Sir Alex Ferguson: Ćwierć wieku na szczycie

25 lat to szmat czasu. A w sporcie? To wręcz kilka epok! Na piłkarskim firmamencie gwiazd jest tylko jeden człowiek, który przez ćwierć wieku potrafił utrzymać się na samym szczycie. Dla futbolu odkrył Davida Beckhama czy Ryana Giggsa. Przed wami prawdopodobnie najlepszy trener w historii piłki nożnej - Sir Alex Ferguson!

6 listopada 1986 roku do budynku klubowego Manchester United wszedł po raz pierwszy człowiek, który przez kolejne ćwierć wieku zmienił piłkę nożną w niespotykany dotąd sposób. Zdolny szkocki menedżer, Alex Ferguson, dostał za zadanie wyciągnięcie "Czerwonych Diabłów" z kryzysu. Wcześniej osiągał już sukcesy jako trener Aberdeen, a w Manchesterze zastąpił Rona Atkinsona, który pozostawił zespół tuż nad strefą spadkową.

Reklama

Pierwsze lata Fergusona na Old Trafford nie były łatwe. Dziś trudno to sobie nawet wyobrazić, ale na początku swej kariery w Anglii Szkot był przez media "zwalniany" równie często, jak trenerzy Polonii Warszawa przez prezesa Józefa Wojciechowskiego. "Czerwone Diabły" przeżywały ciągłe wahania formy, a Ferguson pomimo kolejnych transferów i reorganizacji sztabu szkoleniowego nie był w stanie stworzyć silnego zespołu. Efekt był taki, że przez pierwsze trzy lata pracy Szkota, Manchester nie zdobył żadnego trofeum.

Prawdziwy kryzys nadszedł w roku 1989, kiedy "Diabły" były bliskie spadku z ligi. Kibice United byli wściekli na Fergusona, oskarżając go o błędy na rynku transferowym. Wkrótce jedyną szansą na utrzymanie posady stały się dla Szkota rozgrywki Pucharu Anglii. Zadanie było piekielnie trudne, bo Manchester już w 3. rundzie trafił na silne Nottingham Forest. Władze klubu postawiły szkoleniowcowi ultimatum - albo wyeliminuje on Forest, albo wyleci z pracy. Ferguson po raz pierwszy pokazał wówczas, że jest człowiekiem, dla którego nie istnieje pojęcie presji. Naładowany motywacją jak pruska armata Manchester wygrał 1-0 i doszedł aż do finału rozgrywek, gdzie pokonał Crystal Palace!

Suszarka i gumy do żucia

Ferguson już wtedy w trakcie meczu pochłaniał paczkę gum do żucia, a gdy nie był zadowolony z postawy któregoś z zawodników, w przerwie meczu wpadał w szał i stosował "suszarkę". Nie chcielibyście być w skórze grajka, który musiał przechodzić przez coś takiego! W skrócie "suszarka" wygląda następująco: Ferguson zbliża się do będącego w słabszej dyspozycji delikwenta i z odległości kilku centymetrów krzycząc mu w twarz tłumaczy, jakiej gry wymaga. Metoda prosta, ale przynosi znakomite efekty.

O tym, jak bardzo skutecznym motywatorem jest Ferguson przekonali się kibice już rok później. Sezon 1990/91 był prawdziwym popisem szkockiego menedżera i jego piekielnej kompanii. "Diabły" wygrały Puchar Zdobywców Pucharów, pokonując w finale tych rozgrywek FC Barcelonę, a w Premiership zdystansowało ich tylko Leeds United. - Zrozumiałem wtedy, że kluczem do dobrej gry w lidze jest świetna postawa w Europie - opowiadał po tych sukcesach Ferguson. - Kiedy pokonujesz silne drużyny na kontynencie, to zaczynasz wierzyć w swoją siłę i nie obawiasz się nikogo - tłumaczył.

Wkrótce po wspomnianych sukcesach szkocki menedżer zdecydował się na transfer, który wprowadził klub na najwyższy światowy poziom. Do zespołu przyszedł napastnik Eric Cantona. - Kiedy zobaczyłem jak pracuje na treningu i zauważyłem jak wielki ma wpływ na młodych piłkarzy, pomyślałem: To musi być ten zawodnik, którego szukałem! - mówił po latach o genialnym francuskim napastniku Ferguson. W zespole panował wówczas iście wojskowy dryl, a role generałów na boisku odgrywali Gary Pallister, Dennis Irwin i Paul Ince. W takim zestawie personalnym Ferguson i spółka sięgnęli w 1993 roku po pierwszy tytuł w Anglii od 26 lat.

Czy on stracił rozum!?

Do drzwi pierwszego zespołu pukał już wtedy genialny skrzydłowy - Ryan Giggs, piłkarz odnaleziony i wychowany przez Fergusona. - Sir Alex był dla mnie jak ojciec - wspominał pierwsze lata w Manchesterze "Giggsy". - Kilka razy gdy jako nastolatek piłem na imprezach z kolegami, "Fergie" potrafił zapukać do drzwi, wziąć mnie za fraki i odbyć karny trening. To wielki człowiek i pasjonat futbolu - opowiadał Giggs.

Wielką porażką był dla Fergusona sezon 1994/5. Ze składu wypadł Cantona, który został zawieszony po napaści na kibica Crystal Palace. Na domiar złego United przegrali finał Pucharu Anglii z Evertonem, a tytuł mistrza, który "Diabły" już miały nakłuć na swoje widły, wymknął się w ostatniej kolejce, po remisie 1-1 z West Ham United na Upton Park. Rozwścieczony Ferguson nie wytrzymał i do głowy wpadł mu szalony pomysł - postanowił sprzedać kilka wielkich gwiazd i postawić na utalentowanych wychowanków. Wkrótce z Manchesterem pożegnali się Ince, Andrej Kanczelskis i Mark Hughes, a do składu na stałe wskoczyli tacy gracze, jak Giggs, David Beckham, bracia Neville i Paul Scholes.

Kibice Manchesteru byli przekonani, że szkocki menedżer stracił rozum i zaczęli nawoływać go do dymisji. Raz jeszcze okazało się jednak, że to Ferguson miał rację. Przebudowany zespół z meczu na mecz spisywał się coraz lepiej, wygrał mistrzostwo i Puchar Anglii. Triumfujący szkocki menedżer zrozumiał, że bazując na trwałym fundamencie, jaki udało mu się zbudować, może postawić konstrukcję wyższą i doskonalszą niż jakikolwiek trener przed nim.

Złote dzieci rządzą w Europie!

Wielki plan Fergusonowi udało się zrealizować w roku 1999. Manchester znowu rządził niepodzielnie w Anglii, ale tym razem swoje panowanie rozszerzył także na Europę i wkrótce... cały świat! To właśnie w maju A.D. 1999 rozegrany został legendarny finał Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium w Barcelonie. Manchester rozstrzygnął go na swoją korzyść w doliczonym czasie gry, a decydujące o sukcesie bramki zdobyli Teddy Sheringham i Ole Gunnar Solskjaer. Po spotkaniu Ferguson był w kompletnym amoku. - Nie mogę w to uwierzyć, nie mogę w to uwierzyć. Piłka nożna. Jasna cholera! - krzyczał rozpromieniony do reportera brytyjskiej telewizji. Niedługo po thrillerze na Camp Nou, Ferguson otrzymał od Królowej Elżbiety II tytuł szlachecki za wkład w rozwój angielskiego futbolu.

Czytaj więcej o legendarnym meczu Manchester Utd - Bayern Monachium. Zobacz bramki!

W kolejnych latach Manchester nadal dobrze spisywał się w angielskiej lidze, a na światowe gwiazdy wyrosły złote dzieci Sir Alexa - Giggs i przede wszystkim David Beckham. Gdy w lipcu 2003 roku ten ostatni odchodził do Realu Madryt, mówił: - Alex Ferguson jest najlepszym menedżerem, jakiego kiedykolwiek miałem. Jest on co prawda jedynym menedżerem, jaki trenował mnie do tej pory, ale nie mam wątpliwości, że i tak jest zdecydowanie najlepszy! - opowiadał supergwiazdor. Wcześniej Ferguson kilkakrotnie pokazywał wielkiemu gwiazdorowi, że na Old Trafford szef jest tylko jeden. Gdy Beckham zaczął wszystkich przestawiać w szatni Manchesteru, wściekły Szkot kopnął w niego... piłkarskim butem. Trafił wyjątkowo "dobrze", bo "Becks" skończył tę nierówną walkę z rozciętym łukiem brwiowym.

Inny symbol Manchesteru, Roy Keane, wyprowadził Sir Alexa z równowagi, gdy skrytykował publicznie niektórych swoich kolegów z zespołu. Wkrótce Keane został sprzedany do Celtiku Glasgow, a Ferguson raz jeszcze pokazał że nie toleruje w swoim zespole świętych krów.

Na początku obecnego dziesięciolecia do Manchesteru dołączyło nowe pokolenie znakomitych piłkarzy. Kolejnymi złotymi dziećmi szkockiego menedżera zostali obdarzeni talentami nie z tego świata Wayne Rooney i Cristiano Ronaldo.

Olbrzym napędzany milionami na łopatkach

Ferguson na ustach całego piłkarskiego świata znalazł się ponownie w 2008 roku. Najpierw jego podopieczni pokonali naszpikowaną gwiazdami Chelsea Londyn w lidze, a potem Manchester zmierzył się z "The Blues" w finale Ligi Mistrzów. Tak, jak dziewięć lat wcześniej, i tym razem było dramatycznie! Manchester zdołał pokonać giganta napędzanego milionami Romana Abramowicza dopiero po rzutach karnych, a spotkanie zostało zapamiętane, jako jeden z najbardziej dramatycznych finałów wszech czasów.

Przeczytaj o finale Manchester Utd - Chelsea. Obejrzyj bramki!

Genialny szkocki menedżer miał niepowtarzalną szansę, by wpisać się do historii Ligi Mistrzów już rok później. Doprowadził Manchester do finału najbardziej elitarnych rozgrywek po raz drugi z rzędu. Gdyby jego zespół zdołał wówczas pokonać FC Barcelonę i obronił trofeum, byłby to pierwszy taki przypadek w historii Ligi Mistrzów! Tym razem jednak się nie udało i Ferguson musiał obejść się smakiem.

Emerytura? Zapomnijcie!

W tym roku Sir Alex znowu ma apetyt na wielkie sukcesy. - Sytuacja się nie zmienia: w Anglii i Europie znowu liczyć się będą tylko Manchester i Chelsea - zapowiadał przed sezonem. - Europa? Tutaj oprócz nas i "The Blues" powalczy Real Madryt i Barcelona - oceniał szanse potentatów na zwycięstwo w Lidze Mistrzów "Fergie".

W mediach co jakiś czas pojawiają się informacje, dotyczące tego, kto będzie następcą Fergusona, gdy ten przejdzie na zasłużoną emeryturę. Kilka dni temu brytyjska prasa zacytowała Szkota, który komplementował trenera Barcelony, Josepa Guardiolę. - Hiszpan jest młodym trenerem z dużymi sukcesami i na pewno by sobie poradził na Old Trafford. A jego młody wiek? To żadna przeszkoda - mówił Sir Alex. Słowa Fergusona zmartwiły na pewno Jose Mourinho, który od wielu lat powtarza, że kiedyś chciałby przejąć klub po legendarnym Szkocie. Portugalski mag będzie musiał jednak poczekać na telefon z Old Trafford jeszcze kilka ładnych lat.

- Chcecie wiedzieć, co będę robił, kiedy odejdę z Manchesteru? Jestem cholernie utalentowanym facetem, może zabiorę się za malowanie! - mówił kilka lat temu w swoim stylu "Fergie". Jak widzicie, to nie typ starszego pana w kapciach, który bawi wnuki.

On ciągle chce wygrywać mecze!

Czytaj inne teksty Bartka i dyskutuj z nim na blogu!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje