Andrzej Fonfara: Związek z tą kobietą dodaje mi skrzydeł podczas walk

- Na razie kontynuuje swoją karierę w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli zdobyłbym pas mistrza świata na pewno miałbym więcej do powiedzenia w kwestii, gdzie chcę go bronić. W pierwszej kolejności na pewno byłby to stadion Legii - mówi w rozmowie z Interią bokser Andrzej Fonfara.


Interia: Ponoć ze sportowcami jest tak, że kiedy decydują się na poważne zmiany w swoim życiu osobistym, od razu odbija się to na ich formie. Ty zadałeś kłam tej teorii. Odkąd zaręczyłeś się z Justyną, jesteś niepokonany w ringu.
Andrzej Fonfara: - Miłość dodaje skrzydeł. Z narzeczoną jestem od początku mojej kariery. Jest to świetny związek, wspiera mnie. Dodaje mi siły podczas walk. Zaręczyłem się, wygrałem trzy kolejne pojedynki. Jestem pewien, że wygram jeszcze co najmniej kolejne trzy i zdobędę pas mistrza świata.

Kiedy ślub?
- To będzie kolejny krok w moim życiu, żeby po raz drugi powiedzieć "tak". Zobaczymy, czy uroczystość będzie w Stanach czy w Polsce. Jeszcze nie zaplanowaliśmy konkretnej daty, ale na pewno powoli zaczynamy o tym myśleć.

Od dłuższego czasu mieszkasz w Chicago. Jak się czuje Polak na obczyźnie?
- Jak u siebie w domu. Jest tutaj duża Polonia, wspieramy się wszyscy, jesteśmy zgrani jako Polacy mieszkający poza ojczyzną. Chicago to jedno z najlepszych miast na świecie. Wyjechałem do Stanów bodaj w 2006 roku. Pierwszy raz ponownie odwiedziłem Polskę przed rokiem. Sporo już pozapominałem. Bardziej u siebie czuję się w Stanach. Tam wszystko znam. Całe moje dorosłe życie związane jest ze Stanami, mam znajomych, tam toczyłem swoje walki. Chicago też ukształtowało mnie jako człowieka. Choć oczywiście cały czas jestem na bieżąco z tym, co dzieje się w Polsce i tęsknię za ojczyzną. Z tyłu głowy mam myśli, żeby po zakończeniu kariery wrócić do kraju. W ostatnim czasie zacząłem też dużo częściej odwiedzać rodzinne strony. W Warszawie jestem dwa razy do roku. Tęsknię za krajem, ale teraz muszę skupić się na swojej karierze, a najlepiej dla mnie jest będzie robić to Chicago.

Legenda Andrzej Gołoty wciąż jest żywa w Stanach?

- Oczywiście, że tak, Andrzej nie tylko w Polsce jest znany. W Chicago spędził całą swoją zawodową karierę, właśnie tam toczył pamiętne walki. Gdzie się pojawi jest miło witany, pozuje do zdjęć rozdaje autografy. To do dziś mój pierwszy idol bokserski. Chciałbym boksować na takich galach jak on. Znamy się dobrze, jego żona jest adwokatem, prowadziła mi kilka spraw.

Zarywałeś noce dla Gołoty?
- Oczywiście, że tak. Mimo że Andrzej nie zawsze wygrywał, oglądałem każdą jego walkę. Wierzyłem, że zostanie mistrzem świata. Fajne było to, że nigdy nie było wiadomo, co wydarzy się w jego walkach. To elektryzowało fanów boksu.

Twoja walka w Chicago też przejdzie do historii. Choćby październikowe starcie z Nathanem Cleverlym.
- Akcji było całe mnóstwo. Tak naprawdę jeszcze nie oglądałem tej walki jeszcze raz. Krótko po niej wyjechałem na wakacje, na analizy przyjdzie jeszcze czas. Na świeżo widziałem kilka fragmentów. Wykręciliśmy rekord w liczbie zadanych ciosów. Myślę, że to mogło się podobać kibicom. Mała wojna w ringu i krew to jest to, co lubią fani boksu. Zabrakło tylko nokdaunów, ale to z tego powodu, że obaj jesteśmy wojownikami. Fajnie, że tak potoczyła się walka. Stoczyliśmy świetne dwanaście rund i pokazaliśmy kawał świetnego boksu.

Intensywność tego starcia była niesamowita. Czy jesteś w stanie uderzać jeszcze częściej?
- Chyba tak. Świetnie czułem się w tej walce. W boksie jest tak, że to przeciwnik robi styl walki. Mogłem pozwolić sobie na odrobinę nonszalancji, przyjąć parę jego ciosów, bo naprawdę nie bił jakoś mocno. W pierwszych rundach dałem mu się trochę wystrzelać. Wiedziałem, że jest bardzo szybki i jak dam mu trochę luzu na początku, to potem może zabraknąć mu sił. Kiedy złamałem Cleverly’emu nos w piątej rundzie prawym podbródkowym, walka przesunęła się na moją korzyść. Wiedziałem, że to ja będę zawodnikiem, który ustali warunki walki w ringu.

W pamięci kibiców pozostanie też mnóstwo krwi.

- Cleverly głowę miał chyba dwa razy większą niż przed walką. Cały byłem w jego krwi. Kiedy po zejściu z ringu brałem prysznic, to cała łazienka była czerwona. Po zakończeniu pojedynku przybiliśmy sobie piątki. Ostatnią rundę wszyscy kibice oglądali na stojąco. Atmosfera była naprawdę świetna. Cieszę się, że Cleverly też był świetnie przygotowany.

Będzie rewanż?
- Zgodziłem się, ale na pewno nie w tej chwili. Pokonałem go dość wyraźnie. Chccę się teraz bić o mistrzostwo świata. Marzę o rewanżu z Adonisem Stevensonem. 

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Fonfara | Nathan Cleverly | Adonis Stevenson

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama