Norwescy biegacze narciarscy powalczą o... mięso łosia

Rywalizacja w Pucharze Świata w biegach narciarskich zakończyła się 24 marca, ale w Norwegii sezon jeszcze trwa i w weekend odbędzie się druga część mistrzostw kraju. W biegach na 30 i 50 kilometrów lotnymi premiami nie będą sekundy lecz ... mięso łosia.

Pod nieobecność 12-krotnej mistrzyni świata i trzykrotnej olimpijskiej Marit Bjoergen, która przebywa na wakacjach na karaibskiej wyspie Aruba i "zwolnionej" w ostatniej chwili ze startu Therese Johaug największą faworytką biegu na 30 kilometrów jest Heidi Weng.

Reklama

Norweżka zapowiedziała ostrą walkę z koleżankami z reprezentacji, ponieważ na lotnych premiach można będzie wygrać w sumie 10 kilogramów mięsa.

- Uwielbiam łosia i po okresie, w którym przez ponad pięć miesięcy kontrolowałam dietę, będę mogła do syta najeść się kotletów z tego zwierzęcia. To bardzo szlachetne mięso, które jem tylko poza sezonem - powiedziała Weng.

Ze względu na mistrzostwa świata w Val di Fiemme na przełomie lutego i marca oraz rozgrywanego na przełomie grudnia i stycznia Tour de Ski, mistrzostwa Norwegii w narciarstwie klasycznym zostały podzielone na dwie części. Pierwszą rozegrano w dniach 25-29 stycznia w Gasbu, druga odbędzie się w najbliższy weekend w Loeten. Skoczkowie rywalizowali już w listopadzie w Rena.

W weekend rozegrane zostaną sprinty drużynowe i biegi kobiet na 30 kilometrów i mężczyzn na 50 kilometrów techniką klasyczną. Do startu zgłoszono 51 zawodniczek i aż 159 zawodników.

- W Norwegii najważniejszym dystansem dla każdego biegacza jest właśnie 50 kilometrów klasykiem, który nazywamy "próbą męskości" i dlatego chętnych do zwycięstwa będzie wielu, nie tylko ze względu na rezultat, lecz także cenne premie. Po sezonie wszyscy są głodni jak wilki -  podkreślił zdobywca Pucharu Świata Petter Northug.

"Mięsne" nagrody stały się już w Norwegii tradycją. Kolega Northuga z reprezentacji Sjur Roethe wygrał w styczniu 46-kilometrowy bieg Budorrennet, w którym główną nagrodą była połowa łosia. - Zamrożone kawałki dotrwały do Wielkanocy i były głównym daniem dla całej mojej rodziny - powiedział biegacz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje