Rio de Janeiro dostało prawo do organizacji igrzysk dzięki łapówkom?

Rio de Janeiro otrzymało prawo do zorganizowania ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich dzięki łapówkom? Takiego zdania jest brazylijska prokuratura, która prowadzi operację "Unfair play". Głównym podejrzanym w aferze jest szef Brazylijskiego Komitetu Olimpijskiego (COB) Carlos Arthur Nuzman.

Przy wyborze gospodarza ubiegłorocznych igrzysk doszło do przekupienia członków Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego - wynika z ustaleń prokuratorów.

Reklama

Nuzman miał pośredniczyć w negocjacjach między przedsiębiorcami i politykami a członkami Komitetu Wykonawczego MKOl - organu dokonującego wyboru gospodarza imprezy.

We wtorek przeszukano mieszkanie Nuzmana oraz siedzibę COB. Sam działacz składał wyjaśnienia przed policją federalną.

- Brakowało łącznika i wtedy pojawił się COB, który miał możliwość nawiązania kontaktu z odpowiednimi osobami. Nie da się zaprzeczyć, że Nuzman podejmował świadome działania, aby nakłonić do głosowania na Rio de Janeiro. On i inni działacze COB, a także przedstawiciele polityków, podróżowali po całym świecie, aby prowadzić negocjacje. Nuzman stał się centralnym łącznikiem między przedsiębiorcami a MKOl. W związku z tym został na niego nałożony zakaz opuszczania kraju aż do zakończenia śledztwa - poinformowała prokurator generalna Brazylii Fabiana Schneider, cytowana w internetowych serwisach "UOL" oraz dziennika "O Globo".

Celem śledczych jest także biznesmen Arthur Cesar de Menezes Soares, zwany "królem Arthurem", który miał być - wraz ze wspólniczką Eliane Cavalcante - uwikłany w proceder prania pieniędzy i dopuścić się niegospodarności przy kontraktach związanych z igrzyskami.

Zamieszany w sprawę miał być również gubernator stanu Rio de Janeiro Sergio Cabral, który miał wręczyć łapówkę w wysokości dwóch milionów dolarów Senegalczykowi Lamine Diackowi - byłemu szefowi Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i honorowemu członkowi MKOl.

- Wszystkie te elementy doprowadziły nas do konkluzji, że Cabral i jego organizacja przestępcza kupili głosy, aby uzyskać prawo organizacji igrzysk. Diack był osobą bardzo wpływową, a działacze z Afryki zwykle są jednogłośni i dlatego mogli zostać nakłonieni do głosowania na Rio - dodała Schneider.

Diack jest też objęty innym śledztwem w związku z korupcją i manipulacjami wynikami testów antydopingowych rosyjskich sportowców. Ta afera doprowadziła m.in. do wykluczenia reprezentantów Rosji z igrzysk w niektórych dyscyplinach. Sam Diack stracił status członka MKOl.

O wszczęcie śledztwa do Brazylijczyków zaapelowała prokuratura we Francji, która - badając okoliczności afery dopingowej w lekkoatletyce - natrafiła także na przesłanki o handlu głosami Komitetu Wykonawczego MKOl.

Dowiedz się więcej na temat: Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro | łapówki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje