Rudzki: Kosowski - smutne pożegnanie

Często bywa tak, że dyrektor sportowy chce piłkarza wbrew woli trenera (patrz: Matusiak w Palermo). W Krakowie stało się akurat na odwrót. Maciej Skorża wie jak potrzebny Wiśle - mimo wyjątkowo wczesnego klepnięcia mistrzostwa - był Kamil Kosowski. Lecz ta wiedza na nic. Jacek Bednarz miał zupełnie inne odczucia.

W tych smutnych dniach, gdy Adam Małysz mógłby nam dostarczyć rozrywki już chyba tylko skacząc z Klimkiem Murańką na plecach, odejście Kosowskiego z Wisły to jest wydarzenie, co tu dużo gadać, ważne. I choć nie jestem zwolennikiem "wielkich" powrotów do ekstraklasy, uważam bowiem, że liga powinna kreować nowe gwiazdy, a nie dawać schronienie tym zachodzącym, w przypadku Kamila byłem naprawdę mile zaskoczony. Ożywił tę ligę, a jego zagrania do Marka Zieńczuka to była klasa światowa. "Kosa" odchodzi, to koniec.

Reklama

Jak zwykle w takich kwestiach zdania są podzielone. Znaleźli się tacy, co nazywają pomocnika "chciwym chamem" (oczywiście tylko w internecie, nie prosto w twarz), ale - tak mniemam - większość kibiców "Białej Gwiazdy" żałuje, że na skrzydle nie zakręci już żadnym rywalem, nawet za cenę pół bańki euro rocznie. "Kosa" to piłkarz, który wzbudza mieszane uczucia. No bo taki ślamazarny z pozoru, i - jak mawia mój ojciec - na boisku człapie i człapie. A jednak ma to "coś". Ten luz, który nie pęta mu nóg i wygląda, jakby obojętne mu było, czy gra w A-klasie, czy w kadrze.

Odejście z Kosowskiego z Wisły specjalnie mnie nie dziwi, a przyczyn tego szukałbym nie tylko w kwestiach finansowych. Otóż jest to człowiek charakterologicznie tak różny od Bednarza, że dla nich dwóch miejsca na Reymonta zwyczajnie było za mało. Kosowski od zawsze tak miał, że co myślał, to mówił - rzecz jasna ze szkodą dla siebie olbrzymią. Bednarz - przeciwnie. Zapytany kiedyś, czy zostanie dyrektorem sportowym Wisły, odparł, że nie. I godzinę potem... został. Szkoda, że Kosowskiego w Wiśle nie będzie, bo mamy w naszej piłce tak mało barwnych postaci, że każda strata boli.

Zachowując wszelkie objawy zdrowego rozsądku, a także rozmaite skale - niedawno Manchester United oznajmił, że za nic w świecie nie sprzeda Cristiano Ronaldo. Nie zrobiło na prezesach wrażenia nawet 50 milionów funtów od Realu Madryt. Nie obchodzi ich, że Portugalczyk zamawia sobie do basenu pięć pań, bynajmniej nie w celu ścigania się z nimi na 100 metrów. Szefów Ronaldo interesuje jedno - jak gra. A Kosowski? Powiedział tylko, że chce dużo zarabiać. Grał dobrze, więc uznał, że ma taki przywilej. Był, jak zwykle, szczery. Sprawa zamknięta. Pozostaje w naszej parafutbolowej rzeczywistości ekscytować się tym, że Górnik Zabrze odrzuca ofertę Cracovii za Jarkę. Milion złotych - inna skala. Jak ktoś mówi, że Maciej Zakościelny to polski Brad Pitt (ha ha ha!), nie oznacza to zarazem, że Pitt jest amerykańskim Zakościelnym, prawda?

Niedawno napisałem, że to będzie najgorsza zima transferowa od kilkunastu lat. I co? Legia wciąż milczy. Wisła pozbywa się Kosowskiego, a Krzynówek chyba na piechotę idzie do Krakowa. Lech coś tam kupił, ale pewnie i tak skończy na piątym miejscu. Dlatego o transferach już sza! Ani słowa. Jest taki fajny, krótki kawał: facet leci paralotnią i uderza w Pałac Kultury. Widząc to, jeden przechodzień szturcha drugiego i mówi: - Ty, patrz. Jaki kraj, tacy terroryści! Cóż - jaki kraj, takie transfery.

Przemysław Rudzki, "Fakt"/"Przegląd Sportowy"

Dowiedz się więcej na temat: Jacek Bednarz | sportowy | pożegnanie | Kamil Kosowski

Reklama

Reklama

Reklama