Waśkiewicz prezesuje Górnikowi, życzy sukcesów biathlonistom

Zbigniew Waśkiewicz w czerwcu zakończy niemal ośmioletni okres kierowania biathlonową federacją. Od marca prezesuje piłkarskiemu Górnikowi Zabrze. - Biathlonowi niezbędny jest sukces! Ale nie taki jednorazowy, tylko trwający dłużej - powiedział.

PAP: Ponad siedem lat w biathlonie. Warto było? To dyscyplina mało znana, mało medialna. Właściwie mówi się o niej co cztery lata przy okazji igrzysk olimpijskich. Co pana skłoniło do szefowania federacji?

Reklama

Zbigniew Waśkiewicz: - Kiedy w 2006 roku kilku polityków zwróciło się do mnie z propozycją uporządkowania Polskiego Związku Biathlonu nie sądziłem, iż to będzie taka długa przygoda. Po pierwszym roku kadencji rektorskiej na AWF Katowice ludzie zauważyli i docenili działania, które tam wykonałem. Miały one podobny charakter do tych oczekiwanych w PZBiath. Zbyt długo się nie zastanawiałem i przystałem na propozycję ówczesnego ministra sportu. Czy było warto? Na pewno tak. Zdobyłem nowe doświadczenia, poznałem mnóstwo ludzi i mam nadzieję, że jednak coś dobrego dla dyscypliny udało się zrobić. Historia oceni...

Kiedy zaczynał pan jako kurator, sytuacja w PZBiath. była raczej zabagniona. Długi, kłótnie etc. Łatwo było to wyprostować?

- Początki nie były łatwe. Byłem obcy, spoza środowiska. To z jednej strony ułatwiało bezstronność w wielu sprawach, a z drugiej strony wzbudzałem nieufność i często ciężko było ludzi przekonać do niektórych działań. Związek organizacyjnie i logistycznie był raczej w innej epoce. Dwa pokoje w jakimś zapyziałym warszawskim biurowcu. Wszystko na głowie jednej osoby i księgowej. Łatwo nie było, ale z dnia na dzień się zmienialiśmy. A to była ta łatwiejsza zmiana. Później długi, dziwne sprawy finansowe i inwestycyjne. W sumie do 2012 roku musieliśmy do budżetu państwa oddać ok. 1,2 mln złotych, a proces sądowy wciąż trwa...

Czy dziś sytuacja związku jest lepsza?

- Na pewno organizacyjnie jesteśmy jednymi z lepszych w Polsce. I to nie moje zdanie, a raczej naszych partnerów, sponsorów czy nawet osób z ministerstwa sportu. To ważne! Można być biednym, ale trzeba być dobrze zorganizowanym, bo inaczej nikt nie będzie chciał z rozmawiać. Po zakończonej wieloletniej umowie z firmą Viessmann, której to decyzji do dziś nie rozumiem, wydawało się, że będzie bardzo ciężko. Ta firma wycofała się na pięć miesięcy przed mistrzostwami świata w Novym Meście! Bywa...

- Ostatnio jednak nowa umowa z partnerem strategicznym, czyli Totalizatorem Sportowym, daje ogromne nadzieje na przyszłość. Na przyszłość, na którą w tym roku trzeba zapracować. Kończymy rok dodatnim wynikiem finansowym. Na koncie jest trochę pieniędzy, choć bez szaleństwa. Trwają rozmowy z jeszcze jednym sponsorem. Umowa ze sponsorem technicznym 4F jest ważna jeszcze rok, a jeśli chodzi o wyposażenie w sprzęt sportowym, to wydaje mi się, że raczej niczego nie brakuje, choć zawsze może być lepiej.

Skończył się w międzyczasie "czas Sikory". Tomek chyba ciągnął dyscyplinę sportowo, medialnie, sponsorsko. To był problem? Jak sobie poradziliście?

- Z pewnością Tomasz był "twarzą" polskiego biathlonu. I co tu dużo ukrywać, wciąż nią jest! Wszystkie rozmowy rozpoczynają się od pytania co robi Sikora? Na szczęście pracuje w związku, jest trenerem, członkiem zarządu, więc dalej z jego pozycji w świecie sportowym i marketingowym korzystamy. Nasze panie starają się przejąć jego rolę, ale wydaje mi się, że zbyt szybko to jednak nie nastąpi.

Co było największym sukcesem, co porażką przez te lata? Był jakiś cel do zrealizowania?

- Sukcesem było zbudowanie profesjonalnej grupy sportowej i zapewnienie sportowcom praktycznie idealnych warunków treningowych. Dwa medale MŚ kobiet, kilka świetnych startów w Pucharze Świata. Porażka to brak medalu na dwóch kolejnych igrzyskach! Warto też dodać, że mamy cztery obiekty treningowe w Polsce. I choć tylko jeden ma licencję IBU (Międzynarodowa Federacja Biathlonowa - PAP), to na pozostałych bez problemu można trenować i organizować zawody krajowe.

Co jest największym problemem w rozwoju biathlonu w Polsce? Pieniądze? Brak wielkich sukcesów? Infrastruktura?

- Oczywiście problemem jest brak pieniędzy. I to nawet nie na sport seniorski, choć tutaj nie ma kwot, których nie można by wydać, bo szkolenie na najwyższym poziomie jest koszmarnie drogie. Zawsze stoimy przed wyborem z czego zrezygnować. Mimo to udaje nam się naszej czołówce zapewnić dobre warunki treningowe. Problem tkwi w finansowaniu sportu klubowego! Kluby są biedne i coraz częściej nie stać ich na szkolenie na dobrym poziomie. Zorganizowaliśmy cykl zawodów "Celuj w Igrzyska" dla wszystkich młodych sportowców. Okazało się, że niektórych klubów nie stać na udział we wszystkich organizowanych przez nas zawodach! Obejmujemy szkoleniem centralnym prawie wszystkich młodych zdolnych sportowców, ale bez silnych podstaw finansowych i organizacyjnych w sporcie dziecięcym i młodzieżowym zginiemy bez dopływu nowych talentów. A tu niestety tylko masowość może zapewnić "produkcję" młodych sportowców.

Taka posada w związku sportowym wydaje się ciepła i na lata - chyba, że statut związku nie pozwala. A teraz powrót do futbolu, gdzie wszystko raczej mało stabilne. Nie było obaw?

- Na pewno odchodząc z biathlonu mam poczucie lekkiego niespełnienia. Mimo osiągnięcia celów organizacyjnych nie udało się osiągnąć sukcesu sportowego. A o to przecież chodzi w sporcie! Najlepszą oceną pracy jest wynik sportowy, a ten, mimo że na pewno był niezły zwłaszcza w ostatnich latach, trudno uznać za spektakularny, porównywalny ze skoczkami narciarskimi lub łyżwiarzami szybkimi. Jednocześnie kolejne cztery lata to byłaby chyba zbytnia stabilizacja i rozwiązywanie tych samych problemów, sporów personalnych i kwestii finansowych. Mężczyzna potrzebuje wyzwań. Na pewno powrót do piłki nożnej to powrót na niespokojne wody! Zwłaszcza w Górniku Zabrze, gdzie jest bardzo dużo do zrobienia. Sporo pracy. W ostatnim czasie otrzymałem bardzo wiele wyrazów zaufania od kibiców i przyjaciół Górnika. Wierzą, że pomogę Górnikowi w powrocie do czasów normalności. Też mam taką nadzieję.

Jaki teraz jest cel?

- Jeśli chodzi o moje cele, to na pewno przywrócenie normalności organizacyjnej i finansowej w Górniku. Po ostatnich występach na boisku okazuje się, że i w sferze sportowej jest sporo do zrobienia... A biathlon? No cóż. Zawsze będę chętnie pomagał, wciąż uczestniczę w negocjacjach z nowym sponsorem. Myślę, że biathlonowi niezbędny jest sukces! Ale nie taki jednorazowy, ale trwający dłużej. Tak jak w przypadku Małysza, Kowalczyk, Stocha. Tylko taki daje gwarancje zbudowania silnego sponsoringu i popularności. A cel na najbliższy czas w biathlonie? Chyba dopasowanie się do nowych realiów finansowania sportu narzucanych przez MSiT.

Wybory nowego szefa PZBiath. odbędą się 15 czerwca. Waśkiewicz (były asystent trenera m. in w GKS Katowice) w nich nie wystartuje, tego dnia zakończy pracę w związku.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Waśkiewicz | Górnik Zabrze | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama