Reiss: Lech z Legią jak Real z Barceloną

Piotr Reiss strzelił Legii Warszawa sporo goli, ale w sobotę hit 23. kolejki Ekstraklasy obejrzy z trybun. "Lech ma dużą szansę na mistrza" - uważa były piłkarz tej drużyny, który spotkania obu zespołów porównuje do rywalizacji Realu Madryt z Barceloną.

Reiss, wychowanek i wieloletni kapitan "Kolejorza", pożegnał się z nim w czerwcu ubiegłego roku. Przed rokiem wrocławska prokuratura, prowadząca śledztwo w sprawie korupcji w polskiej piłce nożnej, postawiła mu cztery zarzuty. Poznański klub zawiesił go, a następnie nie przedłużył z nim umowy. Piłkarz latem trafił do Warty Poznań - z 12 bramkami jest obecnie liderem klasyfikacji strzelców 1. ligi.

Reklama

Mimo chłodnego rozstania się z Lechem, Reiss cały czas sympatyzuje z macierzystym klubem i na bieżąco śledzi grę niedawnych kolegów.

- Trener Jacek Zieliński stworzył bardzo ciekawy zespół, taką mieszankę rutyny z młodością. Lech gra fajną, ofensywna piłkę. Nie ma nic przyjemniejszego jak oglądać, szczególnie na własnym stadionie, drużynę, która gra +do przodu+ i zdobywa wiele bramek. W tym sezonie jest wielka szansa na zdobycie mistrzostwa kraju - powiedział Reiss.

W sobotę dojdzie do spotkania wicelidera z trzecią drużyną tabeli. Mecze z Legią w Poznaniu traktowane są wyjątkowo, zarówno przez kibiców, jak i piłkarzy. Reiss, rodowity poznaniak, wie o tym najlepiej.

- Przed meczem z Legią nie trzeba nigdy nikogo motywować czy specjalnie mobilizować. Mam nadzieję, że każdy z piłkarzy Lecha zdaje sobie sprawę jak wielki ciężar gatunkowy ma to spotkanie dla naszych kibiców, dla wszystkich w Poznaniu. Mam nadzieję, że postarają się sprawić miły prezent na święta wszystkim fanom - dodał.

Jak przyznał, specyfika i atmosfera tych meczów jest zawsze niesamowita. - Dla kibiców Lecha zawsze najważniejsze w lidze były i pewnie będą pojedynki z Legią. To są prestiżowe spotkania tak, jak dla sympatyków Barcelony mecze z Realem Madryt - tłumaczy 37-letni piłkarz.

Reiss nie ukrywa, że w pamięci pozostało mu wiele meczów z Legią. - W 1998 roku zaliczyłem hat-tricka i wygraliśmy wówczas 3-0. Bardzo ważne były też dwie moje bramki w pierwszym meczu finałowym Pucharu Polski w 2004 roku, dzięki którym udało nam się zdobyć to trofeum. Te mecze, w których strzela się bramki, pamięta się później najbardziej. Miałem kłopot natomiast, żeby trafić do bramki Legii w stolicy. Przed moim wyjazdem do Herthy Berlin udało mi się, ale... sędzia nie uznał gola. Dopiero po powrocie z Niemiec strzelałem i w Poznaniu, i Warszawie - wspominał.

Piłkarze Warty Poznań swój najbliższy mecz ligowy w Katowicach zagrają w piątek. Reiss będzie mógł więc spokojnie obejrzeć szlagier ekstraklasy. - Nie mam wprawdzie jeszcze biletu na mecz z Legią, ale jest duże prawdopodobieństwo, że jednak zasiądę na trybunach - zdradził.

Początek meczu w Wielką Sobotę o godz. 19.00.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Madryt | mecze | Poznań | bramki | Real | Reiss

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje