Poprawa nastrojów w polskiej kadrze

Zwycięstwo w sobotnim meczu towarzyskim z Chorwacją (1:0) podziałało niczym balsam na wszystkich członków polskiej ekipy, która w Barsinghausen spędza ostatnie dni przed piłkarskimi mistrzostwami świata.

W niedzielę wszyscy byli zadowoleni, uśmiechnięci i bardziej radośni niż przez ostatnie kilka dni, kiedy rozpamiętywano porażkę, w kiepskim stylu, z Kolumbią w Chorzowie.

Reklama

"Gra nie wyglądała jeszcze idealnie, ale zwycięstwo w ostatnim meczu przed mistrzostwami świata musi cieszyć. A na pewno poprawi ono atmosferę wokół drużyny" - powiedział trener reprezentacji Paweł Janas.

"Mecz z Chorwacją potwierdził wszystko, co wcześniej zakładaliśmy. Ciężka praca podczas zgrupowania w Szwajcarii odbiła się negatywnie na naszej postawie w meczu z Kolumbią, ale teraz z dnia na dzień dyspozycja rośnie" - powiedział obrońca FK Moskwa Mariusz Jop.

"Nastroje w zespole na pewno się poprawiły, choć wcześniej też nie były złe. Byliśmy tylko trochę przygaszeni, a teraz odżyliśmy. Wszystko jednak w granicach rozsądku" - dodał, zwracając uwagę, że meczów towarzyskich nie sposób porównać ze spotkaniami w mistrzostwach świata.

"To coś zupełnie innego. Inna stawka, inna otoczka, inna publiczność, itd. Ale cieszymy się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku" - podkreślił Jop.

Zadowolony był także fizjolog kadry, prof. Zbigniew Jastrzębski. "Po meczu z Kolumbią byliśmy lekko zdenerwowani, choć spodziewaliśmy, że piłkarze nie będą wówczas w dobrej dyspozycji fizycznej. Teraz drużyna trenuje nieco lżej i świeżość, szybkość wracają, co potwierdziło spotkanie z Chorwacją. Podkreślę raz jeszcze, że o przygotowanie motoryczne polskich piłkarzy na mundialu kibice nie muszą się obawiać" - powiedział Zbigniew Jastrzębski.

"Obecną dyspozycję oceniam na 90 procent. Mamy jeszcze kilka dni, by wydobyć brakujące dziesięć, głównie w zakresie szybkości" - dodał i podkreślił, że mimo optymalnego przygotowania polscy piłkarze i tak ustępują najlepszym świecie pod tym względem.

"Piłkarze grający w polskich klubach motorycznie odbiegają od najlepszych o około 15 procent. Ci występujący za granicą mniej, ale też im ustępują. Tej różnicy w przypadku piłkarzy 30-letnich nie sposób już jednak zniwelować" - przyznał.

Jastrzębski poinformował, że do meczu z Ekwadorem organizmy piłkarzy będą systematycznie monitorowane. "Praktycznie co dwa dni sprawdzamy jakieś wskaźniki. Na pewno przeprowadzimy jeszcze testy biochemiczne, które powiedzą nam więcej o szybkości piłkarzy - stwierdził.

"Na dziś zaplanowaliśmy tylko rozbieganie - dla tych, którzy wystąpili przeciw Chorwatom i trening wyrównawczy - dla tych, którzy nie grali. Poza tym odnowa biologiczna. By pozwolić organizmom w pełni się zregenerować, po wysiłku włożonym w mecz z Chorwacją, w poniedziałek trening też będzie tylko jeden i to pewnie po południu" - powiedział Jastrzębski.

Oprócz lekkiego treningu w niedzielę piłkarze uczestniczyli jeszcze w odprawie taktycznej, a chętni udali się na mszę do kościoła. "Generalnie - pełny relaks" - podkreślił fizjolog kadry.

W niedzielnych zajęciach nie wziął udziału jedynie Jacek Krzynówek. "To z powodu stłuczonego mięśnia, ale ćwiczył na rowerku. Pozostali wyszli na boisko. Również Artur Boruc, który już praktycznie zapomniał o urazie (miał wybity palec - przyp. red.). Żadnych poważnych urazów nie ma" - poinformował Jastrzębski.

Wygrana z Chorwacją poprawiła humor także prezesowi PZPN Michałowi Listkiewiczowi, który w niedzielę po obiedzie spotkał się z piłkarzami. "Z powodu kontuzji ścięgna Achillesa ciągle nie jestem w formie, ale z każdą godziną pobytu w Barsinghausen czuję się lepiej. Wygrana z Chorwacją także mnie podbudowała" - przyznał.

"Jestem tu dopiero od dwóch dni i wcześniej nie było okazji porozmawiać z zawodnikami, a kilka spraw do omówienia uzbierało się. Ustaliliśmy ostatecznie wysokość premii za udział w MŚ, rozmawialiśmy także na temat zasad współpracy z mediami" - powiedział Michał Listkiewicz. Prezes nie chciał jednak zdradzić szczegółów, choć nieoficjalnie przyznał, że w przypadku zdobycia mistrzostwa świata piłkarze mogą liczyć na sześć milionów dolarów do podziału.

"Premia będzie ściśle uzależniona od osiągniętego wyniku. W przypadku odpadnięcia już w pierwszej rundzie, czego oczywiście nikt nie zakłada, zawodnicy otrzymają tylko tzw. startowe, którego wysokość będzie zależeć od stylu gry i okoliczności niepowodzenia, bo przecież co innego nie wygrać meczu, a co innego odpaść pechowo, np. z powodu gorszej różnicy bramek" - wyjaśnił.

Wyraził także nadzieję, że współpraca piłkarzy z dziennikarzami będzie układać się dobrze. "Pewne normy zachowań narzuca FIFA i piłkarze nie mają innego wyjścia, tylko muszą się im podporządkować" - podkreślił, dodając, że "po szoku doznanym w Chorzowie, zawodnicy byli zadowoleni z dopingu polskiej publiczności w Wolfsburgu".

"W meczach z Ekwadorem i Kostaryką kibice powinni być naszym dwunastym zawodnikiem" - stwierdził szef związku.

Na pytanie dziennikarza z Ekwadoru o słabe strony polskiej drużyny odpowiedział: "Podobnie jak w swojej żonie, w reprezentacji nie widzę słabości" i dodał, że planem minimum będzie awans do czołowej "16" turnieju.

"W Korei cieszyliśmy się, że jesteśmy na MŚ. Teraz trzeba już coś osiągnąć" - zakończył Michał Listkiewicz.

Dowiedz się więcej na temat: kadr

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje