Dillian Whyte wściekły na decyzję WBC

Władze federacji World Boxing Council podjęły decyzję o tym, że wygrany z walki Dominica Breazeale'a (18-1, 16 KO) z Erikiem Moliną (26-4, 19 KO) zyska status obowiązkowego challengera dla Deontaya Wildera (38-0, 37 KO) bądź Bermane'a Stiverne'a (25-2-1, 21 KO). Oba pojedynki zostaną rozegrane w sobotnią noc podczas gali na Brooklynie. Transmisja w Canal+ Sport. Decyzja WBC rozwścieczyła Dilliana Whyte'a (22-1, 16 KO), który liczył na pojedynek z Wilderem.

Wilder będzie bronił pasa WBC po raz szósty, ale dopiero w pierwszej obowiązkowej obronie. I póki co może zapomnieć o wielkich nazwiskach, bo nawet jeśli odprawi w rewanżu Haitańczyka, to potem będzie musiał skrzyżować rękawice z Breazeale'em bądź Moliną. Włodarze WBC nadały starciu Breazeale'a (7. miejsce w rankingu WBC - przyp. red) z Moliną (11. miejsce w rankingu WBC) status ostatecznego eliminatora.

Ta wiadomość rozwścieczyła Dilliana Whyte'a (22-1, 16 KO), który liczył na spotkanie z Wilderem w lutym w Londynie. Jego promotor Eddie Hearn proponował już Amerykaninowi cztery miliony dolarów za taki pojedynek.

"Przecież spotkanie Breazeale kontra Molina to nudna, wręcz koszmarna walka. Jestem wyżej notowany w rankingu WBC niż ci dwaj. Po Stivernie następny w kolejce jestem ja. Czuję irytację i wciąż mam nadzieję na konfrontację z Wilderem" - nie ukrywa rozczarowania Whyte.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama