Tobias Torgersen: Naszym celem od początku były igrzyska

Po 11 z 18 biegów zaliczanych w tym sezonie do Pucharu Narodów, Polki zajmują 10. miejsce. Rok temu o tej samej porze "Biało-czerwone" były sklasyfikowane dwie pozycje niżej. To jednak nie pucharowe punkty są tej zimy priorytetem, a przygotowanie jak najlepszej formy na igrzyska. - Sztafetą w Ruhpolding dziewczyny pokazały, że jesteśmy na dobrej drodze - zauważył trener Tobias Torgersen.

W tym sezonie w każdym starcie zaliczanym do Pucharu Narodów (sztafety, sztafety mieszane, biegi indywidualne, sprinty) reprezentantki Polski inkasują średnio 263 punkty. W tym samym czasie poprzedniego sezonu było to 238. Postęp jest wynikiem m.in. dobrych występów Weroniki Nowakowskiej, która wróciła do sportu po przerwie macierzyńskiej. Bieg sztafet w Ruhpolding pokazał jednak, że pod skrzydłami nowego szkoleniowca panie zyskały nową motywację do pracy i co ważne, ufają swojemu trenerowi.

Reklama

- To był naprawdę bardzo dobry występ. Nie idealny, ale bardzo dobry. Do triumfatorek zabrakło nam dziś bardzo niewiele. Jeśli podobnie zaprezentujemy się w Pjongczangu, będę niesamowicie szczęśliwy. Tam presja będzie większa, ale to może oznaczać więcej błędów na koncie innych zespołów. My nie będziemy tam faworytami. To inne kraje będą musiały walczyć podium. Mam nadzieję, że fizycznie w Korei będziemy jeszcze lepiej przygotowani – zaznaczył Torgersen, który jako zawodnik wywalczył w przeszłości brązowy medal mistrzostw świata juniorów.

To właśnie przygotowaniom do igrzysk zostały podporządkowane wszystkie styczniowe starty. I tak w najbliższych zawodach Pucharu Świata, w Anterselwie, nie zobaczymy Moniki Hojnisz, Magdaleny Gwizdoń i Krystyny Guzik, a Weronika Nowakowska pobiegnie tylko w „masówce”.

- Naszym celem od początku sezonu jest jak najlepsze przygotowanie reprezentacji do igrzysk. Tak, by zespół miał szanse na walkę o medale. Sobotnią sztafetą dziewczyny pokazały, że jesteśmy na dobrej drodze. Udowodniły, że jeśli unikniemy kłopotów zdrowotnych, będziemy wśród kandydatów do medalu. Choć takich kandydatów będzie oczywiście wielu – podkreślił Torgersen.

Zamiast startować na dużej wysokości panie będą szlifowały formę na zgrupowaniu w Ruhpolding, na dobrze przygotowanych trasach i przyjaznej strzelnicy.

- Wciąż możemy pracować nad drobnymi elementami, takimi jak chociażby szybkość strzelania. To nie jest coś, co można poprawić w krótkim czasie, ale jeśli dziewczyny zyskają trochę pewności siebie, zapewne zaczną strzelać szybciej – zauważył Norweg.

- Pewności siebie już teraz nie brakuje Weronice, która przyzwyczaiła się do występów na wysokim poziomie. Z kolei Monika miała bardzo dobry okres przygotowawczy i początek występów na śniegu, lecz potem coś poszło nie tak i przeżywała trudne chwile. W Ruhpolding pokazała jednak, że jest w stanie przezwyciężyć kryzys. Ona jest świetna technicznie, w ogóle nie ma słabych stron – dodał.

Z treningów z trenerem Torgersenem zadowolone są wszystkie reprezentantki. W jaki sposób ledwie 35-letni szkoleniowiec zdołał je przekonać do swoich metod i pomysłów?

- Razem podejmujemy decyzję, co do drobnych zmian. Ważna okazała się elastyczność. Nie przyszedłem do zawodniczek z gotowym planem, którego musiałbym się trzymać za wszelką cenę. Razem dokonywaliśmy drobnych modyfikacji i korekt – przyznał.

Ważnym elementem treningu jest wzajemna rywalizacja. – Jest ona dla mnie ważna, ale nie może trwać nieprzerwanie. Potrzebne są momenty spokoju, podczas których pracujemy nad szczegółami. Jeśli sportowiec czuje, że zawsze musi udowadniać swoją wartość, wówczas się denerwuje. Od tego są zawody. Natomiast rywalizacja podczas treningów ma na celu przywyknięcie do sytuacji stresowych i radzenie sobie z nimi. Stąd część zajęć prowadzonych w takiej formule już od majowego zgrupowania – poinformował trener.

Dla wielu nominacja Torgersena na stanowisko szkoleniowca było sporym zaskoczeniem. Poprzedni eksperyment z młodym szkoleniowcem z Norwegii Jonem Arne Enevoldsenem nie zakończył się pomyślnie. Szybko się jednak okazało, że dobrze zapowiadający się w przeszłości biathlonista ma umiejętność zjednywania sobie ludzi, a doświadczenia z lat pracy z kadrą Szwajcarii, Szwecji i młodzieżowej reprezentacji Norwegii są nieocenione w trenowaniu Polek.

- Decyzja o objęciu reprezentacji Polski była trudna. Nie wiedziałem wiele o waszym biathlonie. Znałem raptem kilku sportowców i Duszniki-Zdrój, gdzie rozegrano mistrzostwa Europy. Sądziłem, że będzie to duże wyzwanie, bo nie miałem pojęcia, jak wszystko wygląda od środka. Czasu nie było dużo, a musieliśmy szybko się poznać. Wszystkiego uczyliśmy się na bieżąco – tłumaczył Torgersen.

- Gdybym został trenerem polskiej kadry rok, czy dwa wcześniej, miałbym większą wiedzę na temat dziewczyn. Jestem jednak bardzo usatysfakcjonowany i wdzięczny federacji za to, jak mnie przyjęła. Cieszę się też z tego, jak przyjęli mnie sportowcy i że po kilku tygodniach byli w stanie mi zaufać. Razem z sześcioma dziewczynami stanowimy zespół. Pracujemy razem i to jest klucz do udanych przygotowań. Mieliśmy oczywiście lepsze i gorsze chwile. W przypadku Weroniki i Krystyny w pewnym momencie postępy pojawiały się wolniej niż one by tego chciały. Ale obie miały swoje powody, dla których czas przygotowań był trudny. Weronika wracała do sportu po urodzeniu dziecka, a Krysia wciąż odczuwała skutki kontuzji sprzed dwóch lat. Najważniejsza była cierpliwość. Musieliśmy robić wszystko krok po kroku, wierząc w to, co robimy. Nawet jeśli latem, wydawało się niemożliwe, że osiągniemy taki poziom jak w Ruhpolding. Momentami było ciężko, ale wszyscy mocno pracowaliśmy – oświadczył trener.

W miejsce czterech najlepszych polskich biathlonistek w Anterselwie wystąpią Kamila Żuk, Kinga Mitoraj, Anna Mąka i Karolina Pitoń. Dla każdej z nich będzie to szansa na zaprezentowanie swoich umiejętności w rywalizacji z najlepszymi.

Relacje na żywo z Pucharu Świata w Anterselwie (Antholz) w Eurosporcie 1 od czwartku.

Bartosz Rainka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje