Józef Łuszczek o MŚ: Zaatakowałbym na 25. kilometrze

Józef Łuszczek uważa, że Justyna Kowalczyk w sobotnim biegu narciarskim na 30 km w mistrzostwach świata w Val di Fiemme powinna była rozpocząć atak pięć kilometrów przed metą. "Na finiszu nie miała szans z Bjoergen" - ocenił złoty medalista z Lahti (1978).

Jego zdaniem tylko taka taktyka umożliwiłaby pokonanie Norweżki. Według niego, Polka nie powinna dopuścić do bezpośredniej walki na stadionie.

Reklama

"Śledzę, a później analizuję każdy pojedynek Justyny z Marit i ostatnie metry są zwykle domeną Norweżki. Gdyby pięć kilometrów przed metą Polka wyrwała do przodu w stylu, który jest w jej wykonaniu skuteczny, Bjoergen po prostu nie dałaby rady dotrzymać jej kroku. To był moim zdaniem jedyny sposób, żeby ją porządnie zmęczyć i wygrać ten bieg" - powiedział PAP Łuszczek.

Według niego Kowalczyk będąc w tak dobrej formie powinna była przywieźć z Włoch przynajmniej dwa medale indywidualne.

"Pewniakami były bieg łączony i 30 km. Miałem też nadzieję na 10 km i sprint. No i sztafeta. Tu mogła być na sto procent pierwsza szóstka, a kto wie - może i trzecie miejsce" - dodał.

Polki w sztafecie były dziewiąte. Mistrz świata z Lahti powiedział, że po tym starcie był zły na swoją córkę - Paulinę Maciuszek.

"Wybrała złą taktykę. Ona po tym, jak Justyna wbiegła w strefę zmian jako pierwsza, tak się +spięła+, że moim zdaniem przestała myśleć. Zamiast ruszyć swoim tempem, wyrwała do przodu, chcąc za wszelką cenę utrzymać prowadzenie. No i +spuchła+. Szkoda, że trener na trasie nie zwrócił jej uwagi" - podsumował Łuszczek.

Dowiedz się więcej na temat: Marit Bjoergen | Justyna Kowalczyk | Józef Łuszczek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje