Wołowski: Ronaldo, to jednak lider

Choć Barcelona i Messi zdają się być jego osobistą zmorą, to jednak właśnie Cristiano Ronaldo jako jedyny piłkarz Realu Madryt znalazł w sobie siłę, by nie złożyć broni po porażce 0-5 w Gran Derbi.

Mecz "Królewskich"z Valencią był z gatunku tych, których obaj rywale bardzo się boją. Drużyna Unaia Emery'ego przybyła na Santiago Bernabeu wylękniona, że kolos z Madrytu zechce na niej odreagować klęskę w Gran Derbi. Na wszelki wypadek goście starali się nie drażnić lwa - wyszedł im, więc jeden z najsłabszych meczów sezonu. Emery nie miał piłkarzy, którzy chcieli w stolicy czegoś więcej, niż poprosić o najniższy wymiar kary.

Reklama

Meczu obawiał się także Jose Mourinho. Do tego stopnia, że zamiast zastąpić kontuzjowanego Gonzalo Higuaina Karimem Benzemą, wzmocnił środek pola Lassem Diarrą, czyli zrobił to samo, co na Camp Nou przy stanie 0-2. Bez środkowego napastnika Real bardzo się męczył w pierwszej połowie stwarzając może dwie szanse na gola. Tę lepszą zmarnował Sami Khedira, który był w szoku, gdy znalazł się sam na sam z bramkarzem.

Do 70. minuty i kontrowersyjnej czerwonej kartki dla Davida Albeldy nie padły bramki. Potem dwoma akcjami mecz rozstrzygnął Ronaldo. "CR7 nie składa broni" - napisał dziennik "Marca". Po wszystkich innych graczach królewskiej drużyny widać było niszczące ślady starcia z Barceloną. A przecież Portugalczyk też nie miał łatwych dni - na Camp Nou z kretesem przegrał kolejny prestiżowy pojedynek z Messim, Victora Valdesa nie zdołał pokonać w szóstym meczu - zawiódł jako lider, snajper i jeden z najwybitniejszych piłkarzy świata. Zdołał się jednak otrząsnąć.

17 goli w 14 kolejkach - gracza o takich ligowych statystykach na tym etapie sezonu Real nie miał od 75 lat. Ronaldo, który "wtopił się" w klęskę na Camp Nou, pięć dni później potrafił się odrodzić biorąc na siebie ciężar zwycięstwa nad Valencią. Była to sprawa kluczowa - strata następnych punktów mogła już być bardzo trudna do odrobienia.

Jeśli Real przetrwa te ciężkie dni, to nawet nie dzięki Mourinho, ale swojemu liderowi na boisku. Trener znów 90 minut siedział bezczynnie na ławce jakby w jego głowie wciąż kołatały się bolesne obrazy sprzed pięciu dni. Gdyby za jakiś czas "Królewscy" wyszli z szoku i zagrozili jednak Barcelonie w drodze po trzeci kolejny tytuł mistrzowski, można będzie za to chwalić najdroższego piłkarza świata. Jest jednak liderem zespołu: w tak trudnych chwilach wykazał najwięcej klasy i wewnętrznej siły.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim!

Primera Division - zobacz wyniki, strzelców, składy, terminarz i tabelę

Zobacz bramki Cristiano Ronaldo w meczu z Valencią:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje