Real Madryt pokonał FC Barcelona w finale Pucharu Króla

Mourinho wywalczył pierwsze trofeum z Realem. W finale Pucharu Króla, który odbył się w Walencji, "Królewscy" pokonali FC Barcelona 1-0 po dogrywce.

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu Barcelona - Real

Reklama

Real na zwycięstwo w Pucharze Króla czekał 18 lat. Zwycięskiego gola dla piłkarzy z Madrytu strzelił Cristiano Ronaldo. Żelazna konsekwencja Mourinho okazała się lepsza od inwencji Guardioli, który przegrał pierwszy finał w trenerskiej karierze.

Mourinho napastników zostawił na ławce

Jose Mourinho zdecydował się zagrać bez klasycznego napastnika. Na ławce rezerwowych zasiedli Karim Benzema, Emmanuel Adebayor i Gonzalo Higuain. Francuza, który wyszedł w podstawowej jedenastce w sobotnich Gran Derbi, zastąpił Mesut Oezil. Obronę Barcelony mieli rozrywać rajdami Angel di Maria i Cristiano Ronaldo, natomiast za nimi Portugalczyk ustawił zasieki złożone z siedmiu piłkarzy mających charakterystykę defensywną.

"Królewscy" już w sobotę grali agresywnie, ale od początku finału Pucharu Króla widać było, że ten mecz jest dla nich ważniejszy. Piłkarze Realu szybko doskakiwali do rywala i stosowali znaną zasadę, że piłka może przejść, ale zawodnik nie.

Kilka razy odczuł ją Lionel Messi, a najbardziej chyba David Villa, który w 27. minucie został z premedytacją został nadepnięty przez Alvara Arbeloę. Obrońca "Królewskich" sugerując, że rywal symuluje bezceremonialnie podniósł go z murawy. Ten oczywiście miał inne zdanie i doszło do kłótni, w której wiodące role wiedli Sergio Ramos i co ciekawe Messi.

Prowokacje Realu na tyle wybiły Barcelonę z rytmu, że w pierwszej połowie sytuacje bramkowe stwarzali sobie tylko podopieczni Mourinho. Trzy razy był w nich Ronaldo, ale za pierwszym, po fantastycznym podaniu Oezila, jego strzał sprzed linii bramkowej wybił Javier Mascherano, za drugim Portugalczyk nie przyjął piłki w polu karnym, a następnie uderzenie CR7 z "16" obronił Jose Manuel Pinto.

Najlepszą okazję na strzelenie gola miał jednak Pepe, który w 43. minucie przeskoczył Daniela Alvesa w polu karnym, ale po jego uderzenie głową piłka trafiła w słupek. Świetnym dośrodkowaniem popisał się Oezil.

Barca tłamsiła Real, ale bez efektów

Barcelona, która musiała sobie w środę radzić bez Carlesa Puyola (usiadł tylko na ławce rezerwowych), zaczęła łapać swój rytm po przerwie. Jej piłkarze wreszcie potrafili stwarzać zagrożenie pod bramką Ikera Casillasa. Strzały Pedra Rodrigueza i Villi trafiły jednak tylko w boczną siatkę.

W 69. minucie indywidualną akcją popisał się Messi, który zagrał prostopadle do Pedra, a ten w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza "Królewskich", jednak radość trwała tylko przez chwilę zanim się nie okazało, że skrzydłowy Barcelony był na pozycji spalonej.

Przewaga Barcelony rosła, a Real marniał w oczach. W 75. minucie tylko Casillasowi madrytczycy zawdzięczają, że nie stracili gola. Najpierw obronił strzał Messiego z 17 metrów, po akcji Alvesa, a po chwili końcami palców sparował piłkę po uderzeniu Pedra.

Barcelona zamykała rywala nie tylko na jego połowie, ale praktycznie na jego polu karnym. Koronkowe akcje podopiecznych Josepa Guardioli nie przynosiły jednak efektu. W 81. minucie Messi zagrał do wbiegającego w pole karne Andresa Iniesty. Pomocnik Katalończyków strzelił na bramkę, ale po raz kolejny lepszy był Casillas, który sparował piłkę na rzut rożny.

Trzy minuty później Marcelo w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg szarżującego Messiego, o mały włos nie posyłając jej do własnej siatki.

Taktyka Realu polegająca na dalekim wykopywaniu piłki spod własnego pola karnego mogła przynieść powodzenie w 86. minucie. Po wykopie di Marii, Pinto interweniował poza własnym polem karnym. Naciskany przez Adebayora nie pozbył się jednak piłki, tylko wycofał ją do Mascherano, a ten zagrał do Sergio Busquetsa, który chciał przerzucić piłkę nad atakującym go di Marią, ale Argentyńczyk zagrał futbolówkę ręką, a następnie zdenerwowany oddał strzał po gwizdku za co zobaczył żółtą kartkę.

Ronaldo zadał decydujący cios

Niespodzianie końcówka należała do "Królewskich" W 88. minucie kontrę wyprowadził Adebayor. Podał do Ronaldo, którego uderzenie z pola karnego zablokował Mascherano, jednak i tak Portugalczyk był na pozycji spalonej. Chwilę później zza "16" strzelił di Maria, ale Pinto efektowną interwencją przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Ponieważ nie było bramek czekały nas dodatkowe emocje w dogrywce. Obraz gry trochę się w niej zmienił, gdyż obrona Realu nie była już tak rozpaczliwa, jak momentami w drugiej połowie. I to piłkarze Mourinho stwarzali groźniejsze sytuacje. W 98. minucie Xabi Alonso zagrał prostopadle do Ronaldo. Portugalczyk wygrał pojedynek biegowy, uderzył z pola karnego, jednak piłka przeszła o centymetry od słupka.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W 102. minucie "Królewscy" zadali decydujący cios. Di Maria wymienił piłkę z Marcelo i dośrodkował z lewej strony wprost na głowę Ronaldo. Portugalczyk przeskoczył Adriano i uderzeniem z 10 metrów posłał piłkę do siatki.

Bramka jeszcze bardziej podbudowała Real. Znowu ich obrona była szczelna i Barcelona nie mogła się przez nią przedrzeć. W końcówce to "Królewscy" mieli stuprocentową sytuację. Adebayor przegrał jednak pojedynek z Pinto, a dobitka Ronaldo po rykoszecie wyszła na rzut rożny.

W 120. minucie, żeby tradycji stało się zadość w spotkaniach Mourinho kontra Guardiola, czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych zobaczył di Maria. Po chwili sędzia jednak zakończył mecz i w obozie Realu nastąpił wybuch radości.

Zobacz składy z meczu Barcelona - Real

Dowiedz się więcej na temat: Puchar Króla | Real Madryt | FC Barcelona

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje