Wołowski: Chłopaki Mourinho strzelają na wiwat

Piłkarze Barcelony potrzebowali triumfu na San Mames, by udowodnić sobie, że mogą wygrywać wielkie bitwy bez Messiego. Real stracił pozycję lidera po meczu z biedakiem z Levante płacąc za najgorszą w całej lidze skuteczność. Niech żyje Valencia!

Faul Tomasa Ujfalusiego na Leo Messim wydaje się mieć znacznie poważniejsze skutki niż kara dla Czecha i kontuzja Argentyńczyka. Media hiszpańskie wywarły taką presję na arbitrach, by lepiej strzegli nóg gwiazd, że w już w następnej kolejce faul Galana na Ronaldo zakończył się od razu czerwoną kartką, a rywal Realu kończył mecz w dziewiątkę. Trener Espanyolu Sanchez Libre mówił wtedy, że arbiter nadaje się co najwyżej do ligi regionalnej.

Reklama

W sobotę, na w meczu Athletic - Barcelona z boiska już po 33 minutach wyleciał Amorabieta po skoszeniu Iniesty. Bohater narodowy Hiszpanów, który zdobył zwycięską bramkę w finale mistrzostw świata, został wygwizdany na San Mames za symulowanie.

Drugi mecz Barca grała bez kontuzjowanego Messiego - w pierwszym ze Sportingiem na Camp Nou potwornie się męczyła. Wczoraj odniosła zwycięstwo pozwalające reszcie drużyny uwierzyć w częściową, chociaż niezależność od Argentyńczyka. W rolę Messiego wcielił się Iniesta i różnicy w grze Barcy nie było widać, choć waleczni Baskowie bili się do końca. Trzeba było widzieć wściekłość Victora Valdesa, gdy w 89. min obronił wspaniały strzał głową, a potem i tak musiał wyjąć piłkę z siatki, bo koledzy z obrony nie zablokowali dobitki Gabilondo. Gol Busquetsa przypieczętował jednak piłkarską wyższość gości.

W tygodniu przed starciem z Katalończykami Baskowie fetowali swojego legendarnego trenera Mr. Pentlanda, którego drużyna w latach 20. zdołała pokonać Barcelonę aż 12:1! Na San Mames przybyła jego córka symbolicznym kopnięciem zaczynając grę. Tym razem jednak piłkarze Athletic mogli przeciwstawić silniejszemu rywalowi tylko ambicję i siłę. Kiedy siły za dużo użył stoper Amorabieta, bitwa została przegrana.

Emocje były jednak tak wielkie, że w 86. min czerwoną kartkę za uderzenie rywala w twarz dostał David Villa. W najbliższym meczu ligowym z Mallorką Barca zagra już z Messim, ale będzie musiała sobie poradzić bez drugiego superstrzelca. Gdyby Villa dostał dwa mecze kary, nie wystąpi także w hicie z prowadzącą w lidze Valencią, z której latem za 40 mln przeniósł się na Camp Nou.

By zdobyć dwa gole w bieżących rozgrywkach David Villa musiał oddać 25 strzałów, Leo Messi zaledwie 11, a Cristiano Ronaldo 41! Ta prosta statystyka pokazuje problemy Realu Madryt, który na boisku Levante 24 razy uderzał na wiwat (wynik 0-0). W tym sezonie "Królewscy" strzelali już 105 razy zdobywając zaledwie sześć bramek, mają więc najgorszą skuteczność wśród 20 drużyn Primera Division (5,7 procent).

Refleksja? Jose Mourinho mówi oczywistości, czyli że kłopoty z celownikiem u Ronaldo, Higuaina i Benzemy kosztowały już zespół 4 pkt. Jorge Valdano dodaje enigmatycznie, że bramki opierają się "Królewskim". Higuain skarży się, iż w ubiegłym sezonie piłka wpadała do siatki po każdym jego strzale, w tym jakoś nie chce. Słucha za to liderów z Valencii, którzy po to, by zdobyć 9 bramek tylko 64 uderzali na bramkę osiągając 14-procentową skuteczność. Niemal trzy razy większą niż Real.

Drużyna z Walencji straciła latem nie tylko Villę, ale i Davida Silvę sprzedanego do Priemier League za 33 mln euro. W sobotę odegrał on jedną z kluczowych ról w zwycięstwie Manchesteru City nad osłabionym brakiem Lamparda liderem z Chlesea 1-0. Po słabym mundialu Silva był w City tylko rezerwowym, w końcu zaczął grać w podstawowym składzie i jak uważa hiszpańska prasa drużyna Roberto Manciniego jest coraz lepsza, bo uczy się rozumieć i wykorzystywać zalety mistrza świata.

Tymczasem bez swoich dwóch sztandarowych asów zespół Unaia Emery'ego nie poszedł na dno. Przeciwnie. Do wbicia dwóch goli Sportingowi w Gijon i powrotu na pozycję lidera starczyło mu 10 mint, a trener gospodarzy Manolo Preciado twierdzi, że jest poważną alternatywą dla pary kolosów z Madrytu i Barcelony. Nadchodzi jednak czas poważniejszego sprawdziwanu możliwości Valencii - najpierw jedzie u siebie z Manchesterem United, potem podejmuje w lidze Athletic, by w końcu wybrać się na Camp Nou.

Czytaj blog Darka Wołowskiego i dyskutuj na nim z autorem

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje