Manchester Unitedy czy FC Barcelona?

Zbliżający się finał Ligi Mistrzów może dostarczyć dowodów jak bardzo futbol bywa nielogiczny.

"Galowa" jedenastka Guardioli

Reklama

Dwa lata temu, w finale w Rzymie faworytem był Manchester United. Od tego czasu stracił jednak swoją największą gwiazdę - Cristiano Ronaldo, którego na Wembley zastąpi meksykański debiutant Chicharito Hernandez. Dobrym duchem drużyny ma być znów walijski weteran Ryan Giggs, który jest o kolejne dwa lata starszy.

Tymczasem zespół z Katalonii wydaje się jeszcze silniejszy. Andres Iniesta jest zdrowy, w Rzymie grał z dziurą w mięśniu, co uniemożliwiało mu strzelanie na bramkę. Werdykt UEFA, by nie karać Sergio Busquetsa stawia trenera Pepa Guardiolę w sytuacji idealnej. Może wystawić "jedenastkę galową", która w tym sezonie wygrała wszystkie mecze. Skład: Valdes - Alves, Pique, Puyol, Abidal, Iniesta, Busquets, Xavi, Messi, Pedro, Villa zaczął Gran Derbi na Camp Nou zakończone klęską Realu 0-5.

Po raz pierwszy w sezonie trener Barcy nie musi myśleć o kontuzjach. Do finału wyleczy się nawet rezerwowy obrońca Gabriel Milito. Na Wembley Guardiola będzie w stanie posłać do gry normalną parę bocznych obrońców: Alves - Abidal, a nie sztukować jak dwa lata temu z Puyola i Sylvinho. Gra Francuza ma dać kolegom dodatkowego kopa, informacja o jego chorobie, operacji, a teraz powrocie do zdrowia stała się czymś, co potraja wolę zwycięstwa. "Gdyby spotkało mnie to szczęście, żebym zdobył bramkę, zadedykuję ją Abidalowi" - mówi Pedro.

Grają z zaciągniętym ręcznym

Wydaje się więc, że od finału sprzed dwóch lat, który Barcelona wygrała bezdyskusyjnie 2-0, jest teraz kadrowo jeszcze mocniejsza. Teoretycznie. Jest przecież problem formy jej gwiazd. W ostatnich tygodniach drużyna z Katalonii grała z zaciągniętym hamulcem ręcznym, zdobywając bardzo mało goli. Trio napastników MVP właściwie przestało istnieć, od lutego, czyli w 18 kolejnych meczach Pedro i David Villa strzelili po jednej bramce, a Leo Messi musiał pracować za trzech.

Dwa lata temu Pedro wszedł w ostatniej minucie gry (w podstawowym składzie grał Thierry Henry), ale znacznie trudniej będzie zastąpić Samuela Eto'o, który był w Rzymie bohaterem. David Villa w finale Champions League dopiero zadebiutuje, musi starczyć mu doświadczenie z finału mistrzostw świata.

Tymczasem posiadający szerszą kadrę Manchester mniej zależy od jednostek. Szczyt formy osiągnął właśnie w końcówce sezonu, kiedy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów wyeliminował Chelsea, a potem "przespacerował" się po rewelacji rozgrywek - Schalke. Zdobył tytuł mistrzowski jeszcze raz bijąc Chelsea, nikt nie ma więc cienia wątpliwości, kto jest dziś nr 1 w najsilniejszej lidze na kontynencie.

Odejście Ronaldo tylko wzmocniło United

Patrice Evra uważa, że odejście Ronaldo do Realu wzmocniło United. Przeprasza przy tym Portugalczyka, którego uznaje za wielkiego piłkarza, ale przypomina, że do 2009 roku wszyscy w drużynie grali "na Ronaldo". Dziś wkład w wyniki sporej grupy piłkarzy Manchesteru jest właściwie taki sam. "Nasza siła tkwi w równowadze i wspólnocie" - mówi Evra. Podstawowa jedenastka, którą Aleks Ferguson pośle do gry na Wembley jest trudniejsza do przewidzenia, ze względu decyzje taktyczne trenera i ostrą rywalizację na kilku pozycjach. W Barcelonie jej nie ma.

Piłkarz rezerw Barcy Jonathan Dos Santos uważa, że to wcale nie Wayne Rooney będzie najgorszym utrapieniem dla jego kolegów. W swoim rodaku, kumplu z kadry Meksyku Chicharito Hernandezie widzi największego farciarza, jakiego zdarzyło mu się spotkać na boisku. "W polu karnym piłka jest zawsze tam, gdzie on. Nie ma w tym jednak jakiejś szczególnej tajemnicy, po prostu Chicharito biega bez ustanku, co sprawia wrażenie, że jest w kilku miejscach naraz". Być może więc strata Ronaldo okaże się czysto teoretyczna?

Czytaj inne teksty Darka Wołowskiego i dyskutuj na jego blogu - Kliknij!

Dowiedz się więcej na temat: FC Barcelona | Manchester United | Liga Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje