NBA: Transfery przyćmiły draft

W dniu, w którym oczy wszystkich kibiców koszykówki miały być zwrócone w stronę 2009 NBA Draft, transfery Shaquille O'Neala do Cleveland Cavaliers, Vince'a Cartera do Orlando Magic i Richarda Jeffersona do San Antonio Spurs przyćmiły tych, którzy dopiero mogą zrobić karierę w NBA.

Oprócz tego, dwa ostatnie ruchy mogą mieć wpływ na to, gdzie zagra Polak Marcin Gortat. Wszyscy wiedzieli, że numerem "1" draftu będzie Blake Griffin i że trafi do Los Angeles Clippers, a także o tym, że typowanie jak będą radzili sobie w zawodowej lidze najlepsi w 2009 roku zawodnicy amerykańskich uniwersytetów i europejskich lig jest jedną wielką...loterią.

Reklama

Numer "1" tegorocznego NBA Draft, Blake Griffin z Oklahomy zakończył ubiegły sezon z najlepszą przeciętną liczbą zbiórek w USA (14,4) i był jednym z najskuteczniejszych graczy (22,7 pkt). O tym, że trafi do Clippers wiedział już.... miesiąc temu, bo zaraz po wylosowaniu pierwszego miejsca w naborze, trener Clippers Mike Dunleavy oświadczył, że inni gracze go nie interesują. "Dostajemy zawodnika o wielkim talencie, wspaniałego człowieka i tytana pracy. Chcemy, by został w Clippers przez wiele lat" - mówił Dunleavy.

W odróżnieniu od dwóch ostatnich lat, kiedy o pierwsze miejsce w drafcie walczyli Greg Oden i Kevin Durant (2007) oraz Derrick Rose i Michael Beasley (2008), tegoroczny nabór przebiegał bardziej pod znakiem potencjalnych możliwości wybieranych graczy niż tego, co mogą dać zespołom w tym czy nawet następnym sezonie.

Oto podsumowanie graczy z pierwszej dziesiątki 2009 NBA Draft:

1. Blake Griffin/LA Clippers: Będzie od razu wychodził w pierwszej piątce Clippers, którzy teraz muszą się zastanowić co zrobić z kontraktami Marcusa Camby, Zacha Randolpha i Chrisa Kamana czyli zawodników grających tam, gdzie ma grać Griffin.

2. Hasheem Thabeet/Memphis Grizzlies: Potrafi zbierać i blokować piłki, nikt nie wie czy potrafi grać w ofensywie.

3. James Harden/Oklahoma City: Thunder potrzebowali rzucającego rozgrywającego i tą lukę w składzie Harden zapełnia. Ma szanse rozpocząć sezon w pierwszej piątce.

4. Tyreke Evans/Sacramento Kings: Wszechstronny rozgrywający z Memphis będzie mógł zastąpić w Kings Beno Udricha. Jak poradzi sobie z szybszymi i silniejszymi rozgrywającymi w NBA? Przekonamy się w listopadzie.

5. Ricky Rubio/Minnesota Timberwolves: Pierwszy gracz w NBA urodzony w latach 90. to niezwykły talent i olbrzymia niewiadoma. Nie tylko dlatego, że 18-letni Hiszpan będzie grał z zawodnikami dwa razy silniejszymi, ale że podobno akurat w Minnesocie grać za bardzo nie chce, a na dodatek ma ciągle ważny kontrakt z Joventutem.

6. Jony Flynn/Minnesota: Klub z Minneapolis wybrał dwóch kolejnych zawodników grających na tej samej pozycji. Flynn nie ma tak wielkiego talentu jak Rubio, ale był jednym z najtwardziej grających koszykarzy w NCAA.

7. Stephen Curry/Golden State: Nie ma niespodzianki - klub opierający całą swoja taktykę na szybkich atakach i rzutach z dystansu, wybrał najlepszego strzelca ligi uniwersyteckiej NCAA (28,6 pkt), który lubi biegać.

8. Jordan Hill/New York Knicks: Hill został wygwizdany w Nowym Jorku, bo kibice chcieli Curry albo Rubio, ale Knicks dostali zawodnika, który może być na pozycji silnego skrzydłowego tak samo skuteczny, jak numer 1 draftu.

9. DaMar DeRozan/Toronto Raptors: Znany mniej niż pozostali gracze z uniwersyteckiej elity, DeRozan może być sensacją sezonu. Szybki, wszechstronny i bardzo dobry snajper może się liczyć w klasyfikacji na najlepszego debiutanta roku.

10. Brandon Jennings/Milwaukee Bucks: Zamiast pójść po szkole średniej do ligi uniwersyteckiej w Stanach, Jennings wybrał trzy lata praktyki w lidze włoskiej. Bardzo szybki. Pytanie czy potrafi wytrzymać sześciomiesięczny sezon. Już swoje wygrał, podpisując przed zdobyciem jednego kosza w NBA warty 2 mln kontrakt z firmą sprzętu sportowego Under Armour.

Gwiazdy szukają mistrzostwa

Wspomniany został najgłośniejszy transfer, Shaquille'a O'Neala z Phoenix Suns do klubu MVP ostatniego sezonu LeBrona Jamesa, Cleveland Cavaliers. Czas na pozostałe wielkie transfery. Każdy z nich ma jeden punkt wspólny - gwiazdy trafiają do klubów z realnymi szansami na mistrzostwo NBA:

Vince Carter i Ryan Anderson z New Jersey Nets do Orlando Magic za Rafera Alstona, Tonny Battie i Courtney'a Lee.

Orlando postanowiło mieć zabezpieczenie, gdyby klub opuścił Hedo Turkoglu pozyskując za ponad 16 milionów gracza, które oferuje im podobne zdobycze punktowe, dodając większą kreatywność, ale nie zawsze przemyślane zagrania na parkiecie. Ściągając do klubu Cartera, Orlando przybywa element, którego bardzo brakowało w finałach przeciwko LA Lakers - mają nareszcie gracza, który potrafi sam wypracować sobie pozycję strzelecką.

Dla Nets, najważniejsze w tym transferze było pozyskanie Courtney'a Lee i Rafera Alstona oraz zaoszczędzenie na przestrzeni długości kontraktu obu oddanych zawodników blisko 40 milionów dolarów. To pozwoli być Nets jednym z niewielu klubów w NBA, które będą mogły po sezonie 2009/2010 starać się o pozyskanie takich gwiazd NBA jak LeBron James, Dwyane Wade, Chris Bosh czy Amare Stoudemire.

Orlando, które chciało się pozbyć Alstona i Battie oraz wartych w sumie 11,5 mln ich kontraktów, ma teraz niewielkie szanse na zatrzymanie w klubie Turkoglu, który będzie oczekiwał gaży w wysokości około 10 mln za sezon. Zwiększają się natomiast, po odejściu Battie, szanse na pozostanie w klubie Marcina Gortata, o czym podczas konferencji prasowej przedstawiającej Vince'a Cartera mówił generalny menedżer Magic, Otis Smith: "Nasze lato transferowe się jeszcze nie skończyło. Ciągle zostało nam sporo roboty do zrobienia. Chcemy zatrzymać w klubie Marcina, by mieć najlepszy zespół, na jaki nas stać i wygrać mistrzostwo NBA". "Moje zadanie jest proste" - dodał rozpromieniony Carter. "Mam ułatwić pracę Dwightowi Howardowi i zrobić z niego naprawdę supergwiazdę nie do zatrzymania. Grać w klubie, który ma szansę zdobyć mistrzostwo NBA to marzenie każdego zawodnika".

Richard Jefferson z Milwaukee Bucks do San Antonio Spurs za Bruce'a Bowena, Fabricio Oberto i Kurta Thomasa.

Milwaukee chciało pozbyć się gracza, który w następnych dwóch sezonach kosztowałby klub 29,2 mln, a San Antonio chciało jednym transferem wrócić do elity NBA. Obu klubom to się udało, a Jefferson był szczęśliwy, że mógł odejść z klubu, gdzie musiał dźwigać na swoich barkach zespół nie tylko młody i niedoświadczony, ale borykający się z kontuzjami czołowych zawodników (Michael Redd, Andrew Bogut).

"Znowu będę grał o coś, w klubie, który naprawdę się liczy w NBA" - przyznał radosny Jefferson, który będzie grał nie tylko z kolegą z teamu USA na olimpiadzie w Atenach, Timem Duncanem, ale zawodnikami klasy Tony Parkera czy Manu Ginobili. Zamiana trzech starzejących się gwiazd z ławki rezerwowych za jednego z najbardziej wszechstronnych graczy młodego pokolenia? Doskonały interes dla klubu, któremu brakuje teraz tylko kogoś pokroju... Marcina Gortata. Zwłaszcza, że w klubie nie ma już Argentyńczyka Oberto, a trener Greg Popovich jest uznawany za jednego z najlepszych trenerów-nauczycieli w NBA.

Przemek Garczarczyk

Dowiedz się więcej na temat: Orlando Magic | cavaliers | cleveland cavaliers | magic | klub | orlando | transfery | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje