Nurowski: Walka z dopingiem musi być bezpardonowa

Bezpardonową walkę z osobami odpowiadającymi za podawanie dopingu sportowcom zapowiada prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski. Winnych narażania sportowców na utratę zdrowia i życia należy, jego zdaniem, wsadzać do więzienia.

"Kiedy w ubiegły wtorek dowiedziałem się o przypadku Kornelii Marek, miałem trzy bezsenne noce. Po wielkiej euforii w Vancouver, po historycznym sukcesie, przyszedł zimny prysznic, który wynika z głupoty, naiwności i nieświadomości. Wierzyłem w cud. Nadzieja umarła wczoraj późnym popołudniem, po informacji o wyniku badania próbki B. Te badania robione są profesjonalnie. Dziś wiemy o winie zawodniczki, ale czy tylko zawodniczki...?" - zastanawiał się prezes PKOl.

Reklama

Gorąco zaapelował do Polskiego Związku Narciarskiego (PZN), by w swym dochodzeniu odpowiedział na podobne pytanie i wyjaśnił wszystkie okoliczności zdarzenia.

"Pozostaje bowiem wiele pytań. Czy zawodniczka sama robiła sobie zastrzyk dożylny, a przecież EPO trzeba wziąć serią zastrzyków. Czy ktoś jej pomagał, a jeśli - to kto? Jeśli znajdziemy kogoś z bezpośredniego zaplecza, i czy będzie to trener, lekarz, fizjoterapeuta czy też masażysta, to taki człowiek powinien być dożywotnio wyeliminowany z ruchu sportowego. Powinna go spotkać kara i wystawiony rachunek za przygotowania olimpijskie zawodniczki. Słowem bezpardonowa walka z dopingiem. Zastrzegam, to wszystko trzeba dokładnie wyjaśnić" - powiedział.

"Póki co są oświadczenia zawodniczki, która mówi, że niczego niedozwolonego nie brała. Opiekunowie też twierdzą, że nic jej nie podawali. To kto? Bocian, jaskółki czy też krasnoludki przywieźli tę erytropoetyną po 1800 euro za ampułkę i wstrzyknęli biednej zawodniczce..." - zapytał retorycznie szef PKOl.

Poparł pomysł, by po przeprowadzeniu procesu z oskarżenia publicznego, wsadzać do więzienia osoby stwarzające, poprzez podawanie dopingu, zagrożenie dla życia i zdrowia sportowców.

"Nie możemy przejść nad tymi przypadkami do porządku dziennego. Trzeba bić na alarm i wypalać do żywego. Myślę, że w procesie karnym są również postępowania poszlakowe. Tu wchodzą w grę maksimum cztery, a nie 44 osoby. Nie chcę wydawać wyroków, najpierw niech Komisja Dyscypliny PZN wyjaśni wszystkie zdarzenia. Zawodniczka jest już wyeliminowana z życia sportowego, straci stypendium i nie pojedzie do Soczi" - powiedział Nurowski.

Test dopingowy wykonano w Vancouver po biegu sztafetowym 4x5 km, w którym Polki zajęły szóste miejsce. Rezultat pierwszego badania był pozytywny. 12 marca, na żądanie zawodniczki, w olimpijskim laboratorium w Richmond przeprowadzono analizę próbki B. Kontrekspertyza potwierdziła wcześniejsze rezultaty - w organizmie Kornelii Marek wykryto erytropoetynę (EPO).

Czytaj także:

Marek powinna ujawnić osoby, które robiły jej zastrzyki

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: zdrowie | kara więzienia | Vancouver | nurowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje