PŚ w biegach - media: niespodziewany sukces Johaug

Zwycięstwo Therese Johaug w punktacji generalnej Pucharu Świata w biegach narciarskich odebrane zostało w Skandynawii jako wielkie zaskoczenie i "wynik, w który nikt nie wierzył", a radość biegaczki na mecie nazwano "krzykiem dzikiego kota", który "pokazał pazury".

Komentatorzy szwedzkiej telewizji SVT podczas biegu na 10 kilometrów na dochodzenie w niedzielę w Falun, będącym ostatnią konkurencja sezonu, ze zdumieniem podawali ilość sekund dzielącą Johaug i goniącą ją Marit Bjoergen. Podkreślali ze zdumieniem, że wcale nie maleje, lecz nawet rośnie. Na kilometr przed metą skomentowali: "nasz pewniak nie ma siły, a w taką kolejność nie wierzył w najśmielszych marzeniach nikt, nawet sama Johaug".

Reklama

Podobne nastroje panowały wśród ekspertów telewizji norweskiej NRK, którzy podkreślili, że doceniali siłę i dziką zaciętość Johaug, lecz "w miarę pewnie" wygrać miała doświadczona Bjoergen.

Przed biegiem na antenie stacji trener Norweżek Egil Kristiansen ocenił, że Johaug ma pewne szanse, ale nie da rady sile Bjoergen więc "zwyciężczyni może być tylko jedna". Po zawodach stwierdził: "jestem nieco zaskoczony, Therese na zakończenie sezonu dała nam jedyny w swoim rodzaju show".

Po zawodach dziennik "Dagbladet" ocenił, że "Therese na mecie krzyczała jak oszalały dziki kot leśny, lecz to był krzyk zasłużonego zwycięstwa naszej księżniczki nart".

Po biegu Johaug podkreśliła, że królową jest w dalszym ciągu Bjoergen. "W tym sezonie miałam trochę szczęścia, ponieważ Marit straciła cenne punkty wycofując się w połowie Tour de Ski. Nie sądziłam jednak, że o wszystkim zadecyduje ostatni bieg sezonu, do którego byłam zmotywowana jak nigdy. Czułam się outsiderką, skazaną przez media na pożarcie jeszcze przed startem, więc zawzięłam się wiedząc, że stoję przed wielką szansą. Marit w dalszym ciągu jest lepszą i wszechstronniejszą biegaczką ode mnie i nie  ma tu mowy o zmianie na tronie" - powiedziała.

Bjoergen przyznała, że jeszcze przez pół godziny po biegu była roztrzęsiona i w pewnym szoku. "Nie mogłam dojść do siebie. Byłam pewna że dogonię Therse, lecz ona w połowie biegu narzuciła jeszcze silniejsze tempo, którego już nie wytrzymałam. Najbardziej komiczne w tym wszystkim jest to, że po tylu miesiącach wspólnych treningów i znając się na wylot w końcu musiałyśmy rywalizować o zwycięstwo w PŚ w ostatnim biegu sezonu".

Rozrywana przez szwedzkich i norweskich dziennikarzy Johaug zapowiedziała, że Falun będzie w niedzielę wieczorem świadkiem imprezy jakiej "jeszcze to miasto nie widziało". "Tu odbędzie się zabawa na całość, tak jak robimy to na wsi u mnie w domu w Dalsbygda - do rana" - dodała.

Biegaczka nie zakończyła jeszcze sezonu i wystartuje w dniach 28-30 marca w Gala w drugiej części mistrzostw kraju w biegu na 30 kilometrów techniką dowolną. Jej ostatnią rywalizacją będzie arktyczny maraton 2 maja na Spitsbergenie, gdzie w  rozgrywanym od 21 lat biegu na dystansie 42 kilometrów wystartuje 700-800 biegaczy i biegaczek. Będą ich ochraniać strzelcy wyborowi ze względu na niebezpieczeństwo ataku białych niedźwiedzi.

Dowiedz się więcej na temat: Therese Johaug | Marit Bjoergen | biegi narciarskie | Puchar Świata

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje