Wołowski: Erupcja przed burzą piłkarską

Zdjęcia z erupcji wulkanu Grimsvötn są idealnym komentarzem do zbliżającego się finału Champions League. Marcello Lippi oczekuje meczu dekady.

Przyspieszony wylot piłkarzy Barcelony do Londynu nie rozwiązuje problemów, których dostarczył katalońskiemu klubowi dryfujący znad Islandii pył wulkaniczny. Pepa Guardiolę dręczy widmo pustych krzeseł stadionu Wembley. Gdyby okazało się, że ruch lotniczy w Europie zostanie zdezorganizowany do tego stopnia, że 27 tys fanów Barcy nie zdoła dotrzeć na Wyspy, wyzwanie z gatunku tych najtrudniejszych, zmieni się w misję dla samotnych. Kibice Manchesteru dotrą do Londynu choćby na piechotę.

Ferguson nie poczuje się u siebie

Reklama

Co do wsparcia fanów podczas finału Ligi Mistrzów swoje wątpliwości ma też Alex Ferguson. Szkot przypomina, że w stolicy kraju jego drużyna rzadko czuje się jak u siebie. Hegemon ligi angielskiej ma w Londynie dość wrogów, którzy z satysfakcją wzięliby udział w jego sportowym pogrzebie. Dlatego, choć Manchester gra w swoim kraju, jego legendarny trener nie liczy wcale na lepsze traktowanie. UEFA przyznała rolę gospodarzy finału Katalończykom.

Trwa zażarta debata o zmianach, jakie przeszły obie drużyny przez dwa lata, czyli od chwili, gdy w Rzymie Barca pokonała Manchester 2-0. Jej odpryski godzą w Cristiano Ronaldo, laureata nagrody dla najlepszego strzelca lig europejskich. Dani Alves mówi wprost, że bez niego drużyna rywala jest silniejsza. Xavi Hernandez ma więcej dyplomacji. Uważa, iż po stracie Portugalczyka Manchester jest bardziej zbalansowany, to co stracił w ataku, zyskał w tyłach. A taki rywal będzie dla Barcy zdecydowanie bardziej niewygodny.

Nawet problem "Messi" można rozwiązać

Jak przez 24 miesiące zmieniła się Barcelona? "Jest jeszcze silniejsza niż w Rzymie, ale my wykorzystamy tamtą lekcję" - mówi Ferguson. Dodaje, że kiedy ma się w składzie tak wielkich graczy, jakich on ma, można znaleźć rozwiązanie każdego problemu. Nawet takiego, który nazywa się Leo Messi. Były trener reprezentacji Włoch Marcello Lippi widzi w Argentyńczyku czystego geniusza, najlepszego gracza naszych czasów, stawiając go w jednej linii z Pele, Maradoną i Di Stefano.

A jednak nawet Lippi stwierdza, że przez dwa lata Manchester zmniejszył dystans do Barcelony. Dlatego oczekuje, że będzie to mecz szczególny, który przyćmi wszystko to, co działo się w Champions League w ciągu ostatniej dekady. "W tym czasie Manchester i Barcelona stały się dwoma najsilniejszymi zespołami Europy" - wyjaśnił zapominając trochę o Milanie, zdobywcy Pucharu Europy z 2003 i 2007, finaliście z 2005 roku.

Jaką lekcję odebrał team Fergusona dwa lata temu? Trener United wspomina, że gol Samuela Eto'o pozbawił Manchester koncentracji. Zaczęła się nieco chaotyczna bieganina Anglików między Messim, Iniestą i Xavim. "Tym razem musimy znaleźć na nich sposób" - zapewnia Nemanja Vidic, i choć odpada jakikolwiek element zaskoczenia, Serb wie, jak będzie to trudne.

Czy David Villa zdoła zastąpić Eto'o, bohatera dwóch ostatnich finałów Ligi Mistrzów, w których grała Barcelona? 24 miesiące temu w Rzymie Kameruńczyk ograł jak dziecko Vidica i uderzeniem czubkiem buta pokonał Edwina van der Sara, co okazało się punktem zwrotnym finału. Pobiegł potem do chorągiewki uderzając lewą dłonią w wyprostowaną prawą rękę. To był hołd dla ojca, dla jego niepokornej krwi, która zaprowadziła syna na szczyt. Jakieś dziwne przeczucie podpowiedziało potem Guardioli, że nieposkromiony lew przestał pasować do grzecznych chłopców z "La Masia". Villa jest w drużynie swój, ale czy w futbolu na najwyższym poziomie, przede wszystkim o to chodzi?

Xavi i Vidic uważają, że tak. Podkreślają, iż siła ich drużyn płynie z jedności. Przez 25 lat pracy Fergusona na Old Trafford bywało z tym różnie. Wystarczy przypomnieć przykład Davida Beckhama, który został trafiony butem kopniętym przez Szkota w ataku furii. Odszedł do Realu Madryt, ale do dziś uważa, że 70-letni trener jest najlepszą gwarancją siły United. Dopóki on będzie na ławce, dopóty Manchester będzie wielki. "Barca, a także wszyscy rywale United muszą wiedzieć, że trafili na najlepszy zespół w historii tego klubu" - mówi Beckham.

MU z kolejnym wielkim Meksykaninem

Meksykanin Chicharito Hernandez o przeszłości rozmawiać, rzecz jasna, nie chce. Jako pierwszoroczniak w Manchesterze zrobił postępy, które wróżą mu karierę Hugo Sancheza (Real Madryt), czy Rafaela Marqueza (Barcelona). Ferguson opowiada, że sam się po nim nie spodziewał aż tyle. "Czasem w meczach sadzałem go na ławce, a kiedy następnego dnia przychodziłem do klubu, on już tam był, a potem trenował najdłużej ze wszystkich" - opowiada. Zdaniem Hernandeza jeszcze większy postęp niż on, zrobił w 12 miesięcy Antonio Valencia. Zdrowie pozwoliło wreszcie Ekwadorczykowi stać się skrzydłowym klasy światowej.

O sensacyjnych doniesieniach angielskich mediów dotyczących romansu Ryana Giggsa, Ferguson rozmawiać nie chce. 37-letni Walijczyk nie trenował z drużyną. Trener dał jednak do zrozumienia, że choć bardzo liczy na swojego faworyta, w jego zespole nie ma ludzi niezastąpionych.

Gerard Pique jest piłkarzem, któremu najłatwiej porównać Guardiolę z Fergusonem. Pracował z jednym i drugim. Do dziś utrzymuje kontakt z Wayne Rooney'em, który po półfinałach z Realem Madryt przysłał mu gratulacje. Pique nazywa obu trenerów motywatorami z urodzenia. Przed meczem w Rzymie Pep przygotował dla swoich graczy specjalne wideo wykorzystując sceny z filmu "Gladiator". Co zrobi tym razem? "Moi piłkarze zdobyli już wszystko, ale chciałbym, żeby wychodząc na Wembley, byli świadomi, iż to może być nasz ostatni finał". Messi traktuje to dosłownie. "Będę biegał, jakby to miał być dla mnie ostatni mecz w życiu" - obiecuje. Wiadomo jednak, że w sporcie trudno znaleźć lepszą motywację, niż ta, która płynie z chęci rewanżu. Dlatego Ferguson nie musi się specjalnie wysilać.

Na razie obaj rywale obsypują się lawiną komplementów gęstych jak pył wulkaniczny z Grimsvoetna. Najdalej potrwa to do soboty. Wtedy 22 graczy wyjdzie na boisko legendarnego stadionu, by rozegrać na nim szósty raz finał Pucharu Europy (pierwszy po przebudowie). Oba kluby wywalczyły na Wembley swoje pierwsze trofea, ale jak zgodnie przyznają, historia się już nie liczy. Jedyne istotne pytanie brzmi: kto zdobędzie Puchar Europy po raz czwarty?

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim na jego blogu!

Reklama

Reklama

Reklama