażenie. Jak zauważył Michel Platini, Messi ma instynkt morderczy, charakterystyczny dla kogoś, kto ślepo kocha swoje zajęcie.

Za trzy miesiące Messi kończy 25 lat. To jego ósmy sezon w pierwszej drużynie Barcy, przed nim zapewne kolejne osiem i następne 234 gole. Jeśli jakiś tragiczny wypadek nie zatrzyma Argentyńczyka, z pewnością nie zrobią tego rywale. Pozostanie pytanie: Czy rekordy ustanowione przez Leo będą wciąż w granicach ludzkich możliwości? Zapewne za naszego życia się o tym nie dowiemy. A może wtedy ktoś zdecyduje się chociaż na nakręcenie filmu science fiction o nowej gwieździe z "La Masia", która szykuje się do pobiciu wyniku Messiego?

Tak Barca pokonała Granadę!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje