Wołowski: Ribery - odrażający, brudny, zły

100 mln euro - taką cenę zaporową postawił Bayern Monachium, by 12 miesięcy temu zatrzymać Francka Ribery'ego. O Francuza biły się Manchester United, Chelsea, Real Madryt i Barcelona. Dziś nie chce go nikt.

Właściwie modę na Francka Ribery'ego trudno było zrozumieć i wyjaśnić. Zaledwie rok temu, po bardzo złym sezonie Bayernu Monachium największe kluby Europy dostrzegły we Francuzie zbawiciela. Trener Barcelony Pep Guardiola widział w nim idealnego zastępcę dla starzejącego się Thierry'ego Henry'ego i fenomenalne uzupełnienie dla Leo Messiego. Real zdawał się mieć, poza pieniędzmi, dodatkowe argumenty. Przekonaniem Francka do gry w Madrycie zajął się jego wielki idol z boiska Zinadine Zidane. Prezes Florentino Perez postanowił pozbyć się Arjena Robbena, bo tylko Ribery mógł być godną parą dla Cristiano Ronaldo.

Reklama

Menedżer Manchesteru Alex Ferguson miał też swoje zamiary wobec Francuza chcąc zrekompensować sobie nim stratę Portugalczyka. Porównanie z Ronaldo wydawało się tak oczywiste, że dyrektor generalny Bayernu Uli Hoeness wyciągnął jedyny logiczny wniosek: jego skrzydłowy wart jest tyle samo (100 mln euro). Batalia była zacięta, bo w geniusz Ribery'ego uwierzyli także szefowie Chelsea. Choć wszystko to wyglądało na owczy pęd, bez dostatecznego uzasadnienia, pragmatyczni zazwyczaj szefowie Bayernu odrzucił wszystkie oferty. Na swoje nieszczęście?

Minął rok: jeden z najlepszych w całej historii klubu z Bawarii. Bayern był o kroczek od potrójnej korony - przegrał jednak finał Champions League z Interem Mediolan. Ukarany za czerwoną kartkę Ribery w nim nie grał, niewielki miał udział w sukcesach klubu. Z piłkarza pierwszego planu stał się graczem stojącym w cieniu: za Robbenem, Thomasem Muellerem, Ivicą Olicem i innymi. "Rekompensował" to sobie poza boiskiem. Najpierw został "gwiazdą" skandalu związanego z podejrzeniami o seks z nieletnią prostytutką, na mundialu w RPA zagrał główną rolę w buncie graczy przeciw selekcjonerowi, który skompromitował cały francuski futbol. Dziś wielki piłkarski "przebój" poprzedniego lata jest jak bohater filmu Ettore Scali "odrażający, brudny, zły".

Nikt z wielkich nie wydałby teraz na Francka złamanego grosza. A przecież jeśli był tak znakomity, to przez 12 miesięcy grać w piłkę zupełnie nie zapomniał. Właśnie dziś można by dać mu szansę odkupując z Bayernu za niewielką kwotę. Jak widać jednak nie tylko my zwykli kibice, ale nawet największe kluby i najwięksi fachowcy też ulegają modom na piłkarzy.

Dyskutuj o Francku Ribery z Darkiem Wołowskim na jego blogu!

Dowiedz się więcej na temat: Real | Monachium | Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje