Kamil Łaszczyk: Trzeciego dnia treningów dostałem lanie, ale...

Polscy bokserzy od dawna nie liczą się w światowej czołówce w niższych wagach. Zdaniem Kamila Łaszczyka, ten trend można zmienić.

Od czasów Macieja Zegana nie było polskiego boksera, który miałby szansę na tytuł mistrza świata w niższych wagach. Trzecie miejsce w rankingu WBO kategorii piórkowej zajmuje Kamil Łaszczyk (Global Boxing). W piątek wystąpi w Ślesinie pod Koninem.

Reklama

- Maćkowi, z którym miałem okazję kilka razy sparować, nie udało się wywalczyć mistrzowskiego pasa WBO. Mam nadzieję, że ten cel zrealizuje inny wrocławianin... - powiedział 23-letni Łaszczyk, który na zawodowych ringach wygrał wszystkie 16 walk.

W lutym pokonał na punkty w Chicago Nikaraguańczyka Daniela Diaza, który w 2011 roku bez powodzenia rywalizował o tytuł federacji WBA w wadze koguciej.

W 2003 roku Zegan w kontrowersyjnych okolicznościach przegrał potyczkę z Uzbekiem Arturem Grigorjanem o pas WBO w wadze lekkiej. Ze stolicy Dolnego Śląska pochodzą też inni zawodnicy ze światowej czołówki - Łaszczyk i Mateusz Masternak (junior ciężka).

- Polscy pięściarze mogą liczyć się w walce o trofea także w lżejszych wagach. We Wrocławiu jest dobry klimat do boksu, choć ja na co dzień trenuję w Dzierżoniowie. W ogóle przygodę ze sportem zacząłem od karate i judo, była też piłka nożna, ale najlepiej czuję się w ringu. Trzeciego dnia treningów dostałem lanie, ale nie zniechęciłem się, a przeciwnie - jeszcze bardziej chciało mi się ćwiczyć. I od 11 lat pojawiam się na sali treningowej - dodał Łaszczyk, który w Ślesinie spotka się z Finem Tuomo Eronenem (13-2).

Polak profesjonalną karierę rozpoczął w 2011 roku, a pierwsze pięć walk stoczył w USA. Jego menedżerem, a także Patryka Szymańskiego, który również wystąpi w Ślesinie, jest mieszkający w North Bergen Mariusz Kołodziej.

- Tak naprawdę Kołodzieja poznałem dopiero na lotnisku, kiedy wylądowałem w USA. To bardzo dobry promotor, który rozważnie prowadzi nasze kariery, nie rzuca na "miny". Jeszcze brakuje mi doświadczenia, ale niebawem będę gotowy do największych wyzwań - ocenił Łaszczyk, noszący przydomek "Szczurek".

- Już w dzieciństwie nazwał mnie tak jeden z kolegów. Zawsze byłem szybki, zwinny, jak mały szczur - zakończył pięściarz, którego trenerem jest Piotr Wilczewski, były zawodowy mistrz Europy.

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Łaszczyk | boks | Maciej Zegan

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje