Dziwne sporty. W ringu z kangurem

W świecie nie brakuje sportów dziwnych, rzadkich lub oryginalnych. Boks człowieka z kangurem należy do wyjątkowo oryginalnych mutacji walki między linami ringu.

Inspiracją dla skonfrontowania pięściarza z australijskim zwierzęciem były rytualne walki samców torbaczy, w których - wsparte na potężnych ogonach - używały one czterech odnóży w rywalizacji o samice. Stąd już było blisko do zmierzenia się tych zwierzęcych "bokserów" z człowiekiem.

Reklama

Zaczęło się dość niewinnie, bo od publikacji rysunku w satyrycznym czasopiśmie "Melbourne Punch", zatytułowanego "Kangur Jack walczący z profesorem Lendermannem". Rzecz działa się w 1891 r. Dalej potoczyło się gładko. Powstały filmy. W Niemczech cztery lata później wyprodukowano niemy film "Das Boxende Kaenguruh", a Anglicy w następnym roku stworzyli film przedstawiający walkę kangura z człowiekiem. Nie pominęli też tematu twórcy filmów animowanych, głównie w USA.

Aby zwiększyć atrakcyjność widowiska postanowiono skonfrontować "boksera" z australijskiego buszu z zawodowym pięściarzem.

Pierwsze sparingi w ringu miały miejsce w latach 30. ubiegłego stulecia. Ale największe zainteresowanie wywołała pokazowa walka mistrza świata wagi ciężkiej Primo Carnery z kangurem. Włoski mistrz wyszedł na ring, by skrzyżować rękawice ze zwierzęciem o "nazwisku" Jo-Jo. Działo się to w Atlantic City w 1933 roku, co uwieczniono na zdjęciu. Nie był to pojedynek "na poważnie", ale miał sprawić uciechę widowni żądnej wrażeń w amerykańskim mieście rozrywki i hazardu.

Carnera był elegancko ubrany, jakby na chwilę odszedł od stolika, przy którym grał blackjacka, czego nie dałoby się powiedzieć o jego przeciwniku. Co ciekawe, w pozycji pionowej kangur niemal  dorównywał wzrostem dwumetrowemu pięściarzowi.

Niemal jednocześnie w USA, Australii, Anglii i Niemczech zapanowała moda na takie "walki" człowieka z kangurem, organizowane głównie w teatrzykach, salach wystawowych czy hotelach.

Szybko okazało się, że przednie odnóża kangura mają naturalną skłonność do chwytania, a nie uderzania przeciwnika, mimo utrudniających mu to rękawic. W świetle przepisów klasycznego boksu to były klincze, a sędzia nie był w stanie zapanować nad zadziornym zwierzęciem. Miał spore trudności, by rozdzielać rywali.

Z kolei tylne nogi torbacza, rozochoconego tą "bójką", miały tendencję do uderzeń, tj. kopnięć znacznie poniżej pasa. Mocne kopnięcia (faule) zwierza, podpartego na ogonie, mogły zakończyć walkę z bolesnym skutkiem dla człowieka. Wyjątkowo pojętnym  kangurem-bokserem okazał się podopieczny niejakiego R.S. Mayne'a z Jamieson (USA), który trenował swego pupila aż trzy lata. Nauczył, jego zdaniem bardzo inteligentnego samca, "czystej walki na pięści". Jack, bo tak nazywał się ten kangur, bardzo sprawnie naśladował ruchy pięściarza. Był mistrzem boksu wśród kangurów, choć tylko w walkach pokazowych.

W końcu w ten kwitnący interes - boks kangura z człowiekiem - wtrącili się obrońcy praw zwierząt. Potępili okrutny - według nich - proceder tresury zwierzaków i ta intratna dla niektórych odmiana boksu, pseudo sport, musiała zniknąć, nawet z aren cyrkowych.

Kangur w bokserskich rękawicach pozostał tylko "totemowym" zwierzęciem Australii. Nawet MKOl zgodził się, by na strojach australijskich olimpijczyków znajdował się wizerunek walecznego torbacza w rękawicach.

Dzikie kangury, nic nie wiedząc o tych formalnościach, nadal walczą o prymat na równinach Australii, nie troszcząc się o reguły walk bokserskich, opracowane już w 1865 r. przez Markiza Queensberry'ego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje