Szczęście sprzyja mistrzom?

Wymęczone i szczęśliwe zwycięstwo Barcelony z Valencią na Estadio Mestalla ma bez wątpienia większą wartość niż seria triumfów wysokich, łatwych i przyjemnych.

"Cios w ligę" - tytuł w dzienniku "Marca" oddaje znaczenie zwycięstwa Barcelony nad Valencią, w którym Pep Guardiola zdobył ostatnią twierdzę opierającą mu się w Primera Division. Odkąd jest trenerem Barcy (2,5 roku) wygrał na wszystkich stadionach, Mestalla była ostatnia na jego liście. Tym razem przybył na mecz w wyjątkowo złym stanie po ataku lumbago, w niewiele lepszej formie niż trener była zresztą cała drużyna. Trudno wyszukać w pamięci, kiedy ostatnio Katalończycy tak mało byli przy piłce (62 proc), a ich gwiazdorzy Messi, Villa, Pedro, Xavi i Iniesta mieliby tak słaby dzień wszyscy naraz.

Reklama

Ogromna w tym zasługa Unaia Emery'ego, który przekonał swoich graczy, by nie bali się wziąć byka za rogi. Na tradycyjny pressing Barcelony, Valencia odpowiedziała takim samym wysokim pressingiem. Po starcie piłki gracze Emery'ego nie cofali się potulnie na swoją połowę, jak inni rywale Barcy, ale natychmiast nacierali na Katalończyków. Omal nie pobili rywala jego własną bronią, choć taki sposób gry kosztował ich bardzo dużo sił. Tych siła zabrakło w 76. min, gdy po rajdzie Adriano Messi przyłożył nogę do piłki nie wykonując nawet zamachu.

Po zmarnowaniu kilku znakomitych okazji przez najskuteczniejszego gracza w Europie, w drugiej połowie goście przestali w ogóle je stwarzać. Naciskani przez Banegę i Tino Costę Xavi z Iniestą nie zdominowali środka pola, co sprawiło, że Messi z Villą błąkali się po Mestalla jak bezdomni. Mecz rozstrzygnął się w okresie, gdy, jak zauważył Unai Emery, jego zespół grał akurat najlepiej. Barca okazała się drużyną bardziej wyrachowaną.

To był właściwie mecz na szczycie - w rundzie rewanżowej Valencia spisywała się rewelacyjnie zdobywając więcej punktów niż Real Madryt. W Primera Division jeszcze w tym roku nie przegrała, ostatnia porażka przytrafiła jej się 4 grudnia 2010 na Santiago Bernabeu. "Nie przejechaliśmy na Mestalla wygrać 4-0, lub 5-0. W dwóch poprzednich sezonach tylko remisowaliśmy, więc dlatego to zwycięstwo jest dla nas aż tak słodkie" - powiedział asystent Tito Vilanova. Guardiola prosto z lotniska pojechał do szpitala na zabieg.

Mourinho wprowadził stan wojenny

Tymczasem przed dzisiejszym meczem Realu z Malagą Jose Mourinho znowu wprowadził stan wojenny. "Różnica między mną i Manuelem Pellegrinim jest taka, że jeśli zostanę wyrzucony z Realu, nie pójdę do Malagi" - powiedział. Urażeni poczuli się nie tylko szefowie klubu, ale także władze miasta. Szef deputowanych prowincji Malaga Salvador Pendón nazwał trenera Realu pajacem. "Obraża nie tylko Pellegriniego, ale nas wszystkich. Oby przeszedł taki dzień, kiedy będzie błagał, by zostać tu trenerem" - stwierdził.

Przypomniano też, że legendarny Helenio Herrera, który z Interem zdobywał Puchar Europy dwa razy pracował w Maladze. Klub ma teraz wielkie ambicje, od kiedy zainwestował w niego szejk Abdullah bin Nasser Al Thani, krewny emira Kataru. Wielkie inwestycje dały na razie niewiele, zespół jest przedostatni w Primera Division. Jego atutem w dzisiejszym meczu ma być jednak Pellegrini. Nawet Jerzy Dudek wypowiadał się z tej okazji mówiąc, że Chilijczyk może być niebezpieczny znając tak dobrze drużynę Realu.

Fani "Królewskich" mają inne rozterki. 33-letni Raul Gonzalez zdobył właśnie zwycięskiego gola dla Schalke, które wyeliminowała Bayern z Pucharu Niemiec na Allianz Arena. W ankiecie dziennika "Marca" prawie 80 proc ze 120 tys czytelników uważa, że to był błąd, gdy latem Real pozbył się weterana.

Tymczasem Real ma teraz kłopot ze skutecznością. W czterech poprzednich meczach zdobył tylko cztery gole, dwa ostatnie spotkania zremisował (Lyon i Deportivo). Dotychczasowy zbawiciel drużyny Cristiano Ronaldo trafił do siatki tylko dwa razy w siedmiu spotkaniach, Karim Benzema i Emmanuel Adebayor też nie są u szczytu formy strzeleckiej.

Bać powinna się jednak Malaga. Real wygrał w tym sezonie wszystkie mecze na swoim boisku, Mourinho nie przegrał meczu ligowego, jako trener gospodarzy od 9 lat. Trudniej może być za trzy dni w Santander, Racing też ma nowego właściciela. Ali Syed zapewnia, że chce, by jego drużyna rozbiła monopol Barcelony i Realu. Od porażki na Camp Nou skromna drużyna nie przegrała, choć potykała się i z Villarreal i z Valencią.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Primera Division

Dowiedz się więcej na temat: "Mistrz" | Pep Guardiola | Valencia CF | Primera Division | FC Barcelona

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje