Grzegorz Proksa dla INTERIA.PL: Sam zapracowałem na sukces

1 września Grzegorz Proksa zmierzy się z Giennadijem Gołowkinem o należące do Kazacha pasy mistrza świata federacji WBA i IBO wagi średniej. - Ta walka jest nagrodą za 15 lat ciężkiej pracy. Nagrodą, która sam wyrwałem - podkreśla "Super G" w rozmowie z INTERIA.PL.

Podobno po kontuzji Dmitrija Piroga, który miał pierwotnie boksować z Giennadijem Gołowkinem, paru czołowych pięściarzy wagi średniej odmówiło walki z Kazachem. Pan długo się nie zastanawiał, by na nią przystać. Dlaczego?

Reklama

- Bo wiem, że na takie pojedynki musiałbym czekać co najmniej 3 lata. Proszę nie zapominać ze jestem Polakiem i niestety, ale nie mam takich możliwości jak pięściarze z innych krajów. Cieszę się tym bardziej, że sam zapracowałem na ten sukces. 

Gołowkin ma za sobą imponującą karierę amatorską, świetnie spisuje się również na zawodowym ringu. Jakie atuty rywala będzie Pan musiał wyeliminować 1 września?

- Będę starał się narzucić swój rytm i styl. To będzie bardzo trudne, ale najważniejsza jest chłodna głowa.

7 lipca stoczył Pan rewanżowy bój z Kerry'm Hopem, a równo 8 tygodni później ponownie pojawi się w ringu. Co może być problemem w tak skróconym okresie przygotowawczym?

- Zmęczenie materiału. Jestem w treningu dziewiąty miesiąc, czuję zmęczenie i znudzenie, ale ciągle jest w głowie myśl ze to ten czas, ta chwila. Wszystkie moje największe sukcesy przychodziły z największym trudem i poświęceniem. Pozostały 3 tygodnie, jak Bóg da w zdrowiu przebrnąć przez ten czas, będzie super.

Dziennikarze prestiżowego magazynu "The Ring" podkreślają, że dobrze się stało, że zamiast Piroga to Pan zmierzy się z Gołowkinem, a stacja HBO mocno popierała Pana kandydaturę. Czuje Pan, że to świetna okazja nie tylko do zdobycia pasów, ale i do wypromowania się na amerykańskim rynku?

- Na promocji mi nie zależy, choć trudne tego uniknąć wygrywając z Gołowkinem. Dla mnie cel jest jeden - pokonać go 1 września. Styl i cała otoczka nie ma najmniejszego znaczenia.

Gołowkin słynie z mocnego ciosu, Pan w defensywie bazuje na refleksie. Planuje Pan zmiany w sposobie boksowania, czy znów zobaczymy Pana walczącego efektownie, ale z ryzykownie opuszczonymi rękami?

- Zapraszam przed TV.

Tomasz Adamek po porażce z Witalijem Kliczko przyznał, że zrobił błąd w kwestii aklimatyzacji i za późno przyleciał do Polski. Kiedy Pan wybiera się do USA i jak spędzi ostatnie dni przed walką?

- Wybieram się dokładnie na tydzień przed pojedynkiem, mam nadzieję, że wystarczy to na aklimatyzacje. Ostatnie dni będą poświęcone regeneracji i na lekki trening.

Możemy się tylko domyślać jak wielkie emocje towarzyszą wyjściu na ring i walce o mistrzowskie laury. Jak Pan zamierza poradzić sobie z presją i mentalnie przygotować się do niej?

- Nie jestem już młodym zawodnikiem. Mam doświadczenie. Nie odczuwam presji, tylko mobilizację. Ta walka jest nagrodą za 15 lat ciężkiej pracy. Nagrodą, która sam wyrwałem.

Rozmawiał: Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje