Bellew o dopingu: Ktoś musi zginąć, żeby boks się zmienił

Tony Bellew (29-2-1, 19 KO) obawia się, że problem dopingu w boksie nie będzie traktowany poważnie, dopóki ktoś nie zginie z rąk wspomagającego się zabronionymi substancjami pięściarza.

O dopingu zrobiło się ostatnio głośno za sprawą półrocznej dyskwalifikacji Saula Alvareza (49-1-2, 34 KO), jednej z największych gwiazd boksu. W organizmie Meksykanina znaleziono clenbuterol. 27-latek cały czas podkreśla, że substancja ta musiała się znajdować w skażonym mięsie, które spożył.

Reklama

- Nie mogę powiedzieć, że "Canelo" jest oszustem, dopóki nie zrobi tego organizacja antydopingowa. Potrzebujemy wyjaśnienia tej sprawy. Jeśli "Canelo" wspomagał się celowo, to trzeba go zdyskwalifikować. Takie sytuacje nie będą jednak miały miejsca dopóty, dopóki ktoś, co przykro mi mówić, nie zginie w walce z zawodnikiem na sterydach. Wtedy będzie to morderstwo z premedytacją - powiedział Bellew.

- Jak to się stanie, to w naszym sporcie zajdą zmiany. Do tego momentu jednak ich nie będzie. Gdy ktoś już zginie, a mam nadzieję, że nie będę to ja, zaczną dożywotnio dyskwalifikować zawodników - dodał.

Bellew trenuje w tej chwili do pojedynku z Davidem Haye'em (28-3, 26 KO), który 5 maja odbędzie się w londyńskiej hali O2 Arena. Będzie to rewanż za walkę z marca ubiegłego roku, wygraną przez Bellew w jedenastej rundzie.

Dowiedz się więcej na temat: Tony Bellew | Saul Alvarez

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama