Szostakowi groziła amputacja nogi, a teraz może zostać mistrzem Polski!

"Ustąp a zwyciężysz" - mówi nam utalentowany judoka Sokoła Myślenice oraz AZS/AWF Kraków - Mikołaj Szostak.

Mikołaj Szostak trenuje judo od 11 lat i reprezentuje barwy TG Sokół Myślenice oraz AZS/AWF-u Kraków. Myślenicki judoka na swoim koncie ma już sporo sukcesów, między innymi trzecie miejsce zdobyte na mistrzostwach Polski juniorów.

Reklama

INTERIA.PL: Mikołaj, na początku chciałbym zapytać skąd wziął się u ciebie pomysł na judo?

Mikołaj Szostak, judoka TG Sokół Myślenice: Od najmłodszych lat interesowałem się sportem, ale nie do końca byłem sprecyzowany na konkretną dyscyplinę. Trenowałem pływanie, tenis, karate. Po otwarciu w Myślenicach sekcji judo, postanowiłem spróbować swoich sił. Zawsze pociągały mnie sztuki walki, dodatkowo mój ojciec uprawiał ten sport, co było dla mnie motywujące.

Jak wygląda cykl treningowy judoki juniora oraz z jakimi wyrzeczeniami wiąże się uprawianie tej dyscypliny?

- W ciągu tygodnia mam 11 treningów, cztery na macie oraz dodatkowe treningi uzupełniające, takie jak bieganie czy siłownia. Jeśli chodzi o wyrzeczenia, jest ich cała masa, poczynając od specjalnej diety, opartej na węglowodanach i białku, muszę też ograniczać tłuszcze oraz nie mogę pozwolić sobie na częstsze picie alkoholu. Uprawianie judo wpływa również na moje życie towarzyskie, nie imprezuję co tydzień, mam mniej czasu na spotkania ze znajomymi, chociaż z drugiej strony spotykam się z przyjaciółmi na treningu.

Jako zawodnik z jedenastoletnim doświadczeniem, bierzesz udział w wielu zawodach. W twojej karierze dane było ci poznać zarówno smak zwycięstwa jak i przełknąć gorycz porażki. Które z tych chwil dotknęły cię najmocniej i zapadły w twojej pamięci?

- Jeśli chodzi o zwycięstwa to zdecydowanie walka, po której zdobyłem brąz na mistrzostwach Polski juniorów młodszych. Byłem wtedy w takim pędzie, że nie pamiętam nawet kiedy wykonałem rzut, po którym wstałem i dopiero po chwili doszło do mnie, że zwyciężyłem. Co do porażki, to nie ma takiej jedynej, po każdej staram się wyciągać wnioski, walki zazwyczaj nagrywamy, potem razem z trenerem wprowadzamy korekty, czasem są to naprawdę drobnostki, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Przez ostatni okres zmagałeś się z bardzo poważną kontuzją, twoja przyszłość jeśli chodzi o judo stanęła pod znakiem zapytania, po siedmiu operacjach i długiej rehabilitacji wróciłeś do walki. Zdradź nam swój sekret skąd czerpałeś siłę do tego, żeby przezwyciężyć tą wyjątkowo dramatyczną dla ciebie sytuację.

- Kontuzja trafiła się w najgorszym dla mnie momencie, byłem na fali i za dwa tygodnie miałem wziąć udział w zawodach, w których liczyłem na podium. Los jednak chciał inaczej i zdarzył się wypadek. Po zwichnięciu stawu w kostce, groziła mi amputacja. Nie załamałem się jednak i doszedłem do wniosku, że skoro było tak dobrze - warto to kontynuować. Rehabilitacja była długa, ćwiczyłem cztery razy dziennie, dzięki Mariuszowi Januszowi - fizjoterapeucie - wyszedłem jakoś z tego. Z nogą w gipsie też można trenować. Pompki, brzuszki czy podciąganie na drążku to ćwiczenia, które zacząłem wykonywać zaraz po wyjściu ze szpitala. Przeszłość pozostawiłem za sobą, noga jest zdrowa. Cieszę się, że udało mi się ją tak wyleczyć, że pomimo jej pewnego zniekształcenia mogę się nią sprawnie posługiwać.

Wkrótce odbędą się mistrzostwa Polski. Jakie są twoje oczekiwania wobec zbliżających się zawodów?

- Przede wszystkim chcę się dobrze bić. Chcę wygrywać walki i oczywiście zdobyć jak najwyższą lokatę. Do każdej walki chcę podejść maksymalnie skoncentrowany, pod każdego przeciwnika inaczej zaplanować taktykę i nie pozwolić sobie na zlekceważenie kogokolwiek.

No właśnie, jak to jest z tą taktyką? Czy jest ona ustalana raz na zawsze, czy masz swój ulubiony rzut, który stosujesz na każdym przeciwniku?

- Jeśli chodzi o style walki to osobiście stosuję cztery - w zależności od przeciwnika wybieram inny rzut. Trener Grzegorz Lech kierował nas od samego początku ku pewnej wszechstronności, żeby nie ograniczać się do jednego konkretnego stylu. W Polsce dużo zawodników walczy jednak w ten sposób, że ma opracowany jeden, góra dwa rzuty. Wszechstronność daje możliwość przyjęcia taktyki w oparciu o konkretnego przeciwnika. Judo jest trochę jak sztuka oszustwa, ale w pozytywnym sensie, unik, markowanie, próba zmylenia przeciwnika, wszystko to ma duży wpływ na wynik walki.

Czy masz jakiś autorytet, z którego czerpiesz wzorzec?

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, dzisiaj mogę stwierdzić, że mój trener jest dla mnie autorytetem. Jest to osoba doświadczona z tytułem doktora sztuk walki, która osiągnęła coś w tym sporcie, a teraz szkoli właśnie mnie, z czego jestem dumny. Słowa trenera Grzegorza sprawdzają się, co często widać po naszych sparingach z zawodnikami Wisły. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógł być moim trenerem.

Czego nauczyło cię judo? Co możesz przenieść na życie prywatne?

- Sport ten przede wszystkim nauczył mnie pokory. Jak byłem dzieckiem cechowała mnie butność i niesforność. Treningi bardzo szybko to ukróciły i zdyscyplinowały mnie. Jako zawodnik judo, czuję się też pewniej z moimi umiejętnościami na tyle, że mogę się obronić. Nie chciałbym jednak nigdy stosować ich na drugiej osobie. Zasada judo mówi: "ustąp a zwyciężysz" i tego się trzeba trzymać. Chciałbym zachęcić wszystkich z naszego makroregionu do spróbowania sił w tym sporcie. Mamy naprawdę świetną kadrę trenerską, a do tego z tym sportem wiąże się mnóstwo zabawy - judo jest dla każdego, naprawdę warto spróbować.

Rozmawiał: Mateusz Mikoś

Dowiedz się więcej na temat: amputacja | AZS AWF Kraków | judo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje