Prezes PKOl liczy na przynajmniej dwa medale

Z umiarkowanym optymizmem, ale i wielkimi nadziejami spogląda na rozpoczynające się 12 lutego w Vancouver igrzyska prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski. W dwudziestu poprzednich edycjach Polska wywalczyła osiem medali. W Kanadzie ma wzrosnąć ta liczba do dwucyfrowej.

Dlaczego na igrzyska zimowe jedziemy zawsze z mniejszym optymizmem niż na te letnie?

Reklama

Piotr Nurowski: - Nie jesteśmy potęgą w sportach zimowych. Dość powiedzieć, że w historii zdobyliśmy jedynie osiem medali. Liczę, że po Vancouver będzie to dwucyfrówka. To jest szerszy problem. Góry mamy takie jakie mamy, osób uprawiających te dyscypliny jest też niewiele. Do Vancouver jedziemy jednak z umiarkowanym optymizmem, bo jest parę gwiazd, na czele z okrzykniętą przez media "królową nart" Justyną Kowalczyk. Aż drżę, czy nie za wcześnie przyszła jej forma, ale zarówno ona, jak i jej trener Aleksander Wierietielny zapewniają mnie, że wszystko idzie zgodnie z planem. Miała optymalne warunki, by się przygotować. Każde jej życzenie zostało spełnione.

W mediach pojawiły się informacje, że właśnie przez liczną ekipę Justyny Kowalczyk inni będą musieli zrezygnować np. z mechanika, czy dodatkowego masażysty.

- Proszę wcisnąć to między bajki. Wszystkie życzenia związków sportowych zostały przez nas spełnione. Nagimnastykowaliśmy się nie lada, bo limity są nieubłagane: jeden zawodnik - jedna osoba towarzysząca. Jeżeli z Justyną Kowalczyk jedzie siedem osób, a z Tomaszem Sikorą sześć, to trzeba jakoś te miejsca zdobyć i zrobiliśmy to.

Rozumiem, że Justyna Kowalczyk nie ma prawa na nic narzekać?

- Jej sztab olimpijski nie różni się od sztabów jej rywalek ze Skandynawii czy Słowenii. Ma tylu serwismenów i opiekunów, ilu sobie zażyczyła. Mogliśmy podjąć tylko taką decyzję, że te siedem osób, które jej towarzyszy na co dzień, również ma akredytacje. Będą z nią cały czas w wiosce olimpijskiej. Będzie miała dobrą bazę organizacyjno-szkoleniową, ale także tę psychologiczną, co w wyczynowym sporcie jest równie ważne jak przygotowanie fizyczne czy motoryczne. Nawet firma 4F, która przygotowywała stroje olimpijskie, przygotowała specjalną, ocieplaną kurtkę.

Po Turynie, przez ostatnie cztery lata słyszeliśmy, że do Vancouver nikt nie pojedzie na wycieczkę. PKOl wprowadził w tym celu zaostrzone normy kwalifikacyjne, po czym po ogłoszeniu składu olimpijskiego okazało się, że w ekipie znalazło się osiem osób, którym do krajowego minimum trochę zabrakło.

- Wyciągnęliśmy doświadczenia z Pekinu, kiedy w wielu przypadkach pod naciskiem opinii publicznej i środowiska zawodniczego włączyliśmy do składu osoby, które nie powinny się w Chinach znaleźć. Zależy nam jednak, by sportowców traktować podmiotowo, a nie przedmiotowo. Na moje ręce został złożony dramatyczny apel Komisji Zawodniczej, po którym postanowiliśmy trochę łagodniej spojrzeć na niektórych. Podjęliśmy zatem sprawiedliwą decyzję, że jeżeli ktoś wypełnił normę międzynarodową i nie ma ukończonego 23. roku życia, a więc rokuje na kolejne igrzyska w Soczi, to dołączymy go do składu. Start w Vancouver będzie dla nich zdobyciem doświadczeń, międzynarodowym przetarciem. Jak pokazuje historia, w ostatnich latach zdarzają się niespodzianki i czarne konie.

Utarło się już, że reprezentanci Polski lecą na igrzyska wspólnie, a PKOl organizuje czarterowy lot. Tym razem jest inaczej.

- Zgadza się. Składa się na to wiele czynników. Nasza reprezentacja nie jest tak liczna jak na igrzyska letnie, a zawodnicy wylatują o różnych porach ze względu na aklimatyzację i różnicę czasu, wreszcie z różnych miejsc na świecie. Na przykład Justyna Kowalczyk przyjedzie do Whistler z kanadyjskiego Canmore, gdzie będzie miała jeszcze swoje ostatnie starty.

Gdzie mogą pojawić się największe problemy?

- Wszystko jest w zasadzie zapięte na ostatni guzik, więc nie przewidujemy kłopotów. Najważniejsza będzie jednak logistyka transportowa. Wszystkie konkurencje narciarskie, rozgrywane na świeżym powietrzu, odbywać się będą w Whistler, oddalonym o około 120 km od Vancouver. Mieszkają wprawdzie w wiosce w Whistler, ale i tak musimy zadbać o to, by wszyscy zawsze zdążyli na czas na rozgrzewkę, na stadion itp.

Jakie to będą więc igrzyska?

- Interesujące i emocjonujące. Jeżeli Justyna Kowalczyk wystartuje we wszystkich czterech konkurencjach biegowych, to wiem, że nie odpuści nigdzie. Bardzo liczę na drużynę skoczków. Oczywiście indywidualnie również na Adama Małysza, któremu złoto się należy, ale musi to udowodnić na skoczni. Ciągle liczę na snowboardzistów, a zwłaszcza Paulinę Ligocką. Jedyne, co mnie martwi, to pogoda, bo z tym w tej chwili jest największy problem, ale to jest kłopot organizatorów, a nie nasz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje