Manekin na nartach "pohulałby" dalej...

Oj, ponownie oberwało mi się po ostatnich dwóch felietonach (w których przedstawiłem udokumentowane fakty) i muszę przyznać, że gdybym był w jakiś sposób związany (brat, swat, kolega, przyjaciel, znajomy, lub sponsorowany fan) z "bohaterami" moich tekstów też nie koniecznie byłbym zadowolony z treści w nich zawartych.

Jednak na pewno nie starałbym się dyskutować anonimowo, tylko podpisując się prawdziwym nazwiskiem (by potwierdzić słuszność zarzutów i ujawnić .. przyjaźń z "bohaterem") chciałbym doprowadzić do zmiany publicznego stanowiska zaprezentowanego przez jawnego i dobrowolnego współpracownika INTERIA.PL - Jana Tomaszewskiego.

Reklama

Dlatego dziś chciałbym przeprosić tych wszystkich anonimowych "debili, tłumoków, buraków, palantów, drugoligowych łapaczy i parę innych "gnid"", za urażenie ich uczuć dotyczących futbolowej religii i mając na uwadze paru następnych "umotywowanych pseudoprzyjaciół", chcących wbrew logice, dyskutować z faktami, by stać na straży BEZPRAWIA, autorytatywnie oświadczyć:

PZPN to najbardziej wiarygodna instytucja w historii Polski, a dodatkowo decydenci związkowi posiadają dogmat nieomylności i dlatego prawo obowiązujące w kraju nad Wisłą mogą, delikatnie mówiąc, olewać.

Sytuacja kadrowa (dotycząca szkoleniowców i zawodników) w Wiśle Kraków jest wzorowa i powinna stanowić idealny wzór dla wszystkich klubów piłkarskich na całym świecie, natomiast superprezesowaniem braci B. , powinni natychmiast zainteresować się właściciele Realu Madryt, bo wówczas "galaktyczni" z łatwością zdobyliby miano najlepszych we wszechświecie. Dodatkowo chciałbym oświadczyć, że Janusz B. to istny geniusz mikrofonu (o ekranie już nie wspomnę) telewizyjnego i tylko przez przypadek nie dostał za swoją gadkę jakiegoś "Pulicera., albo Nobela".

Natomiast "Zibi" to superdziałacz i selekcjoner wszech czasów, któremu tylko defetyści typu Tomaszewski i paru innych "pijako-pismaków", przeszkodziło po raz pierwszy w historii wprowadzić biało-czerwonych do finałów mistrzostw Europy. Co zaś się tyczy "prawidłowości" dotyczących widzewskiej licencji, to autorytatywnie oświadczam, że jest to klasyczny wzór , ba co ja gadam, fenomenalna zagrywka prawna i aż dziw bierze, że zadłużone -- nie tylko polskie - kluby nie zwróciły się do tercetu: Boniek, Szymański, Skrzydlewski, o płatne konsultacje w temacie: jak frajera-wierzyciela puścić w skarpetkach i ograć do zera?

Natomiast moim adwersarzom, którzy w sposób cywilizowany wymieniają ze mną poglądy na temat naszej kopanej - postaram się (niestety, z braku miejsca nie wszystkim, za co z góry przepraszam.), oczywiście w miarę mojej wiedzy i posiadanych dokumentów, odpowiedzieć.

Po pierwsze, Prawdziwy Kibic zaleca mi bym zajął się czymś innym, a nie pisał o aferach - przyznam szczerze, że nie rozumiem tej sugestii, ponieważ prawdziwy sport powinien być czysty jak łza i to właśnie powinno być głównym celem komentatora i prawdziwego kibica sportu. W takim razie dziennikarze, którzy informują czytelników o dopingujących się sportowcach, piłkarzach , którzy kierując samochodem po pijaku zabijają ludzi, "opylających" mecze zawodników i działaczy, i wiele innych patologii w sporcie, powinni zmienić zawód i przestać pisać, oczywiście dla dobra prawdziwych kibiców, którzy zamiast prawdy, wolą żyć w zakłamaniu i obłudzie.

Po wtóre, dlaczego nie mogę znaleźć pracy w PZPN? Nie wiem skąd takie przekonanie, ponieważ nigdy nie starałam się o etatową pracę w PZPN, a wprost przeciwnie, wielokrotnie otrzymywałem od Mariana Dziurowicza i obecnego prezesa propozycję współpracy, jednak by zachować w miarę obiektywne spojrzenie na dobro i zło polskiej skopanej odmawiałam, bo wówczas moja wiarygodność jako komentatora byłaby nijaka. Nigdy nie chciałbym zostać "kolaborantem" typu Antoni Piechniczek, czy Apoloniusz Tajner, którzy w "telewizorni" i innych mediach usprawiedliwiają (oczywiście trudnościami obiektywnymi) marną postawę zawodowych sportowców - pobierających niezły szmal za kopanie i skakanie . Jeśli chodzi o pana Antoniego, to jego "odważne" porównanie bandyckiego napadu katowickich szalikowców na piłkarzy GKS-u do ojcowskiego klapsa wymierzonego niesfornym dzieciakom, oraz "fachowe usprawiedliwianie" niezbyt trzeźwego spojrzenia selekcjonera na realia panujące w zawodowym futbolu, może być zrozumiałe co najwyżej w żłobku, bo już przedszkolacy opowiadają następujący kawał: Jasiu pyta się kolegi, słyszałeś, wczoraj "Piechnik" gadał w telewizorze? - Nie, a co mówił? - A tego to już nie powiedział!

Z kolei pan Apoloniusz zawile tłumacząc spadanie (oprócz Adama , którego gdyby nawet trenowała ..urocza małżonka , mieścił by się w czołówce każdego konkursu) naszych orłów ze skoczni, zapomina o jednym, że gdyby w kostium skoczka ubrać manekina i postawić go na nartach, to "pohulałby" on dalej niż nasi reprezentanci, którzy - jak mawiają najstarsi górale, ponoć nieźle tankują, ale o tym szkoleniowcy i szef szkolenia niechętnie mówią.

Natomiast, świeża jak bułeczka bulwersująca sprawa dopingu ciężarowca , świadczy o tym, że niektórym działaczom oraz milczącym jak grób dziennikarzom i komentatorom piszącym i zabierającym głos na temat ciężarów (przepraszam że się powtarzam, ale to porównanie jest bardzo adekwatne) odwaga pomyliła się z odważnikiem. Otóż, jak oficjalnie podano, władze Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów, potwierdzają wykrycie stosowania środków dopingujących w organizmie Szymona Kołeckiego, podczas mistrzostw Polski, jednak zdecydowały, by nie wyciągać ŻADNYCH konsekwencji w stosunku do zawodnika. I pomyśleć, że na "zgniłym zachodzie" każde takie wykrycie natychmiast jest karane wieloletnią dyskwalifikacją, ba jeden z najlepszych piłkarzy świata, Rio Ferdinand z Manchesteru Utd., został zdyskwalifikowany, na kilka miesięcy za samo tylko spóźnienie się na kontrolę antydopingową.

Z kolei, na zarzut, że ciągle narzekam, a nie widzę pozytywów, i żądanie bym się nie wtrącał do nie swoich spraw, a zostawił to ofiarnym i "tfu..rczym" działaczom, chciałbym odpowiedzieć, przytaczając kilka faktów:

Według ostatnich notowań nasza li(p)ga została sklasyfikowana na, uwaga, uwaga, 60. miejscu wśród... 74 lig na świecie, a Legia i Wisła , jako jedyne z polskich klubów, zostały umieszczone w trzeciej setce. Ta żenująca statystyka wcale nie przeszkadza szefom tych klubów, (plus Amica i Groclin) forsować projekt G-4, w którym ta doborowa czwórka byłaby uprzywilejowana w stosunku do pozostałej dziesiątki drużyn! - a kto jak nie ten doborowy kwartet "wywindował" nasz klubowy futbol na "światowe wyżyny"?

Zatrudnienie kilku szkoleniowców jest sprzeczne z prawem związkowym które stanowi, że: trener nie może w jednym sezonie szkolić dwóch zespołów w tej samej klasie rozgrywek (Werner Liczka); trener ligowy musi posiadać licencję (Jacek Zieliński) oraz nie wolno łączyć pracy klubowej z reprezentacyjną (Maciej Skorza) - ażeby było śmieszniej, do ustalenia tych bzdurnych, ale póki co obowiązujących przepisów , w dużej mierze przyczynili się - działacze klubowi.

Niestety, czy się to komuś podoba, czy nie, działalność sportowa musi podlegać ocenie opinii społecznej, choćby z tej prostej przyczyny, że za oglądanie sportowych występów trzeba płacić pieniądze - czy to za bilety wstępu, czy telewizyjny abonament - i dlatego każdy (nawet ja) ma prawo wymagać od ludzi parającym się tym ZAWODEM, rzetelności, a nie fuszerki, która odbija się kompromitującym echem w futbolowym świecie.

Jan Tomaszewski

PS. Oczywiście przepraszam za pomyłkę z Piłsudskim.

Dowiedz się więcej na temat: przepraszam | PZPN

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje