Wołowski: Robinho, drugie wcielenie Denilsona, a nie Garrinchy?

Właściciel Manchester City szejk Mansour szybko przekonał się jak łatwo wyrzucić w błoto 42 miliony euro. Wystarczyło zrobić z Robinho najdroższego piłkarza Premier League.

Niedoceniony w Madrycie, czy przeceniony w Manchesterze? Bijący się o Wielką Czwórkę City ogłosił właśnie, że negocjuje z Santosem w sprawie powrotu Robinho do Brazylii. Były faworyt Pelego może czuć się rozgoryczony. Przybywał na podbój Europy jako młody bożek futbolu, zaledwie 5,5 roku później ucieka z niej sfrustrowany, niechciany i pobity. Kopia niejakiego Denilsona, z którego 12 lat temu Betis Sewilla uczynił najdroższego gracza świata. Wystarczył wtedy jeden towarzyski turniej (Tournoi de France), by Europejczycy postradali rozum dla lewoskrzydłowego. Od lat 50. każdy barokowy drybler z Brazylii jest dla nich kolejnym wcieleniem Garrinchy. Tymczasem Denilson, a chyba także Robinho mają z dwukrotnym mistrzem świata tyle wspólnego, ile zawiera się w stwierdzeniu "krnąbrny charakter".

Reklama

Jeszcze tak niedawno perspektywy malowały się pięknie. Kiedy półtora roku temu Robson de Souza uciekał z Primera Division do Premier League wielu z nas kiwało głowami ze zrozumieniem. Ówczesny prezes Realu Ramon Calderon całe lato ślepo bił się o Cristiano Ronaldo traktując Robinho jak towar na wymianę. Po dobrym sezonie, kiedy Brazylijczyk oczekiwał podwyżki, Calderon chcąc obniżyć koszty Portugalczyka, oferował go Manchesterowi United. Samego Robinho nie zapytał nawet o zdanie. Duma piłkarza została urażona do żywego, więc z wszystkich sił nalegał na transfer do Chelsea. Jedyny kompromis, jaki Robinho był w stanie zawrzeć z Calderonem polegał na tym, że przyparty do muru prezes Realu oddał go do City, za najwyższą kwotę, za jaką kiedykolwiek królewski klub sprzedał piłkarza.

Nowy właściciel Manchesteru City, szejk Mansour miał spektakularne wejście do Premier League bijąc jej rekord transferowy. Już w debiucie przeciwko Chelsea (1:3) Brazylijczyk zdobył gola, ale też przekonał się, że będzie grał w drużynie najwyżej przeciętnej. Przez 12 miesięcy Robinho nie miał z kim grać, dziś City jest na tyle silne, że może się obejść bez swojego najdroższego piłkarza. Zwłaszcza, że Brazylijczyk imponuje głównie muchami w nosie. Już przed rokiem, gdy nie dostał pozwolenia szefów City, by 25. urodziny spędzić w Brazylii, samowolnie opuścił zgrupowanie na Teneryfie. I trzeba było kilka razy prosić, by raczył wrócić.

Latem Mansour ocierał się o kolejne rekordy transferowe, a gdy zaczął się sezon jego najdroższy piłkarz został kontuzjowany w meczu el MŚ Argentyna - Brazylia. Kiedy mógł wrócił do gry, okazało się, że drużyna jest silna i musi walczyć o swoje miejsce. To było poniżej jego godności, więc tak dla Marka Hughesa, jak i Roberto Manciniego okazał się graczem zbędnym.

Robinho zamarzyło się słońce Katalonii, Barcelona robiła mu nadzieję, a 63 proc czytelników "El Mundo Deportivo" chciało zamiany Robinho za Henry'ego. Historia była o krok, by zatoczyć koło, Brazylijczyk przybył do Madrytu jako odpowiedź na Leo Messiego, tymczasem teraz mieli się spotkać po przeciwnych stronach boiska. Fani spodziewali się, że "piłkarz futsalowy" zatroszczy się o wyrównanie sił na obu skrzydłach. Zrezygnował z niego Guardiola mając na uwadze nie tyle umiejętności, co charakter piłkarza. Po tym, co wyprawiał w ostatnich latach pobytu na Camp Nou Ronaldinho, Katalończycy boją się balangowiczów jak ognia. Transfer Robinho był drogi i ryzykowny (...)

CZYTAJ CAŁY TEKST I DYSKUTUJ NA BLOGU Z AUTOREM

ZOBACZ BLOG DARKA WOŁOWSKIEGO

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Robinho: Odchodzę do Santosu!

TAK CZAROWAŁ ROBINHO W BARWACH SANTOSU:

TAK POPISYWAŁ SIĘ W REALU MADRYT:

A TAK STRZELAŁ W PIERWSZYM SEZONIE W BARWACH MAN CITY:

Reklama

Reklama

Reklama