"Diablo" i "Byk" biją się o Amerykę

W najbliższą sobotę, 26 listopada, chicagowskie Centrum Kopernikowskie nie będzie gościło przedstawienia teatralnego ani festiwalu filmowego, ale polskich bokserów...

Dzięki inicjatywie pierwszej polskiej firmy promocyjnej mającej licencję bokserską w Stanach Zjednoczonych - Polish Sport Production - szansę pokazania się spragnionej dobrego boksu polonijnej publiczności będą mieli między innymi Tomasz Bonin (31-1, 16 KO) i Krzysztof Włodarczyk (33-1, 29 KO).

Reklama

Stawka jest jednak znacznie większa - dobre występy w Chicago mogą przybliżyć polskich bokserów do sławy, która przed nimi była udziałem tylko Andrzeja Gołoty, a obecnie Tomasza Adamka, mistrza świata World Boxing Council.

- Tomek, dla ciebie walka w Chicago to pojedynek o tytuł mistrza świata IBC, organizacji na pewno nie tak znanej jak IBF, WBO czy WBA, ale każda walka o tytuł zobowiązuje. Co wiesz o swoim rywalu, pięściarzu z Dominikany Fernely Felizie (21-5, 14 KO)?

Tomasz Bonin: - Niecodzienny pięściarz, bo - przynajmniej w ostatnich pojedynkach - albo przegrywa na punkty, albo wygrywa przez nokaut. Oglądając jego taśmy wiem, że mniejszą wagę przykłada do walki w obronie, co postaram się wykorzystać. Oczywiście nie ma sensu rzucić się na niego od pierwszego gongu, ale będę starał się atakować, narzucić mój styl walki. Najważniejsze jest to, że jestem dobrze przygotowany. Treningi w Polsce przebiegały bez zakłóceń, stoczyłem odpowiednią liczbę 12-rundowych sparingów, bo na tyle jest zakontraktowany pojedynek. W Chicago niczego mi nie brakuje, nie też ma mowy o kontuzjach. To zawsze przed wyjściem na ring jest najważniejsze.

- A co o swoim rywalu wie Krzysztof Włodarczyk? Walkę na ringowe przydomki już wygrałeś. Ty jesteś Diablo (Diabeł), a Tyler Hughes (24-17, 9 KO) tylko Working Man (Robotnik)?

Krzysztof Włodarczyk (śmiech): - Za to nikt mi punktów w ringu nie doda! Poważnie - podczas moich walk staram się w ringu robić swoje. Przez dwie, trzy rundy przypatruje się przeciwnikowi, szukam słabości, a potem staram się każdą z nich wykorzystać. Lubię kończyć przez nokaut, bo tego chce ode mnie widownia, sprawia mi to satysfakcję. Niewiele wiem o Hughesie, poza tym, że musi mieć sporo doświadczenia, bo stoczył aż 46 zawodowych walk. To jest to, czego mi najbardziej brakuje - mam 24 lata, cały czas uczę się boksu w wersji amerykańskiej.

- Pytanie do Tomka i Krzysztofa: macie w swojej karierze tylko po jednej porażce, wszystko przed wami, co więc obiecujecie sobie po walkach w Chicago? Don King zamówił już taśmę z waszych pojedynków?

Tomasz Bonin: - Wybić się można tylko w Ameryce. Przynajmniej w mojej kategorii wagowej. Europa nie daje takich możliwości rozwoju. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że tutaj znacznie lepiej się zarabia, jest okazja sprawdzenia się w walkach z najlepszymi. Dla sportowca to jest zawsze najważniejsze. To, że King się nami interesuje, to zawsze ważne, bo on dzieli i rządzi w zawodowym boksie. Jednak za nas na ring nie wyjdzie.

Krzysztof Włodarczyk (śmiech): - Walczę o to, by mieć miejsce w pierwszej dziesiątce najlepszych pięściarzy świata, a to - jak już powiedział Tomek - można zapewnić sobie tylko walkami w Stanach. Nie da się powtórzyć w Polsce tego, czego się można nauczyć na tutejszych ringach. W każdej walce, nawet z przeciwnikiem, który jak Hughes nie jest z najwyższej półki, trzeba bardzo uważać, bo amerykańscy bokserzy to zawodowcy. Oni wychodzą po to, żeby walczyć. W naszym fachu jedna porażka może nas odsunąć od walki o najważniejsze tytuły o lata., albo w ogóle zamknąć nam drogę do pasów mistrzowskich.

Każda walka tutaj, to walka o Amerykę, o promotora, który da nam szansę. Czy będzie to Don King, czy ktokolwiek inny, nie ma dla mnie znaczenia - tak długo jak dostanę walki o mistrzowskie tytuły.

Rozmawiał: Przemysław Garczarczyk, Chicago

Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Bonin | Włodarczyk | Chicago

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama