Therese Johaug wraca po dyskwalifikacji. Przepłakała wiele dni

Therese Johaug przyznaje, że podczas zawieszenia za stosowanie niedozwolonych środków miała problem z motywacją do dalszych treningów. Z pomocą przyszli jej jednak najbliżsi, dzięki którym przetrwała ten trudny dla niej okres.

18 miesięcy – tyle trwała dyskwalifikacja norweskiej biegaczki narciarskiej, u której wykryto ślady niedozwolonego clostebolu. Środek miał znajdować się w maści do ust, podanej przez lekarza reprezentacji podczas jednego ze zgrupowań. Lekarz całą winę wziął na siebie, ale dla agencji zwalczających doping nie było to wystarczające tłumaczenie. Na opakowaniu leku – co wypominały Johaug rywalki – znajdowała się bowiem czytelna informacja o składzie maści, a sam clostebol ma poprawiać wydolność, która w biegach narciarskich ma niebagatelne znaczenie.

Reklama

Początkowo Johaug została zdyskwalifikowana na 13 miesięcy, lecz po interwencji Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) karę przedłużono o pięć miesięcy, na skutek czego zawodniczka nie mogła wziąć udziału w igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu, których miała być jedną z głównych faworytek.

Dyskwalifikacja 29-letniej zawodniczki zakończyła się 18 kwietnia, dzień później biegaczka spotkała się z przedstawicielami mediów na specjalnej konferencji prasowej. Jak sama podkreślała, pierwszej od wielu miesięcy. Poszła na nią z dużą radością. - Podczas okresu zawieszenia było dużo łez - przyznała Johaug, która wzruszyła się także w trakcie czwartkowego spotkania. Tym razem były to jednak łzy radości a nie smutku.

- W końcu mogłam usiąść przed lustrem i uśmiechnąć się do moich ust. Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne, ale kiedy obudziłam się dziś rano, poczułam wielką radość. Mogę być z siebie dumna, ponieważ przeszłam przez ten trudny okres - wyznała trzykrotna medalistka igrzysk olimpijskich.

Johaug nie ukrywa, że podczas osiemnastomiesięcznej dyskwalifikacji pojawił się moment zwątpienia i zawahania. - Muszę przyznać, że raz pomyślałam, czy to wszystko jeszcze ma sens. Byliśmy wtedy na wakacjach na Florydzie, a ja nie trenowałam od trzech dni i nie potrafiłam odnaleźć w sobie motywacji. Wtedy byłam pewna, że nie chcę dalej biegać, ale po rozmowie z chłopakiem szybko przyszło otrzeźwienie - powiedziała Norweżka.

Pochodząca z okolic Trondheim biegaczka zaznacza, że podczas dwóch sezonów na uboczu bardzo pomagali jej najbliżsi. - Od samego początku byliśmy dobrym zespołem. Bardzo wspierała mnie moja rodzina, na czele z bratem Karsteinem, mój chłopak, menedżer oraz trener. Wszyscy świetnie się razem bawiliśmy, dzięki nim miałam okazję robić zupełnie inne rzeczy niż zwykle - zaznaczyła Johaug.

Wiele czasu filigranowej zawodniczce poświęciła też Marit Bjoergen, która od wielu lat ma bardzo bliskie, wręcz przyjacielskiej relacje z koleżanką z kadry. - Wszystkie dziewczyny z reprezentacji udzieliły mi ogromnego wsparcia. Jestem bardzo wdzięczna za to wszystko, co dała mi Marit. Ona bardzo wspierała mnie przez te dwa ostatnie lata. Bez niej nigdy nie znalazłabym się w miejscu, w którym jestem teraz - opisuje dwukrotna zwyciężczyni Tour de Ski.

Bjoergen po sezonie zakończyła już swoją przygodę z zawodowym sportem, ale wspólnie z Johaug może się pojawić na kończącym sezon biegowy w Norwegii zawodach Skarverennet. – To smutna wiadomość, że Marit już z nami nie będzie. Zdaję sobie jednak sprawę, że w wieku 38 lat chce robić już w życiu inne rzeczy – powiedziała Johaug.

Dowiedz się więcej na temat: Therese Johaug | biegi narciarskie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje