Skrajności Realu i Manchesteru United

Manchester United przegrał sezon w tydzień, Realowi porażki rozłożyły się w czasie. Dwie skrajnie różne koncepcje budowania drużyny, w dwóch najbogatszych klubach świata, przynoszą w tym roku podobny wynik.

Porównanie z Realem Madryt Alex Ferguson uznałby za bluźnierstwo. Kiedy tylko może, odsądza od czci i wiary rywala z Madrytu wypominając mu nawet frankistowską przeszłość, jakby nie był Szkotem, ale Baskiem lub Katalończykiem. Przyzwyczajony do hołdów dla swojego geniuszu trener United, musi jednak zaakceptować fakty: tym razem kontrola nad sytuacją wymyka mu się z rąk, tak samo jak Kastylijczykom. Brakuje bardzo niewiele, by przeinwestowany Real i nie doinwestowany Manchester, zakończyły sezon bez trofeum (Puchar Ligi to dla United marne pocieszenie). A przecież wciąż otwierają listę najbogatszych klubów świata.

Reklama

Jeśli nawet czerwoną kartkę 20-letniego Rafaela da Silvy w meczu z Bayernem uznamy za nieszczęśliwe zrządzenie losu i tak trudno udowodnić, że Manchester United przegrywa sezon w sposób przypadkowy. Dla finalisty Champions League w ostatnich dwóch latach dwumecz z Niemcami był prawdziwym dziwolągiem. W Monachium prowadzili po dwóch minutach, na Old Trafford 2-0 po sześciu, a jednak dali się wyeliminować teoretycznie znacznie słabszym Bawarczykom.

Za mała była wiara w siły drużyny, zbyt wielka w zbawczą moc Fergusona i Rooneya. Trener United miał okazję się przekonać, że na takim poziomie potrzeba w klubie więcej piłkarzy wybitnych, by uraz gwiazdy nie był od razu końcem świata. Park, Carrick, Gibson, O'Shea, a nawet starzejący się Scholes, Giggs i G. Neville mogą być uzupełnieniem, ale już nie fundamentem wielkiej drużyny. Latem, po stracie Cristiano Ronaldo, prowadzący drużynę 24. rok Ferguson zdecydował jednak, że ubytek krwi uzupełni Ekwadorczyk Valencia. Szkot nie wykorzystał 80 mln euro, które miał na transfery. Gdyby zamienił ten sezon w kolejny sukces United, świat jeszcze raz pochyliłby przed nim głowę. W futbolu racje przyznaje jednak zwycięstwo.

Wystarczy zestawić dwie liczby: 200 mln i 800 mln, by odnaleźć różnicę. W ostatnich sześciu latach Manchester United wydał na transfery cztery razy mniej niż Real Madryt. W tym czasie hiszpański klub prowadziło aż 9 trenerów, co jest kpiną ze stabilności tak fundamentalnej dla ostatnich sukcesów Manchesteru. Różnic jest istotnie dużo, oba kluby można uznać za przeciwności, w tym roku łączy je jednak wspólne doświadczenie.

Manchester i Real uczyniły z Ronaldo najdroższego piłkarza świata. Ciekawe, że Portugalczyk jednych osłabił, drugich nie zbawił. "Jak wydać 300 mln, by wszystko zostało tak jak było" - zastanawiał się zgryźliwie dziennik "Marca" po ostatniej porażce Realu w Gran Derbi. Gdy latem Ferguson przesypiał okres transferowy, nowy stary prezes Realu Florentino Perez szalał na całego. Po wymazaniu z tabel starych rekordów, królewski zespół w nowym składzie, znów przegra prawdopodobnie na wszystkich frontach, a w dojrzałych graczach jak Ronaldo, Kaka, Benzema, czy Xabi Alonso Madryt musi traktować jak inwestycję w przyszłość.

Gdyby dało się połączyć hojną rękę Pereza z wstrzemięźliwością i rozsądkiem Fergusona, wyszłaby pewnie z tego mieszanka wybuchowa. Każdy z osobna poniesie jednak pewnie porażkę w tym sezonie. Jakie wyciągną wnioski? W Madrycie znów mówi się o transferach i zmianie trenera. Dziennik "Marca" już ogłosił, że Manuel Pellegrini jest stracony, odchodzący z klubu drugi kapitan Guti polecił na swoje miejsce Davida Silvę i Cesca Fabregasa. Czyli "Królewskie" metody zapewne się nie zmienią. Na co zdecyduje się Ferguson i Manchester United? Zrezygnowali właśnie ze sprowadzenia Davida Villi, bo z zasady nie chcą wydawać wielkich pieniędzy na piłkarza, który przekroczył 27. rok życia. Czy więc latem, na Old Trafford znów pojawią się wyłącznie gracze bez nazwiska?

Niezwykłość całej sytuacji polega na tym, że kluby z Santiago Bernabeu i Old Trafford nie tylko otwierają listę najbogatszych, ale i najbardziej zadłużonych. "Królewscy" mogą się długami za bardzo nie przejmować, klub jest własnością socios nie rozliczających go z dochodów, ale z sukcesów. United ma amerykańskiego właściciela - dla jego fanów ucieleśnienie zła wszelkiego. Bogaci kibice chcieli nawet wykupić United z rąk Glazerów. Gdyby się udało, to czy legendarny szkocki menedżer sobie życzy, czy nie, Real i Manchester mogłyby się stać niebezpiecznie podobne.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: Cristiano Ronaldo | Real | Madryt | Manchester United | ferguson | Manchester | united

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama