Tomasz Gryc – z rajdowych odcinków do skateparku

W 2017 Rajdowe Samochodowe Mistrzostwa Polski zdominowali Filip Nivette i Kamil Heller. Znacznie ciekawsza walka była jednak w poszczególnych kategoriach, w tym w klasie 4 i „ośce”, w której mistrzami kraju zostali Tomasz Gryc i Michał Kuśnierz. Kierow-ca Peugeota 208 R2 nie może się oderwać od czterech kółek. Gdy sam się nie ściga, tre-nuje z synem na gokartach albo na deskorolce.

Adam Widomski, eurosport.interia.pl: Jesteś kierowcą rajdowym i prowadzisz swoją firmę. Te dwie dziedziny życia się uzupełniają czy wzajemnie sobie przeszkadzają?

Reklama

Tomasz Gryc, polski kierowca rajdowy: Mój charakter nakręca i popycha mnie do rywalizacji, a doświadczenia i emocje wyniesione z rajdów przydają się w biznesie. Sprawdzanie się w sporcie wysokiego ryzyka, którego uprawianie daje ogromny zastrzyk adrenaliny, sprawia, że człowiek staje się bardziej zdeterminowany i skoncentrowany na celu, przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla zasad gry. Sport uczy też człowieka proaktywności. Wiem, to takie modne określenie, którym często posługują się różni coachowie, ale rywalizacja uczy tego podejścia w praktyce. 

W sezonie 2017 Rajdowych Mistrzostw Polski, z resztą zawodników w samochodach z napędem na jedną oś, biliśmy się dosłownie na sekundy. To oznaczało, że nikt nie odpuszczał, każdemu z nas przytrafiały się mniej lub bardziej znaczące błędy. W tak zaciętej batalii trzeba aktywnie szukać swojej przewagi, bo decydują detale, a w zasadzie ich suma. Kto lepiej dopierze opony, kto trafniej odczyta pogodę, kto później zahamuje – to wszystko i wiele więcej rzeczy ma znaczenie, więc cały czas myślimy o tym, jak przyspieszyć, jak być przed rywalami. Biznes sprowadza się do tego samego. Bez takiej postawy firma nie może się rozwijać.

Brzmi motywująco, ale przecież nieodłącznym elementem każdej rywalizacji jest porażka.

- Racja, zarówno tej biznesowej, jak i sportowej. I tu nauka też płynie ze ścigania na odcinkach specjalnych, bo rajdy bardzo często uczą pokory. Wielu ludziom wydaje się, że to po prostu siedzenie za kierownicą, słuchanie pilota i kręcenie kierownicą. W rzeczywistości jest to sport niesamowicie złożony, trudny do oglądania i uprawiania. Wymaga świetnego przygotowania psychomotorycznego, technicznego i niezawodnego sprzętu. Jednocześnie uprawiamy go w zmiennych warunkach – nie jedziemy w „laboratorium”, bowiem trasa zmienia się wraz z przejazdem kolejnych załóg. Raz działa to na twoją korzyść, a raz nie. Możesz być świetnie przygotowanym, dobrze nastawionym, perfekcyjnie skupionym, a wystarczy, że załoga przed tobą wyniosła na zakręt dużo więcej „syfu” niż się mogłeś spodziewać i kończysz rajd na ostatnim lub przedostatnim "oesie", a do domu wracasz z niczym. Porażki w rajdach potrafią więc być bardzo bolesne i dramatyczne, co uczy nas pokory i przypomina, że zwycięzcy są na mecie. Tempo jest kluczowe, ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby zdobywać punkty i być na mecie. My w tym sezonie zrealizowaliśmy ten plan w 100 procentach i punktowaliśmy we wszystkich rundach RSMP.

Pokazał to także sezon WRC, w którym mistrzem ponownie został Seb Ogier, choć nie zawsze był najszybszy. On kiedyś uprawiał narciarstwo, Sebastien Loeb był gimnastykiem, a Tomasz Gryc jakie sporty uprawia, kiedy się nie ściga?

- Dziwnie mi zabrzmiała obecność mojego nazwiska w jednym zdaniu z facetami, którzy są gwiazdami światowego formatu (śmiech). Nie myślałem o tym, by skakać z trampoliny, żeby być szybszym w rajdach, ale staram się urozmaicać moją aktywność fizyczną. Jeżdżę na deskorolce, ale nie po mieście (śmiech). Oprócz tego pływam na desce windsurfingowej, na kitesurfingu, jeżdżę też na nartach i na motocyklu crossowym. Od razu uprzedzam, że jazda na desce to nie kryzys wieku średniego, ale prawdziwy powrót do młodości. To był chyba pierwszy sport, jaki zacząłem uprawiać jeszcze jako dzieciak, a dziś mój syn też stawia pierwsze kroki na deskorolce i razem śmigamy w skate-parkach. Pamiętam jeszcze całkiem sporo tricków i nawet umiem je wykonać, co często powoduje małe zdziwienie na twarzach młodych "skejterów" (śmiech).

Deskorolka to chyba jednak bardziej zabawa i odskocznia niż forma przygotowań psychofizycznych do rajdów?

- Tak, dlatego też priorytetem są dla mnie treningi z Mariuszem Dermontem, który od wielu lat buduje i utrzymuje moją formę. Spotykamy się średnio cztery razy w tygodniu i w ciągu godziny treningu dostaję konkretny wycisk. Mariusz dba o moją koordynację, gibkość, wytrzymałość i umiejętność radzenia sobie ze stresem. Świetnie mi się z nim pracuje i wiem, że bez niego nie byłbym tu, gdzie jestem.

Z synem jeździsz nie tylko na desce, ale także jego… "Maluchem", który on prowadzi. Nie za wcześnie?

- Przykład Bruna pokazuje, że nie. Po wielu wspólnych treningach, nauce różnych elementów techniki jazdy dochodzę do wniosku, że często to nie dziecko jest do czegoś za małe, tylko nasze podejście nie odpowiada potrzebom i możliwościom najmłodszych. Dziecku trzeba poświęcić czas, cierpliwie wszystko wytłumaczyć, pozwolić się pomylić, odpowiadać na jego pytania. Jeśli to zrobimy, to przekonamy się, że nasz syn czy córka potrafią więcej niż nam się wydawało.

Spotkałeś się z opiniami, że przelewasz na syna swojej niespełnione ambicje?

- Pewnie z daleka tak może to wyglądać, ale ja cały czas realizuje się w sportach motorowych, więc nie ma tu mowy o niespełnionych ambicjach taty, bo przede mną jeszcze wiele fascynujących kilometrów, mam nadzieję. Poza tym, tu nie chodzi o to co z Brunem razem robimy, ale o czas, jaki mu poświęcam. To nie jest tak, że Bruno nic innego nie robi tylko trenuje zbudowanym dla niego "Maluchem" czy gokartami, co zresztą bardzo lubi. Staramy się z moją partnerką życiową, żeby Bruno był wszechstronnym, wysportowanym dzieckiem, dlatego jeździmy razem na nartach, łyżwach czy na rowerze. Niczego mu też nie narzucam. Jeżeli będzie chciał się ścigać, to będzie jego decyzja. Ja mogę mu tylko pomóc i cieszę się, że mam taką możliwość. Myślę, że każdy rodzić to rozumie.

Rajdy to także liczne podróże, często w miejsca, o których nie myśleliśmy. Odkryłeś Polskę na nowo dzięki startom w RSMP?

- Podróżuję także służbowo, więc dość dobrze znam nasz kraj, mimo że biznesowe tempo często nie pozwala na to, by łączyć pracę ze zwiedzaniem czy podziwianiem walorów naszego kraju. W ostatnich latach mogłem jednak ścigać się blisko mojego ukochanego miejsca w Polsce, czyli Helu. Na południe od Trójmiasta mogliśmy rywalizować w szutrowej rundzie mistrzostw, a po mecie – wyskoczyć właśnie na półwysep. To niesamowite miejsce, nigdzie tak nie ładuje akumulatorów. Czasami zdarza mi się pojechać z Warszawy na Hel tylko na jeden dzień– na zachód słońca, spacer po plaży czy kilka kąpieli w Bałtyku. Dlatego każdy nowy odcinek S7 na północ od Warszawy cieszy mnie, jak żadna inna droga (śmiech).

Wielu kierowców rajdowych czy wyścigowych podkreśla, że zawody dają im tyle adrenaliny, że na drogach publicznych nie szaleją. Z drugiej strony od czasu do czasu słyszymy o niezbyt chwalebnych wyczynach kolegów po fachu. Jak jest z Tobą?

- Do poruszania się po drogach publicznych podchodzę zadaniowo. Moim celem jest dojechanie z punktu A do B w taki sposób, by było to bezpieczne, sprawne i nie uprzykrzało nikomu życia. Takie podejście pozwala także na łatwiejsze opanowanie emocji za kierownicą, szczególnie tych negatywnych, o które na polskich drogach niestety nietrudno. Rajdy uczą też tego, co często przewija się w policyjnych raportach, czyli dostosowania prędkości do warunków na drodze. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o samą prędkość, ale myślenie i zdrowy rozsądek, które są dla mnie nadrzędnymi wartościami. Jeżeli jedziemy po zatłoczonej drodze, na której co chwilę są światła, to wyprzedzanie, skakanie z pasa na pas i pośpiech nie prowadzą nas do niczego poza frustracją, wkurzaniem innych i zaburzaniem płynności ruchu. Ja po prostu dostosowuję swoją jazdę do sytuacji. Inaczej jazda wygląda w gęstym ruchu i w fatalnych warunkach, a inaczej na pustej autostradzie w letni poranek.

To działa? Co na ten temat mówią statystyki, czyli jak często widzisz policyjny lizak wyciągnięty w twoją stronę?

- Myślę, że relatywnie rzadko, aczkolwiek nie mam nic przeciwko częstym kontrolom. Wspomniane statystyki pokazują jak bardzo są potrzebne. Ostatnie moje spotkanie z policją wynikało bardzie ze stylu jazdy niż z powodu rażącego wykroczenia. Jak mówiłem, staram się nie uprzykrzać innym kierowcom życia, co rozumiem także przez szybkie ruszanie ze świateł. W końcu im sprawniej się zbierzemy, tym więcej nas przejedzie. Moje dynamiczne ruszanie zwróciło kiedyś uwagę policjantów, bo dość szybko rozpędziłem się do licznikowej 60-tki, a powinienem mieć 10 km/h mniej. Mój błąd, drobny, bo drobny, więc mandat przyjąłem bez dyskusji.

Wspomniałeś o tym, że w rajdach kluczowy jest dobór opon, a w tym roku mamy wyjątkowo łagodną zimę, więc czy potrzebne nam są jeszcze zimówki?

- W codziennej jeździe opony też są kluczowe. To jedna z najważniejszych rzeczy wpływających na nasze bezpieczeństwo. Różnica w osiągach między dobrą a słabą oponą jest często większa niż nam się wydaje. Dlatego gumy to chyba ostatnia rzecz, na jakiej można oszczędzać. Owszem, mamy teraz taką zimę, przez którą można by się „prześlizgnąć” na letnich oponach, ale wystarczy jeden chłodniejszy dzień, szklanka na zacienionym zakręcie, ośnieżony podjazd na skrzyżowaniu i już będziemy mieć problemy. Na 100 zimowych podróży możemy mieć idealne warunki, ale wystarczy jedno śliskie miejsce, fragment jezdni, na którym zaskoczy nas przyczepność, by przekonać się, że zmiana opon była dobrą decyzją.

Polskie drogi są coraz lepsze, a polscy kierowcy? Co twoim zdaniem moglibyśmy zmienić w systemie szkolenia, by wychować sobie pokolenie wzorowo jeżdżących kierowców?

- Myślę, że kandydatom na kierowców warto uświadamiać dwie rzeczy. Po pierwsze, fakt, że na drodze trzeba cały czas myśleć. Przewidywać, co może się wydarzyć, gdzie trzeba zachować szczególną ostrożność, jak ułatwić życie innym uczestnikom ruchu. Po drugie, ważna jest pokora. Sam wiem, jaką radość czuje młody człowiek, który właśnie odebrał prawo jazdy. Czuje się podbudowany, doceniony, a to bywa złudne. Kierowca, który ma pokorę wie, że zawsze może byćlepszy i rozumie, że uczy się i zbiera doświadczenie z każdym kilometrem. Sądzę, że dobrym pomysłem mogą być np. obowiązkowe zajęcia na płycie poślizgowej po trzech miesiącach od odebrania dokumentu. Sprawdzenie na własnej skórze jak łatwo jest stracić panowanie nad samochodem i jak trudno wyjść obronną ręką z sytuacji podbramkowej, to zimny prysznic, który może uratować niejedną rozpaloną głowę.

Czym tak właściwie są dla ciebie rajdy?

- To nie jest moja odskocznia, tylko styl życia i pasja, która nakręca mnie do działania, ale także uczy wielu rzeczy.

A jak stały się twoim stylem życia?

- Mógłbym powiedzieć, że stało się to bardzo wcześnie, bo już w szkole podstawowej. Z kolegami bawiliśmy się różnymi modelami samochodów, a ja zawsze wolałem te rajdowe. Najbardziej fascynująca była dla mnie Lancia Stratos. Podziwiałem kierowców, którzy potrafili opanować tę maszynę w tańcu na odcinkach specjalnych. Byli dla mnie jak herosi, więc nic dziwnego, że mały Tomek Gryc chciał być tacy, jak oni.

Nie zacząłeś jednak ścigania od Lancii Stratos?

- Nie wiem ile musiałbym na nią zbierać (śmiech). Na mojego pierwszego "Malucha" pracowałem trzy lata, więc na Lancię musiałbym czekać sporo dłużej. A że byłem niecierpliwy, to już pierwszego dnia po zakupie Fiata 126p zamontowałem w nim kubełkowe fotele i zacząłem szukać KJS-u, w którym mógłbym zadebiutować. Po "Maluchu" przyszedł Opel Astra, Renault Clio i Citroen C2 R2, czyli rasowa, agresywna i wymagająca rajdówka. Bardzo miło go wspominam. Następnym samochodem też była „ośka”, czyli Suzuki Swift Super 1600, którego zastąpił Mitsubishi Lancer Evo IX. W ostatnich sezonach byłem wierny Peugeotowi 208 R2, a na zakończenie tego roku spełniłem swoje marzenie i w dwóch rajdach wystartowałem Fordem Fiestą R5.

W jakim aucie i gdzie zobaczymy Cię w sezonie 2018?

- Pracujemy nad tym, żeby skompletować budżet na starty Fiestą R5 w RSMP. W 2018 roku chciałbym walczyć o podium w klasyfikacji generalnej mistrzostw Polski.


Rozmawiał: Adam Widomski

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Gryc

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje