Artur Szpilka ogłosił powrót na ring w połowie lipca

Serial pod roboczym tytułem "Artur Szpilka wraca na ring" zdaje się zmierzać do szczęśliwego zakończenia... "Wracam w połowie lipca. Czekam teraz tylko na kontrakt i dokładna datę" - poinformował na Facebooku "Szpila", gdzie jego profil obserwuje ponad 850 tysięcy osób.

Aktywny w mediach społecznościowych "Szpila" obwieścił swoim fanom radosną nowinę. "Wracam w połowie lipca. Czekam teraz tylko na kontrakt i dokładna datę, bo to jest wciąż niejasne, ale różnica to tylko tydzień. Zaczynam ostry trening i powrót z przytupem" - zapewnił najbardziej medialny polski pięściarz.

Reklama

Jako postscriptum "Szpila" dodał, że ta data bardzo przypadła mu do gustu. "Dobrze, że lipiec, bo będę na żywo oglądał walkę Andrzeja Fonfary i usłyszymy: and the new (nowym mistrzem... - przyp.)" - dodał były pretendent do tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej.

Wstęp do tekstu nie był przypadkowy, bo telenowela pod tytułem "powrót Szpilki na ring" zaczęła przypominać latynoskiego "tasiemca", który nigdy się nie kończy. Zapewnienia "Szpili" trzeba wziąć w duży nawias dlatego, że w ostatnich miesiącach już kilka razy publicznie zapowiadał powrotną walkę. Za każdym razem okazywało się, że planów nic nie wychodziło, a Szpilka nadal ma krótką pamięć i nie wyciąga wniosków.

Otóż dwa niepomyślne wydarzenia miały całkowicie zmienić postępowanie sportowca. Najpierw, na początku roku, koło nosa przeszła mu właściwie dograna walka z Dominikiem Breazeale’em (z Amerykaninem zawalczył Izu Ugonoh), a niedawno z pojedynku wycofał się Adam Kownacki. Po odwołanej walce z rodakiem "Szpila" był bliski czasowego przerwania kariery, a jednocześnie złożył publiczne zapewnienie.

"Przepraszam moich kibiców, już nigdy nie będę mówił o walkach, jeśli kontrakty nie będą podpisane" - zapewnił, ale obietnica nie przetrwała próby czasu. Tak samo, jak wycofanie się z boksu, które odwidziało się pięściarzowi z Wieliczki już kolejnego dnia.

Fakty są niestety brutalne i nieaktywność "Szpili" niepokoi wszystkich. Pięściarz po raz ostatni boksował w styczniu 2016 roku, przegrywając z mistrzem świata federacji World Boxing Council Deontayem Wilderem.

Wciąż nie wiadomo, czy ciężki nokaut z rąk Amerykanina pozostawił trwały ślad w psychice pięściarza. Polak w każdym razie podkreśla, że nie interesują go pojedynki na tzw. przetarcie z "kelnerami", tylko od razu chce sprawdzić się na tle wymagającego przeciwnika.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje